Może i shitshow, ale warto popatrzeć (Charlie LeDuff, Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje)

shitshowPo znakomitym Detroit. Sekcji zwłok Ameryki wiedziałam, że rzucę się na każdą kolejną książkę LeDuffa. Pochłonęłam Shitshow! błyskawicznie, choć nie bezrefleksyjnie, ale nie byłam w stanie jednoznacznie go ocenić. Bezpośrednio po lekturze miałam dużo sprzecznych odczuć, z przewagą tych negatywnych. Szczerze przyznam, że nowy zbiór amerykańskich migawek wydawał mi się sporo gorszy niż Detroit, choć miałam problem z solidnym, merytorycznym, oderwanym od odbioru czysto emocjonalnego uzasadnieniem swojego stanowiska. Innymi słowy, sama do końca nie wiedziałam, co mi się nie podoba, choć nie podobało mi się zdecydowanie. To jednak było zbyt mało, by pisać o tej książce na gorąco.

Po nieco ponad miesiącu najbardziej pamiętam z niej obrazy: ponury zimowy parking, opustoszałe osiedle przyczep, imigrantów usiłujących forsować granicę przez rzekę, zdjęcie czarnego chłopca, białego funkcjonariusza i psa czy faceta, który trzymał w lodówce wiewiórcze mięso. No i dzieciaki z zębami zabarwionymi cool-aidem (napojem z proszku, do którego oprócz wody trzeba dodać także cukier), bo woda bez niego nie nadawała się do picia – ostatecznie, wbrew zapewnieniom władz, a zgodnie z twierdzeniami mieszkańców, woda okazała się trująca.

Obrazy to pozornie mało, ale jednak są mocne i za każdym z nich idzie refleksja o biedzie, bezrobociu, rasizmie czy niewydolności systemu. I chyba na tym polega metoda, którą LeDuff przyjął tym razem. Jest ze swej natury telewizyjna, właśnie migawkowa, sensacyjna (gdy Detroit było pieczołowicie poskładaną mozaiką, mającą przybliżyć rozmaite problemy miasta i regionu). Z tych wyrazistych ujęć wyłania się nie jedno miasto, ale cały kraj. Taki, jaki rzadko widzimy w filmach i serialach, a zatem rzadko sobie wyobrażamy. Ale żyje w nim na co dzień zdecydowana większość Amerykanów. LeDuff przybliża część powodów, dla których ta większość zagłosowała na Donalda Trumpa. I stwierdza, że dla niego wynik wyborów prezydenckich nie był zaskoczeniem.  Jasne, dokonana przez LeDuffa selekcja jest tendencyjna, podobnie jak jego opisy niektórych zjawisk. Ma to podkręcić wymowę i siłę rażenia całości. No a reporter, kiedy tylko może, jest po stronie swoich bohaterów, a przeciwko państwu czy lokalnym władzom.

Szczerze przyznam, że zawsze mi się wydawało, że LeDuff ma poglądy lewicowe lub  anarchistyczne. I jakoś nie mogło mi się pomieścić w głowie, że przez trzy lata jeździł po kraju i kręcił program Amerykanie dla Fox News. Chciał, jak sam twierdzi, pokazać amerykańskie życie od podszewki. Ale mimo wszystko z tezą – Ameryka w ruinie. Choć się od tego odżegnuje, dołożył pewnie tym samym kilka cegiełek do fundamentów wyborczego zwycięstwa Trumpa, jakie postawił jego pracodawca, Roger Ailes. Dlatego uważam, że warto tę książkę przeczytać, i to zdecydowanie, bo jest w niej sporo prawdy. Odkłamuje amerykański sen, pokazując, że często jest to koszmar. Ale trzeba ją czytać krytycznie.

P.S. Jako lekturę uzupełniającą polecam wywiad z autorem z Wyborczej. I drugi, z Krytyki  Politycznej. Można tu zobaczyć, że sam Charlie w dużym stopniu jest swego rodzaju kreacją. Ale nic w tym dziwnego ani złego. Po prostu zjadł zęby na branży medialnej i wie, jak ona działa.

2 myśli na temat “Może i shitshow, ale warto popatrzeć (Charlie LeDuff, Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s