Od ostatniego wpisu minęły nieco ponad 3 tygodnie, a ja w tym czasie przeczytałam rekordową ilość książek.
Po raz pierwszy: Akunin:Koronacja, Kochanka śmierci, Kochanek Śmierci, Diamentowa karoca 1, Diamentowa karoca 2.
Po raz drugi:
Krajewski: Śmierć w Breslau, Koniec świata w Breslau, Widma w mieście Breslau, Dżuma w Breslau.
Deaver: Kolekcjoner kości, Tańczący Trumniarz, Puste krzesło, Mag + trzeci raz Kamienna małpa.
Niestety, głębiej Wam o tym nie opowiem, gdyż była to lektura analityczna, pod precyzyjnie określonym kątem, o którym teraz piszę z mozołem i zostało mi jeszcze 18 dni na 48 stron. A do "doczytania" mam jeszcze 3 Deavery. Więc wiecie, rozumiecie.
Podzielę się natomiast krótkimi refleksjami natury ogólnej.
Refleksja numer 1 – najbardziej natrętna. W zestawieniu z Akuninem i Deaverem ubóstwo warsztatu Krajewskiego z pierwszych trzech powieści jest wprost boleśnie widoczne. Aż wstyd. Mock jest też zdecydowanie najmniej interesującym z czterech porównywanych przeze mnie śledczych śledczych. I ma okropne sprzeczności w biografii, ale to już rezultat dopisywania cyklu wstecz.
Refleksja numer 2 – Akunin jednak czasami po prostu nie potrafi się oprzeć. Zakończenie Diamentowej karocy 2 bardzo mnie rozczarowało.Czemu to miało służyć?
Refleksja numer 3 – Deaver irytująco mało pisze o swoich postaciach, a jak już to robi, to w taki sposób, że nawet nie ma czego zacytować:/