Gdy białe noce nie dają spać (Ann Cleeves, Biel nocy)

Tym razem na Szetlandach mamy lato, które pod pewnymi względami bywa równie trudne jak ponura zima. A to z powodu białych nocy, gdy słonce niemal nie znika za horyzontem, a normalny sen staje się wyzwaniem nawet dla przyzwyczajonych do tego zjawiska miejscowych. Czy to z przemęczenia tajemniczy przyjezdny postanowił ze sobą skończyć i powiesił się w szopie na sprzęt rybacki w niewielkim przysiółku Bidista?
Jimmy Perez może i chciałby w to wierzyć, jednak jego złudzenia szybko zostają rozwiane przez lekarski werdykt – ktoś pomógł obcemu przenieść się na tamten świat, a następnie upozorował samobójstwo. Znów trzeba wzywać wsparcie z Inverness, ale i tak to Perez pokieruje śledztwem. Miejscowi mu ufają, a w tak zamkniętej społeczności to kluczowe i ważniejsze od oficjalnej służbowej hierarchii. Skąd się wziął obcy? Dlaczego sabotował wernisaż miejscowej malarki, która konsekwentnie zaprzecza, by go kiedykolwiek spotkała, a tym bardziej uraziła?

Niespiesznie rozwiązując te zagadki, Ann Cleeves wplata w opis działań policji obrazy z letniej codzienności wyspiarzy, takie jak strzyża owiec. Autorka ma niezwykły talent do budowania atmosfery, obserwacji dzikiej i nieokiełznanej przyrody oraz portretowania
rutyny w sposób, który dodatkowo potęguje realizm wdzierającego się w nią dramatu. Obok postaci przedstawionych już czytelnikowi na kartach Czerni kruka pojawiają się nowe – skazani na siebie i żyjący wspomnieniami przeszłości nieliczni mieszkańcy odizolowanego Bidista oraz ekscentryczny pisarz, twórca powieści fantasy, który postanowił porzucić wielki świat i zamieszkać na uboczu.

Kwartet szetlandzki raczej nie jest dla fanów szybkiej akcji, to proza mocno introspektywna, skupiona na społeczno-psychologicznych korzeniach przestępstwa, gdzie przełomu w śledztwie dostarcza zwykle pogłębiona analiza relacji międzyludzkich. Dlatego tak ważny jest sposób prezentacji bohaterów – autorka robi to bez uprzedzeń, nie sugerując czytelnikowi, kogo powinien polubić, a kogo obdarzyć antypatią. U niej wszyscy są zwykłymi ludźmi, posiadającymi zarówno wady, jak i zalety, a każdy – łącznie z policjantami – dźwiga bagaż przeszłych doświadczeń, które mimochodem determinują jego działania, wybory i postrzeganie rzeczywistości. Gwarantuje to za każdym razem zaskoczenie tożsamością sprawcy (choć gdybym bardziej uważała, tym razem mogłabym zgadnąć, o czym w przypadku Czerni kruka nie było mowy), bo niemal wszyscy są podejrzani w jednakowym stopniu. A winny nie jest dehumanizowany – przeciwnie, jego
motywacja ostatecznie wydaje się w jakimś stopniu zrozumiała. Każdy z nas może zostać
zabójcą, zdaje się mówić Cleeves, to tylko kwestia warunków brzegowych. Teza bardzo prawdziwa, a rzadko stawiana tak mocno i uzasadniana tak konsekwentnie w literackiej fikcji.

Według mnie to naprawdę dobry kryminał, dlatego ucieszyłam się na wieść, że premierowy trzeci tom cyklu – Czerwień kości – ukaże się już w styczniu 2019. Tak trzymać, Wydawnictwo Czwarta Strona!

P.S. Peter May powinien zapisać się do Ann Cleeves na korepetycje z tworzenia realistycznych wątków obyczajowych i ogólnie z kreowania postaci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s