Gdy spod przykrywki kipi

Żywi i umarli w Winsford to Nesser nietypowy w tym sensie, że choć czyn zabroniony jest katalizatorem akcji, to jednocześnie jest najmniej istotny dla fabuły. Tutaj w centrum jest kobieta – Maria Holinek – i jej demony z przeszłości, emocje tłamszone całymi latami, nieprzepracowana żałoba po zbyt wcześnie utraconych bliskich. W końcu spada kropla, która przepełnia czarę – mąż bohaterki, Martin Holinek, ceniony profesor literaturoznawstwa, zostaje oskarżony o gwałt przez dwudziestoczteroletnią dziewczynę. Ostatecznie ofiara wycofuje zarzuty, ale Martin nie zaprzecza, że się z nią przespał, zaś Maria – po rozmowie z pokrzywdzoną twarzą w twarz – nabiera przekonania, że mimo żarliwych zaprzeczeń także ją zgwałcił. Zgadza się jednak na półroczny wyjazd do Maroka, gdzie Martin zamierza pracować nad książką o dwójce pisarzy, których znał w młodości i z którymi przez kilka lat z rzędu spędzał wakacje w artystycznym kolektywie. W tym potencjalnym bestsellerze Holinek zamierza ujawnić skrywaną przez wiele lat tajemnicę, dotyczącą powikłanych relacji między dwójką literackich sław. Po drodze ze Szwecji do Maroka Holinkowie zatrzymują się w Międzyzdrojach, gdzie Martin odwiedza polskiego znajomego z dawnych lat. W czasie spaceru plażą Maria, zaskakując samą siebie, ulega przedziwnemu impulsowi.
W retrospektywnej narracji, zabierając nas w przeszłość na kilku planach, podczas gdy jego bohaterka zamiast  po plażach Maroka spaceruje z psem po brytyjskich wrzosowiskach, Nesser odsłania kolejne elementy składające się na prawdę o Marii i Martinie. Nie stroni przy tym od proponowania czytelnikowi coraz to nowych tajemnic, z których nie wszystkie zostają ostatecznie wyjaśnione.
Powieść jest bardzo dobrze przemyślana na poziomie głównego wątku, a autor korzysta z wieloletniego doświadczenia, budując przejmujący nastrój i dozując napięcie oraz informacje w sposób stale podtrzymujący zainteresowanie czytelnika. Nie jest to jednak pozycja dla miłośników dynamicznej akcji, introwertyczna jak Maria, niechętnie zrzucająca maskę telewizyjnej prezenterki nawet przed samą sobą,  i silnie statyczna, pełna introspektywnych rozważań i dosyć ponurych na ogół opisów przyrody. Bohaterka bowiem próbuje się schronić przed rzeczywistością w codziennej rutynie: rozpalić w kominku, wziąć prysznic, wyprowadzić psa na długi spacer rano i popołudniu. Ta powtarzalność potrafi momentami znużyć, choć sam zabieg ma uzasadnienie w fabule.
Drugim zarzutem, poważniejszym, są wspomniane wyżej pourywane wątki. Niektóre z nich przez długi czas zapowiadają się na kluczowe fabularnie i mocno angażują, budując spore oczekiwania, a potem zawisają w próżni. Nieładnie, autorze, nieładnie.
Ale ogólnie powieść warta polecenia, przede wszystkim ze względu na swoją nieszablonowość.