Bilans czytelniczy 2021

Silva Rerum II - Kristina SabaliauskaitePrzeczytanych: 86. Jest to zdaje się rekord w historii bloga. Zagranicznych: 63. Polskich: 23. Jeśli chodzi o rozkład gatunkowy, to 16 non-fiction, 18 pozycji fantastycznych, 18 kryminałów, 8 thrillerów/sensacji, 17 powieści obyczajowych, a reszta (9) to różne takie trudne do jednoznacznego skategoryzowania pozycje. Tradycyjnie było dramatycznie źle, jeżeli chodzi o liczbę postów opublikowanych na blogu. Licząc niniejsze podsumowanie, było ich w tym roku tylko 12, czyli jeden na miesiąc. Ale jestem bardzo zadowolona z tego, że na FP na Facebooku od maja do listopada udawało mi się – czasem z pewnym poślizgiem – wrzucać comiesięczne podsumowania czytelnicze i niekiedy po kilka zdań o aktualnie czytanych tytułach dla 76 śledzących. Kto wie, może w 2022 uda mi się dobić do setki?:D W każdym razie na FP moja aktywność była zdecydowanie większa.

NAJLEPSZA PRZECZYTANA KSIĄŻKA

1) Kristina Sabaliauskaitė Silva rerum II – w sumie idiotyczna sytuacja, bo powinnam napisać solidny pean na temat wszystkich trzech tomów tej litewskiej sagi rodu Narwojszów. Należało to zrobić już w marcu, kiedy to dosłownie pochłonęłam drugi i trzeci tom. Na przeszkodzie stanęło mi życie. Ale Was niech nic nie powstrzyma, jest to bowiem cudowna literacka uczta, z przepięknymi, długimi zdaniami, uwodzącą frazą i niezwykle barwnymi bohaterami. Przy tej okazji po raz kolejny zachwycę się przekładem Izabeli Korybut – Daszkiewicz (tom pierwszy i drugi), który stanowi zupełnie niezależne dzieło sztuki. Po więcej szczegółów odsyłam do doskonałej recenzji Zacofanego w lekturze. Niniejszym obiecuję, że poprawię się po publikacji polskiego przekładu IV tomu.

Tylko 4 z tegorocznych pozycji oceniłam na 5.0 w Biblionetkowej skali. Aż dwunastu  wystawiłam 4,5, a  3,5 lub 4.061 razy! Lektury najwyraźniej dobieram sobie coraz lepiej.

2) Fredrik Backman Mężczyzna imieniem Ove – to druga z tegorocznych 5.0. Backman to moje wielkie tegoroczne odkrycie i zamierzam przeczytać wszystko, co napisał i napisze w przyszłości. W lutym ukaże się polski przekład Niespokojnych ludzi, a ja czekam jak na szpilkach na Zwycięzców, trzeci tom cyklu Miasto niedźwiedzia. Pewnie nie wytrzymam i przeczytam po angielsku, bo szwedzkiego nie znam (niestety, Szwedzi już mają). Ove chce się rozstać z życiem po śmierci ukochanej żony, która była jego prawdziwą drugą połówką. Ale zewnętrzne okoliczności przyrody, np. kot przybłęda i nowy sąsiad łamaga, skutecznie mu to raz za razem uniemożliwiają. Nie jestem sentymentalna, ale Ove też nie jest. Trochę się taki pewnie urodził, a trochę bez wątpienia nauczyło go tego niełatwe życie. I dlatego ta powieść jest po prostu cudowna. Poruszająca, ale nie sztampowa. Wzruszająca, ale nie ckliwa. Życiowa w dobrym znaczeniu tego słowa. Jedna z najlepszych, jakie przeczytałam w tym roku (być może jako ostatnia, bo fala wielkiej popularności tego tytułu, związana z ekranizacją, przetoczyła się 6 lat temu). Zostałam nią oczarowana i entuzjastycznie polecam.

3) ex equo Anna Kańtoch Lato utraconych – wiele lat czekałam, aż tzw. publika doceni pisarstwo Anny Kańtoch, i w tym roku nadszedł ten dzień. Wraz z Wielkim Kalibrem dla pierwszego tomu trylogii o Krystynie Lesińskiej, czyli Wiosny zaginionych. Tymczasem Lato jest jeszcze lepsze – zagadka brutalnego zabójstwa w leśniczówce przykuwa uwagę od pierwszych stron i nie pozwala opuścić świata opowieści do uzyskania wszystkich odpowiedzi. Krystyna – tym razem dwadzieścia lat młodsza, niż na kartach Wiosny zaginionych – mierzy się ze stratą męża i ponownie próbuje przepracować wewnętrznie niewyjaśnione zaginięcie brata. Traci też, a przynajmniej tak jej się wydaje, wiarę w sens wykonywanej pracy. A odbudowania motywacji zawodowej z pewnością nie ułatwi jej rodzinna masakra w leśniczówce, którą ma wyjaśnić. Czworo denatów, w tym dwoje dzieci, i jeden ocalony. Chłopak, który cudownie się odnalazł po latach, gdy wszyscy stracili już nadzieję. Odebrany najbliższym w dzieciństwie, w czasie wycieczki w Tatry – trudno oprzeć się analogiom, choć tylko powierzchownym, z historią samej Krystyny. W oczywisty sposób ocalony Kuba staje się pierwszym podejrzanym, jednak w tej historii nic nie jest proste. A najważniejsze stają się relacje rodzinne. Zawikłane nie mniej, niż splot zdarzeń, który ostatecznie doprowadził do tragedii w sielskim leśnym zakątku. Pewnych ran czas nie goi, nie wszystko da się naprawić, choć niektórzy nawet nie podejmują próby. Historia w teorii o wiele bardziej kryminalna niż Wiosna zaginionych, ale równie mocno zanurzona w psychologii i kładąca pierwszoplanowy akcent na motywacje bohaterów. Ludzie ludziom, a często rodzice dzieciom, zgotowali tu niekiedy mocno niewesoły los. Więzy krwi bywają więzami bardziej dosłownymi, niż sugerowałaby metafora. Niekiedy życia nie starczy, by się z nich wyplątać. Z poczucia winy, nieadekwatności, niespełniania oczekiwań, nieodpowiedniego wypełniania przypisanej społecznej roli. I także o tym, nie tylko o poszukiwaniu zabójcy i próbach pokonywania traum, jest ta historia. Jedno wam powiem – zarezerwujcie na nią czas, bo jak już zaczniecie, najzwyczajniej będziecie musieli poznać wszystkie odpowiedzi. Narracja tutaj jest tak filmowa, że po prostu pochłania. Z wielką niecierpliwością wyglądam Jesieni zapomnianych.

3) Stephen King Dolores Claiborne – już to kiedyś czytałam, ale na tyle dawno, że zdążyłam zapomnieć i na nowo dałam się porwać nagrywanemu przez policjantów zeznaniu prostej, ale nie głupiej kobiety, która – podejrzewana o zabójstwo wieloletniej pracodawczyni – przyznaje się do popełnienia zupełnie innego przestępstwa. A przy okazji opowiada historię swojego trudnego życia. Ale jak ona to robi! Potoczystość stylu jest dla mnie synonimem tej książki. Nie da się wstać i wyjść, kiedy ktoś w taki sposób otwiera przed wami serce. Prawdziwy kryminalno-obyczajowy majstersztyk, moim zdaniem lepszy od również dobrej Misery, którą w tym roku przeczytałam po raz pierwszy. Wspólnym mianownikiem powieści z trzeciego miejsca jest zatem nieodkładalność.

NAJGORSZA PRZECZYTANA KSIĄŻKA

W tym roku wystawiłam mało niskich ocen, najniższa to 2.0 i pojawiła się tylko raz. Korona dla:

1) Donato Carrisi Dom głosów jest to powieść idiotyczna w sposób wręcz kuriozalny, a zarazem bardzo wciągająca. Stanowi to przedziwny paradoks, bo naprawdę czyta się ją bez większej przykrości, tylko oczy stają się coraz większe z rosnącego zdumienia. Cokolwiek głupiego przyjdzie wam do głowy na temat fabuły, autor potrafi wymyślić coś gorszego. Punktem wyjścia jest przybycie do psychiatry sądowego, specjalizującego się w pracy z dziećmi, dorosłej klientki, przekonanej, że w dzieciństwie zamordowała brata. Chciałaby sobie to przypomnieć.

2) Dorota Kotas  Pustostany – jest to współczesna proza polska kochana przez krytyków gazetowych, a nienawidzona przeze mnie. Gdzie oni widzą oniryczność na miarę Sklepów cynamonowych, tam ja widzę pseudofantastyczne wstawki ni przypiął, ni wypiął. Okropnie męczące i w zasadzie o niczym. Achronologiczne i ponoć silnie autobiograficzne, ale to po prostu nie dla mnie. Nużące, mimo że krótkie. Nie warto. I coś takiego – słabo podrabiana Masłowska zblendowana z dziesiątą wodą po Sklepach cynamonowych i jakimś dziwnym quasi strumieniem świadomości z surrealistycznymi obrazkami – dostało Nagrodę Literacką Gdynia? Młodzieżowo mówiąc: LOL, NOPE. Mogłam posłuchać instynktu i odpuścić po pierwszym zdaniu, które brzmiało: Wczoraj znalazłam w szafie latarnię morską. And I kid you not. Ale zachciało mi się nadrabiać aktualne nurty polskiej prozy.

P.S. Żeby nie było, że jestem jakaś uprzedzona do rodzimych eksperymentów literackich: polecam Wypiora Grzegorza Uzdańskiego – poemat dygresyjny o nieumarłym Mickiewiczu. Wieszcz z dodatkowymi kłami i amputowaną weną spędza dni w szafie warszawskiego mieszkania, które dzieli z dwójką młodych na twórczym dorobku. Marta, pracownica muzeum, pisze współczesną powieść o towianizmie. Łukasz, aspirujący do publikacji poeta, zatrudniony tymczasowo w recepcji prywatnej kliniki (żeby nie był bezrobotny po filozofii, rodzice załatwili mu posadę), głównie zazdrości wampirowi nieśmiertelnej sławy. Nie jest to książka normalna i teoretycznie ludzi w targecie można policzyć na palcach jednej ręki pijanego drwala, bo jeśli kogoś jara heksametr, biografia Mickiewicza czy trzynastozgłoskowiec albo analiza motywów wampirycznych w romantyzmie, to jakie są szanse, że taka osoba lubi zarazem „Co robimy w ukryciu?” czy „Ostatni rejs Fevre Dream”? A jednak się kręci! Czy raczej wkręca czytelnika w swoje zwichrowane tryby ta postmodernistyczna opowieść w patchworkowej stylistycznie formie. Nie dla każdego, fabuła też raczej w atrofii, ale jak was koncept wessie, to  niezapomniane przeżycia gwarantowane. Ja jestem na tak, bo lubię takie eksperymenty, co to nikt by ich nie wydał, a jednak wyszły:)

3) Wojciech Chmielarz Wilkołak – tragicznie wydumany finał trylogii o prywatnym detektywie Dawidzie Wolskim, o którym mam notkę. Odsyłam do niej.

NAJWIĘKSZE POZYTYWNE ZASKOCZENIE

Erin Morgenstern Bezgwiezdne morze – powieść, która przypomniała mi, za co pokochałam fantastykę. Warto.

NAJWIĘKSZE NEGATYWNE ZASKOCZENIE

Wojciech Chmielarz Wilkołak – po nieco lepszej Wyrwie nie spodziewałam się czegoś tak złego. Na 2022 zapowiadany jest nowy Mortka i to chyba ostatnia szansa.

 ODKRYCIE ROKU

Katherine Arden – urzekła mnie jej Trylogia Zimowej Nocy, fantasy osadzone na średniowiecznej Rusi i wykorzystujące lokalne wierzenia.

 ULUBIONY NOWY BOHATER

Hope Arden z Mam na imię Hope Claire North – dziewczyna, którą wszyscy zapominają, a mimo to się nie poddaje. Bardzo polecam zainteresować się twórczością tej autorki, ma niezwykle oryginalne pomysły, które niezmiernie zajmująco realizuje. W tym roku czytałam też Piętnaście pierwszych żywotów Harry’ego Augusta i U schyłku dnia, a w kolejce czekają Dotyk oraz 8.400

  KSIĄŻKA Z NAJBARDZIEJ SKOPANYM ZAKOŃCZENIEM

Stephen King Billy Summers –  ta powieść ma wiele wad, ale fikołek w zakończeniu świadczy o całkowitym odpuszczeniu wiarygodności przez króla gatunku. Mam o tym notkę.

Tradycyjnie już zapraszam do własnych typowań.

15 myśli na temat “Bilans czytelniczy 2021

  1. Zaczęłam w tym roku część III Silva rerum, ale przerwałam. Doszłam do wniosku, że po 5 latach od lektury wypada odświeżyć poprzednie tomy. Także ta przyjemność jeszcze przede mną 😉 „Mężczyznę imieniem Ove” uwielbiam 🙂 Kańtoch trzyma poziom, choć te pojedyncze kryminały podobały mi się bardziej, niż te z Krystyną Lesińską. Mnie w tym roku zauroczyła seria o Lustrzannie. Niby fantasy dla młodzieży, ale jakie! Drugi zachwyt to „Droga królów” Sandersona 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za podzielenie się zachwytami! Z Sandersonem jakoś nam nie po drodze, lata temu odbiłam się od Elantris i już niczego innego nie próbowałam. Ale Lustrzannę sobie zaznaczę do sprawdzenia. Jeśli chodzi o Annę Kańtoch, to bardzo polecam także jej fantastyczną twórczość, zwłaszcza Czarne, Niepełnię i mój ukochany (mocno kryminalny) cykl opowiadań o Domenicu Jordanie, czyli Diabła na wieży, Zabawki diabła i Diabła w maszynie.

      Polubienie

      1. Ja od Sandersona początkowo też się odbiłam, facet strasznie się rozpisuje. Diabła na wieży wrzuciłam na półkę na Legimi 🙂

        Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo dziękuję i oczywiście odwzajemniam życzenia! Jak będzie zdrowie i spokój, to z całą resztą jakoś damy sobie radę, Domenic to moja wielka miłość i cały czas mam nadzieję, że obecne sukcesy mainstreamowych kryminałów autorki dadzą mu drugie życie, na które zdecydowanie zasługuje. Jeśli chodzi o poziom – rośnie ze zbioru na zbiór, ale moje absolutnie ukochane opowiadanie, czyli Ciernie, znajduje się w Zabawkach diabła.

      Polubienie

    1. I nawzajem! Bardzo polecam tę autorkę, również pod innym pseudonimem Kate Griffin, pod którym napisała 4 tomy świetnego urban fantasy o Matthew Swifcie. Pierwszy to Szaleństwo aniołów.

      Polubienie

  2. Najlepsze:

    Flannery O’Connor, „Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane”, „Gwałtownicy je porywają”
    Elizabeth Goudge, „Pilgrim’s Inn”, „The Scent of Water”, „The Rosemary Tree”, „The White Witch”
    Antoni Czechow „Pojedynek”
    Stanisław Vincenz „Na wysokiej połoninie” (t. 1 – tyle na razie przeczytałam)
    Sayaka Murata „Dziewczyna z konbini”
    – i ten ostatni tytuł ośmielam się polecić łaskawej uwadze 🙂

    Najgorsze:

    Adolfo Bioy Casares, „Wynalazek Morela” (zwykły fantasta zrobiłby z tego pomysłu dziesięciostronicowe opowiadanie, ale artysta rozciągnął je na niemal sto stron, które wloką się jak tysiąc)
    Aleksander Grin, „Opowiadania niesamowite” (mało wciągające, mało niesamowite, mało zapadające w pamięć – szczerze mówiąc, po prostu nudne)
    L. M. Montgomery „The Blythes Are Quoted” (nie będę się wyzwierzęcać, bo chociaż rzecz sprawia wrażenie cynicznego skoku na kasę, w rzeczywistości jest ostatnim wysiłkiem umysłu zmąconego depresją i narkotykami; ponieważ honoraria autorskie nie miały już znaczenia, IMHO wydawca dobrze zrobiłby, udając, że rękopis wpadł za szafę)

    Największe negatywne zaskoczenie:

    Hope Mirrlees, „Lud-in-the-Mist”. Fantasy z 1926 r., a więc z czasów, zanim jeszcze świat zrozumiał, że można na tym robić pieniądze. To nie jest złe… właściwie to nawet jest niezłe. Ale za długo odkładałam lekturę, spodziewając się nie wiadomo jakich cudów. Książka nie do końca wie, czym chce być, autorka chyba niedokładnie przemyślała założenia – widać, że była to dla niej tylko igraszka, krotochwila, niezbyt poważnie traktowana; mogło być olśniewająco, a jest tylko interesująco.

    Największe pozytywne zaskoczenie:

    Stephen Lawhead, „Artur”, „Pendragon”, „Graal”. Dla maniaków, który nigdy nie umieli się pogodzić z tym, że kres arturiańskiego świata przyszedł z winy osób najbliższych królowi. Tutaj jest inaczej. Szkoda, że styl prościutki, rzemieślniczy – z tego względu trudno mi polecać te tytuły, ale sama czytałam prawie ze łzami w oczach.

    W Nowym Roku życzę wielu wspaniałych przeżyć czytelniczych i, ofkors, żeby wóda lała się strumieniami 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czekałam na ten komentarz! O’Connor nawet rozważałam, ale zrezygnowałam w którymś momencie, pewnie przez objętość, nie pamiętam już. Dziewczynę z konbini dodaję do listy, bo wydaje się bardzo ciekawa. LMM brała narkotyki?:O Czego to się człowiek nie dowie! A patrząc, w którą stronę to wszystko zmierza, to bez znieczulenia nie da rady.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s