Wszystko wolno, hulaj dusza (Miranda July, Pierwszy bandzior)

Wiem, że zalegam z podsumowaniem filmowym i serialowym, ale rok nie zaczął się dobrze. Padł mi twardy dysk, na którym miałam wszystko, a nie miałam kopii zapasowej. Komputer powędrował do sprzedawcy w ramach rękojmi, a ja zostałam z frustracją wygenerowaną przez własną głupotę. Rada na nowy rok – sprawcie sobie chmurę do przechowywania danych i korzystajcie z niej regularnie!
To idealny nastrój, żeby wam opisać, jak mi się czytało ostatnią zeszłoroczną lekturę, a zarazem drugą powieść z katalogu Wydawnictwa Pauza.

A było to doświadczenie przedziwne. Cheryl to taka Bridget Jones 15 lat później, tylko z mniejszym szczęściem do facetów, a większą obsesją na punkcie zachowywania ładu dookoła (poprzez minimalizowanie ilości posiadanych i używanych przedmiotów oraz ograniczanie wszelkich aktywności). Ten system działa całkiem dobrze, dopóki nie wprowadza się do niej córka szefostwa – Cheryl pracuje w firmie dystrybuującej filmiki nauczające samoobrony, obecnie skrzyżowanej z fitnessem. Clee jest młoda, leniwa i niechlujna, zalęga się na kanapie w salonie i żywi gotowymi  potrawami do mikrofalówki, a skrajnie nieasertywna Cheryl stara się unikać konfrontacji.

I wtedy autorka zmienia konwencję, porzuca ironiczny, ale mimo wszystko realizm, każe swoim bohaterkom komunikować się przez przemoc fizyczną (Clee jest agresorką), co w przedziwny sposób uwalnia Cheryl od przypadłości zwanej globus histericus, czyli dławiącej kuli w gardle. Swoją drogą, nie wiem, jak wy, ale ja do tej pory kojarzyłam globusa z udawaną migreną, zarezerwowaną dla wyższych sfer. Okazuje się, że jest to jeden z objawów nerwicy. Na tym jednak skutki komunikacji poprzez napaść się nie kończą  – Cheryl zaczyna mieć obsesyjne i gargantuiczne fantazje seksualne na temat Clee oraz odkrywa swoja lesbijską tożsamość, a młodsza dziewczyna, jak się z czasem okazuje, odwzajemnia jej uczucie.

Nie jest to wszystko jednak takie proste (ha, proste!), jakby się wydawać mogło, gdyż powieść – bez ostrzeżenia – skręca w zupełnie inną alejkę – pojawia się ciąża, trudny poród i jego konsekwencje, a następnie wpływ opieki nad dzieckiem na relacje obu bohaterek. Zakończenie jest niejednoznaczne – Cheryl zostaje wykorzystana, ale też zyskuje coś cennego.

Całość jest niewątpliwie nietypowa – szalona, niejednorodna i nie dla konwencjonalnego czytelnika. Taki prawdopodobnie szybko odpadnie, bo July się nie certoli – logika i umiar są jej obce. Fascynuje ją natomiast fizjologia, fizyczność i seks. Szczerze mówiąc – przy całej mojej otwartości na wszelkiego rodzaju eksperymenty i braku pruderii – było to dla mnie niesmaczne, obrzydliwe, a nade wszystko bardzo często pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia. Przed sztuką dla sztuki i przesuwaniem granicy, żeby wyśmiać jako zaściankowego i ograniczonego czytelnika, którego wrażliwość tego eksperymentu nie wytrzyma, klękać nie zwykłam. Literatura musi być o czymś, i Pierwszy bandzior niewątpliwie jest – o samotności, lęku, próbach poszukiwania i nieoczekiwanych odkryciach. Na tej płaszczyźnie byłby przekonujący (choć i żadnej Ameryki by nie odkrył) bez wszystkich tych skandalizujących fajerwerków, które mają go sprzedać publiczności jako ambitne novum.

Byłam ciekawa, została porwana w wir fascynująco-odrażającej narracji, ale nie wypadłam z niego olśniona. Można, ale zdecydowanie nie trzeba. Lektura na jedno wolne popołudnie, gdyby wam się bardzo nudziło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s