Gdy Matka Wojna rozkłada skrzydła

W finałowym tomie trylogii Morze Drzazg Joe Abercrombie po raz kolejny wprowadza na pierwszy plan nowych, nieznanych bohaterów, kontynuuje też jednak wcześniej zapoczątkowane wątki, z których najważniejszym jest starcie Ojca Yarviego i Babki Wexen. Co prawda formalnie stawką tytułowej wojny jest religijna hegemonia Jednobóstwa i polityczna dominacja Najwyższego Króla nad wszystkimi teoretycznie suwerennymi krainami uniwersum, ale praktycznie jesteśmy świadkami końcowego etapu drogi do wypełnienia przysięgi, którą jednoręki, wyzuty z dziedzictwa chłopak złożył Słońcu i Księżycowi na kartach Pół króla.
Dlatego Yarvi nie pragnie pokojupragnie zemsty i nie cofnie się przed niczym, aby jej dokonać. Świętokradztwo to dla niego drobiazg, bez skrupułów manipuluje także główną bohaterką naszej opowieści, księżniczką Skarą. Nie jest zapewne przypadkiem, że Skara, dziedziczka tronu Trovenlandu, pod bardzo wieloma względami przypomina Yarviego na początku jego drogi. Wrogowie zabili jej ojca, dziada, odebrali tron i spustoszyli kraj. Uciekła dzięki podstępowi, a teraz pragnie odzyskać należne jej miejsce. Jako kobieta, skrajnie różna od czupurnej Zadry Bathu, nie myśli o chwyceniu za broń. Jej orężem są słowa, którymi prowadzi się tę drugą połowę wojny – psychologiczną. Skara musi pokonać żałobę i strach oraz przełamać animozje między Uthilem i Grom-gil-Gormem, władcami Gettlandu i Vansterlandu. Ich sojusz bowiem stale się chwieje, a by stawić czoła nieprzebranym watahom Najwyższego Króla, muszą być zjednoczeni i szybko podejmować decyzje. Skara poza słowami nie ma niczego – służącą wypożyczyła jej królowa Gettlandu, strażnika – młodego, krwiożerczego i w przedziwny sposób atrakcyjnego wojownika – król Vansterlandu, a jej minister jeszcze niedawno była uczennicą Matki Scaer.
Choć tak wiele ją z Yarvim łączy, jest między nimi fundamentalna różnica – nad zemstę Skara przedkłada obronę i odbudowę swojego kraju. By jednak było to możliwe, trzeba wygrać wojnę. Wobec przytłaczającej liczebnej przewagi wroga trzeba jakoś zwiększyć swoje szanse…
Pół wojny zawiera wszystko to, co charakterystyczne dla prozy Abercrombiego: nieoczekiwane przełamywanie schematów, zaskakujące rozwiązania niby to szablonowo poprowadzonych wątków, zawoalowaną krytykę wojen oraz wielopiętrową intrygę. Zwłaszcza przewrotna puenta (przy każdej kolejnej powieści jestem przekonana, że autor niczym już nie zdoła mnie zaskoczyć, bo znam cały wachlarz jego sztuczek, a jednak mu się udaje!) wiele tu wynagradza. Dobra powieść, najlepsza w cyklu, ale i tak Morze Drzazg znacznie ustępuje poziomem Pierwszemu Prawu.