Lew poczuł swoją siłę (Hilary Mantel, Lustro i światło)

lustro-i-swiatlo-w-iext65504119Czekałam na ostatni tom trylogii o Tomaszu Cromwellu ponad 7 lat i gdzieś po drodze zdążyłam stracić nadzieję. Przestałam w końcu sprawdzać stronę autorską Hilary Mantel. Aż tu nagle pod koniec grudnia wpadła mi przypadkowo w oko podczas scrollowania Facebooka reklama promocji polskiego przekładu! W Nowy Rok weszłam zatem z dawno niewidzianym królewskim sekretarzem, który zaczynał jako popychadło kowala i piwowara z Putney, będącego – na nieszczęście – także jego ojcem.

Z drugiej strony, gdyby nie ucieczka za morze przed domową przemocą, zapewne nie otworzyłaby się przed Cromwellem droga do bezprecedensowej dla człowieka tak nisko urodzonego dworskiej kariery. Nie wykorzystałby też prawdopodobnie nigdy swojego ponadprzeciętnego intelektualnego potencjału. Kto wie, jak wówczas potoczyłaby się historia Anglii? Nie ulega bowiem wątpliwości, że to właśnie Cromwell doprowadził do unieważnienia małżeństwa Henryka VIII Tudora z Katarzyną Aragońską i wyniesienia na tron Anny Boleyn. Mało kto wiedział, że realizował przy tym własny plan uwolnienia królestwa spod władzy rzymskiej kurii i udostępnienia Biblii ludowi. Ciekawym paradoksem jest, że w tej kwestii Cromwell odniósł zasadniczo zwycięstwo, bo nowa religia, choć wprowadzona dla dogodzenia doraźnej zachciance królewskich lędźwi, przetrwała nie tylko swoich instygatorów, ale i próbę kolejnych wieków.

Siłą trylogii Mantel pozostaje konsekwentna optyka – w Lustrze i świetle patrzymy na wypadki następujące pomiędzy egzekucją Anny Boleyn 19 maja 1536 a egzekucją Tomasza Cromwella 28 lipca 1540 (która to kusząca klamra narracyjna zrealizowana jest elegancko i wcale nie wypada jako tani chwyt) oczami człowieka niezwykle samoświadomego, który jednak w kluczowym momencie traci czujność.

Punkt ciężkości przeniesiony zostaje w tym tomie z walki samego Cromwella o przetrwanie na dworze i awans na jego bezpośrednie zmagania z królem o narzucenie mu swojej woli i poskromienie coraz bardziej niebezpiecznych narowów władcy. Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia i zanikiem sprawności seksualnej charakter Henryka VIII staje się coraz bardziej chimeryczny, a brak druzgocących międzynarodowych konsekwencji zerwania z Rzymem jedynie umacnia go w przekonaniu o własnej nieomylności.

To poczucie bezpieczeństwa mimo wszelkich pozorów dotyczy jednak także Cromwella, który w pewnym momencie dochodzi do przekonania, że króla rozpracował (ma nawet w tym celu specjalny wolumin, Księgę zwaną Henrykiem, pewnie prowadzoną na wypadek, gdyby kiedyś zapomniał instrukcji obsługi suwerena). Dalsze wypadki pokazują jednak, że łatwiej obłaskawić dzikiego lamparta (jakiego wicekrólowi do spraw religijnych przysyła zza morza anonimowy darczyńca) niż człowieka od chwili narodzin utwierdzanego w przekonaniu o własnej wyjątkowości. O ile o przepaści stanowej dzielącej go od króla w sensie formalnym i materialnym Tomasz nie zapomina nawet na sekundę, to ogromu przepaści psychologicznej chyba sobie nawet nie uświadamia. Co ostatecznie staje się przyczyną jego upadku.

Sama historia, a z nią punkty zwrotne fabuły – są powszechnie znane. Mimo to Mantel – dzięki przyjętej perspektywie – udaje się zmienić odległą i raczej suchą kolekcję faktów i dat w pełną społecznego i charakterologicznego mięsa opowieść o ludziach i ich aspiracjach. Najciekawiej chyba patrzy się nie na to, jak Cromwell nie docenia króla, a na to, jak nierozważnie i bez głębszej refleksji polega na swoich najbliższych – domownikach i wychowankach, którzy wraz z nim dostąpili bezprecedensowego wyniesienia. Nie chcieli jednak dzielić jego upadku i nie zawahali się go zdradzić. W pewnym sensie mieli doskonałego nauczyciela, bo, jak pamiętamy z poprzednich tomów, droga Cromwella do sukcesu usłana była trupami nie tylko jego wrogów, ale również przyjaciół. Mimo wszystko zdrada swoich zdołała zaskoczyć tego genialnego stratega i wybitnie dalekowzrocznego polityka.

Nie jest to najlepsza odsłona cyklu. Przede wszystkim jest zdecydowanie za długa, jakby po dwóch Bookerach tekst trzeciego tomu był impregnowany na działanie redaktorskich nożyczek. Mielizny nie są może dotkliwe, jednak na pewnym odchudzeniu tekst by wyłącznie zyskał. Poza tym zdecydowanie wolałam przekład Urszuli Gardner, był płynniejszy. Ostatni tom przełożył jednak Paweł Cichawa.

Spotkałam się gdzieś ze stwierdzeniem, że cykl o Cromwellu to w zasadzie nie jest żadna trylogia, tylko jedna powieść podzielona na 3 tomy. Zgadzam się z nim i całą tę opowieść zdecydowanie polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s