Romansu z Cornwellem ciąg dalszy

Skończyłam drugą część cyklu arturiańskiego, czyli Nieprzyjaciela Boga. Wszystkie superlatywy, którymi obsypałam nie tak dawno tom pierwszy, pozostają w mocy w odniesieniu do kontynuacji, która jednakowoż podobała mi się nawet bardziej. Początkowo myślałam, że będzie inaczej, ale nawet zwykle działający na mnie jak płachta na byka wątek romantyczny Cornwell poprowadził tak, by mnie nie zirytować. A to jest RZADKA umiejętność. Później było tylko lepiej – jego wersja historii Tristana i Izoldy nie tylko potwierdziła mój wcześniejszy zarzut o egoizmie Artura, ale dodała do listy obrzydliwą hipokryzję tej postaci. Pozytywnie zaskoczyła mnie obrona Ginewry przez Nimue.
Wielowymiarowość to bardzo dobra rzecz. Tempo równiejsze niż w Zimowym monarsze, w moim przypadku również silniejsze było zaangażowanie w tekst na poziomie emocjonalnym.
Trzeciego tomu, niestety, w bibliotece już nie mają. Tak się natomiast fortunnie składa, że Instytut Wydawniczy Erica wznawia go…jutro. Cztery dyszki wydam bez wahania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s