Przeszarżowany Tomek, czyli słów kilka o Ostatniej rodzinie

Na Ostatnią rodzinę wybraliśmy się rodzinnie (czyli podobnie, jak czytaliśmy – z zachwytem – książkę Grzebałkowskiej, choć film nie ma z nią poza bohaterami nic wspólnego) w zeszłą niedzielę.
I chyba po raz kolejny trochę mi zaszkodziły zawyżone oczekiwania, jak niedawno przy czwartym Mortce. Naczytałam się przed filmem wywiadów z aktorami, reżyserem etc. I być może za bardzo mi się udzielił ich entuzjazm.
Znowu – nie chcę być źle zrozumiana. Film jest świetny, znakomicie oddaje pewną (mniej istotne, na ile zgodną ze stanem faktycznym) wizję relacji w bardzo nietypowej rodzinie, zdominowanej przez dwie, wybitne i wybitnie trudne, dlatego zapewne niezdolne do porozumienia się, jednostki – ojca i syna. Ten tragiczny dysonans kładzie się cieniem na codzienności całej rodziny, w której nie brakuje humoru, ale brakuje ciepła. Stąd te wszystkie kolejne śmierci są akurat tam jakoś przerażająco na miejscu, a wymowa całości jest zdecydowanie przygnębiająca, mimo wspomnianych humorystycznych kontrapunktów i niewątpliwego ironicznego dystansu bohaterów do rzeczywistości.
Bardzo dobrze oddane zostały również zmieniające się realia (mieliśmy taką samą suszarkę, jak ta, którą Zdzisław suszy obraz!).
Jedyny problem, jaki mam z tym filmem, to wizja postaci Tomka Beksińskiego, jaka się z niego wyłania. I już nawet nie do końca chodzi o to, jak go zagrał Dawid Ogrodnik (czy nie zbyt ekspresyjnie – tak mi się wydaje, ale w sumie nie mam pojęcia, jaki on faktycznie był, a aktor przy budowaniu fizycznej części kreacji pracował z nagraniami, których była masa). Bardziej o to, co dostał do zagrania, jakie sceny są dla tej postaci przewidziane w scenariuszu, a jakich zupełnie zabrakło. Widzimy młodego Beksińskiego niemal wyłącznie w sytuacjach granicznych, z obu końców emocjonalnego spektrum. Nie ma prawie nic pomiędzy. Wiadomo, materia filmowa ma swoje ograniczenia, narzucone choćby czasem trwania całości, i pewnie scenarzyście zależało na wyeksponowaniu tych elementów osobowości syna, które najsilniej wpływały na życie rodziny. Osiągnął jednak, przynajmniej w moim odczuciu, efekt trochę przeciwny do zamierzonego. Rozkładając akcenty tak, a nie inaczej, odebrał postaci Tomka wiarygodność, zmieniając go trochę w odpustowego diabełka z pudełka. Postać przez to traci, zwłaszcza na tle o wiele bardziej spójnych i wiarygodnych kreacji Zdzisława i Zofii (świetni Seweryn i Konieczna, która miała chyba najtrudniej, a jednak zdołała nie pozostawić wątpliwości co do tego, kto miał w domu ostatnie słowo).
Niemniej, warto zobaczyć i przemyśleć na własną rękę, choć większe wrażenie zrobi zapewne na widzach nieznających Portretu podwójnego. Moja ocena: 8/10.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s