Gdzie Srebro nie może, tam żmija pośle (Agnieszka Hałas, Śpiew potępionych)

Spiew-potepionych-bn50621Szczerze przyznam, że na czwarty tom Teatru Węży czekałam zarazem z niecierpliwością fanki i obawą czytelniczki wielokrotnie ciężko zawiedzionej rozwojem ulubionego cyklu (hasło Sezon burz powinno mniej więcej wyjaśnić fanom rodzimej prozy fantastycznej, co mam na myśli). Jako że znakomite W mocy wichru wyczerpało główny wątek, poświęcony odzyskaniu przez Krzyczącego w Ciemności utraconych wspomnień i wyrównaniu przez niego rachunków z przeszłości, powstawało pytanie, o czym teraz opowie nam autorka.

Niepokój okazał się zupełnie bezpodstawny. Śpiew potępionych to kontynuacja idealna – całkowicie niezależna historia, a jednak w szerszej perspektywie spójna z poprzednimi tomami, prowadząca z nimi ciągły, subtelny dialog i dopełniająca je nawet na poziomie detali.

Tytułowe wyspy to częściowo alkaryjski protektorat, a częściowo kolonia. Miejscowe plemiona mają własne zwyczaje, strukturę polityczną i czarowników w miejsce srebrnych i czarnych magów. I właśnie od opisu nieznanej dotąd części świata przedstawionego uniwersum Zmroczy wypada mi zacząć pochwały. Agnieszka Hałas zdecydowała się bowiem w ramach nowego otwarcia na wyrwanie swojego żmija z jego mrocznej, chłodnej, podziemnej strefy komfortu, z bezpiecznych, w pełni kontrolowanych i świetnie mu (a zatem także czytelnikom dotychczasowych odsłon) znanych warunków. Brune trafia tym razem do miejsca skrajnie odmiennego, w dodatku w roli sojusznika Srebra, biegunowo odległej od jego dotychczasowego statusu. Ma więc krótkoterminowy glejt i – przynajmniej teoretycznie – dostęp do najbardziej zaawansowanych zdobyczy srebrnej magii. Jak do tego doszło? Bardzo prosto. Srebrni są przede wszystkim pragmatyczni, najważniejsza jest równowaga Zmroczy. A to na Wyspach Śpiewu demony z Doliny Śniedzi knują coś wyjątkowo spektakularnego. Kilkoro wcześniejszych wysłanników, którzy mieli wyjaśnić naturę owych knowań, zostało skutecznie wyeliminowanych. A że trwa szczególnie paskudne zachwianie, cel uświęca środki i warto posłać ka-ira, który z niejednych tarapatów już się wyślizgał. Jeśli i on nie podoła, szkoda będzie mała, a żal krótki.

Jak się Krzyczącemu podoba nowy układ i egzotyczna wycieczka?

Cholerny tropikalny raj.
Skwar. Duchota. Komary. Jakieś paskudztwa, które nie były komarami i też gryzły. Jaszczurki biegające po ścianach i suficie izdebki, w której nocował (pluskiew na szczęście nie było). Ryż i ryby podawane na sto sposobów. Wielkie owoce, śmierdzące jak pomiot Otchłani, które miejscowi uważali za specjał, więc handlowano nimi na każdym rogu. Monotonne śpiewy dobiegające od rana do nocy z pobliskiej świątyni (nazwa archipelagu nie wzięła się znikąd – tubylcy śpiewem czcili bogów, śpiewali też przy pracy oraz podczas odpoczynku).

O ile jednak bohater nie jest specjalnie zachwycony, to autorce ten eksperyment chyba przypadł do gustu, bo w budowę lokalnej, wyspiarskiej rzeczywistości włożyła ogrom pracy, uzyskując znakomity, wiarygodny i autentyczny rezultat. Nie jesteśmy w stereotypowych tropikach z pocztówki, nakreślonych powierzchownie i na odczepnego. Wyspy żyją, poznajemy ich codzienność, jak również historię, religię, magię, politykę, mieszkańcy nie są traktowani protekcjonalnie ani przedstawieni stereotypowo jako banda zacofanych dzikusów, a wszystko to przydaje się do rozwijania fabuły. Bo skoro już jesteśmy na wyspach, to czy może się obyć bez piratów? A gdzie piraci, tam, jak wiadomo, jako naturalna odpowiedź politycznego ekosystemu na ich działalność, pojawiają się statki kaperskie. Na pokładzie jednego z nich Brune napotka dawną bliską znajomą. Będzie więc dynamicznie, chwilami romantycznie, i gorąco – nie tylko z powodu temperatur.

Skoro to fantastyka, wody roją się od magicznych stworzeń, które, urażone, wymierzają srogie kary (generujące sporo humoru i jeden z najciekawszych wątków pobocznych w powieści). Obłaskawione odpowiednim podarkiem, mogą natomiast udzielić nieocenionej pomocy. Podwodne dominium undyn i powietrzna domena sylfów zostały wykreowane równie pieczołowicie, co Wyspy Śpiewu, przy czym Agnieszka Hałas po raz kolejny dowiodła, że jej niezwykła, malarska wyobraźnia ogarnia pełną paletę barw, a nie tylko mroki.

Mroku, oczywiście, nawet w tym nowym, barwnym, tropikalnym klimacie, nie zabraknie. Będzie zgniły, duszny i gorący, niczym omamy niesione przez febrę. W tej idyllicznej scenerii autorka zdecydowała się opowiedzieć najbardziej makabryczną z dotychczasowych historii. Śledztwo w sprawie planów Doliny Śniedzi zawiedzie żmija w bardzo niebezpieczne rewiry, a śledzenie jego perypetii wciągnie czytelnika jak bagno. Nie należy zapominać o potępionych, którzy w tytule nie pojawili się przez przypadek.

Roli przypadku w fabule powieści należy również poświęcić kilka słów, bo jest ona niebagatelna. Przy czym bynajmniej nie wygląda w ten sposób, że przypadki są zawsze korzystne dla protagonisty czy służą do łatania logicznych dziur w fabule. Przeciwnie, w uniwersum Zmroczy przypadek jest ślepy jak Temida, często głupi, a niemal bez wyjątku brzemienny w skutki. Nieprzekazana wiadomość, nieplanowane starcie, śmierć niewłaściwej osoby. Prawa Magii nie biorą pod uwagę żadnych okoliczności łagodzących, działają jak dobrze naoliwiony mechanizm. I konsekwencję autorki w tym względzie uważam za jedną z największych zalet całego cyklu.

Sztafaż Śpiewu potępionych przywodzi nieodzowne skojarzenia z filmami z serii Piraci z Karaibów i uczciwie przyznam, że pod koniec lektury zaczynałam się trochę obawiać, czy Krzyczący nie stanie się dla cyklu takim samym obciążeniem, co dla filmów Jack Sparrow, bez którego czwarta część byłaby zdecydowanie lepsza, mimo że zaczynał jako serce i sens całego projektu, a pozostał jego znakiem rozpoznawczym do samego końca. W czym rzecz? Choć zawsze płaci sowitą cenę, a tym razem jest ona wręcz dramatycznie wysoka, tajemniczy ka-ira o pobliźnionej twarzy z każdych tarapatów wychodzi cało. Kiedyś ta jego moc ostatecznie uśmierci wszelką dramaturgię, ale zdecydowanie jeszcze nie tym razem.

Tym razem Brune wplątał się historię, która wciąga, intryguje, bawi i przeraża, dostarczając znakomitej rozrywki, ale również materiału do nieco głębszych i mniej wakacyjnych przemyśleń. Mam nadzieję, że kurtyna Teatru Węży pójdzie w górę jeszcze nie raz, bo po zakończeniu lektury najnowszej odsłony ręce same składają się do oklasków. Premiera już 18 czerwca.

Reklamy

Premierowy konkurs z Dwiema kartami Agnieszki Hałas

Za chwilę dalszy ciąg programu, a tymczasem gratka dla czytelników bloga, którzy chcieliby mieć na własność świeżo wznowione Dwie karty, pierwszy tom Teatru Węży Agnieszki Hałas. Konkurs z taką właśnie nagrodą – na życzenie zwycięzcy opatrzoną autografem autorki:)

Żeby wygrać, trzeba grać, a zadanie konkursowe jest następujące: puśćcie wodze wyobraźni i wymyślcie jakiś magiczny eliksir. Opiszcie recepturę (składniki), nazwę i właściwości (sposób działania). Najciekawszy przepis wygrywa. Oceniamy kolegialnie: ja i Agnieszka Hałas, która wymyśliła zadanie konkursowe i zafundowała nagrodę.
Odpowiedzi proszę zamieszczać w komentarzach pod tym postem do 23:59 w dniu 21 września (czwartek).

Wyniki do końca przyszłego tygodnia na blogu.
Dla przypomnienia oraz zachęty moje wpisy o Dwóch kartach i Krzyczącym w Ciemności. Powodzenia! Niech mistrz eliksirów Severus Snape będzie z wami:)

Wznowienie Dwóch kart Agnieszki Hałas i premierowe opowiadanie ze świata Zmroczy gratis!

Od lat regularnie zachęcam czytelników tego bloga do zapoznania się z twórczością Agnieszki Hałas i jest ku temu kolejna znakomita okazja. Dom Wydawniczy REBIS będzie teraz wznawiał jej sztandarowy cykl, czyli Teatr Węży. Tom pierwszy, czyli Dwie karty, ukaże się już 12 września 2017 r. Treść w żaden sposób nie odbiega od pierwszego wydania, które ukazało się nakładem świętej pamięci lubelskiego wydawnictwa Ifryt w 2011 roku. Dlatego pozwolę sobie przypomnieć moją recenzję powieści, która pierwotnie ukazała się pod tytułem Dwie barwy magii i więcej niż jedna tajemnica na łamach portalu książki.wp.pl (wrzuciłabym linka, ale serwis przeszedł jakąś radykalną metamorfozę i nie jestem w stanie znaleźć tekstu). Zanim jednak przejdziemy do recenzji, nadmienię, że przy okazji premiery wznowienia Dwóch kart REBIS w celach promocyjnych udostępnia wraz z fragmentem powieści za darmo premierowe opowiadanie ze świata Zmroczy, w którym rozgrywa się akcja trylogii, czyli Królestwo i jego cienie. Tekst można pobrać w Publio, Virtualo i Ebookpoint. Ponadto dostępne jest nominowane do tegorocznej Nagrody Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla opowiadanie Panicz z Ertel-Sega z antologii Na nocnej zmianie. Tekst nie wygrał, laur zgarnął wczoraj Wywiad z Borutą Łukasza Orbitowskiego i Michała Cetnarowskiego, niemniej to też dobra okazja do zapoznania się z głównym bohaterem Teatru Węży, Brune Keare.
 
A teraz moja recenzja Dwóch kart, które są taką przystawką, wprowadzeniem w świat opowieści. Dalej jest jeszcze lepiej.
 

Nie znałam dotąd żadnego tekstu o Krzyczącym w Ciemności, ale nazwisko autorki opowiadań kojarzyłam z pozytywnymi opiniami czytelników. Z zainteresowaniem sięgnęłam zatem po jej debiutancką powieść. Uniwersum Dwóch kart to świat intrygujący, w którym po wojnie bogów z Wrogiem stanęła bariera, mająca pod nieobecność najpotężniejszych nieśmiertelnych chronić ludzkość przed Otchłanią – Zmrocza. Utrzymanie delikatnej równowagi osłony wymaga wyważenia występującego na świecie dobra i zła. Jest to głównym zadaniem srebrnych magów, których tylko umownie i w sporym uproszczeniu nazwać można dobrymi. Jeśli bowiem Ekwilibrium tego wymaga, nie tylko przymykają oczy na zło, ale i sami je czynią.

 A jednak to główny bohater opowieści jest tym umownie złym – czarnym magiem, ka-ira, którego moc płynie z bólu i cierpienia. Niczym wampir, karmi się życiową energią innych i zmuszony jest unikać słońca. Stara się jednak ze wszystkich sił panować nad swoim darem i używać go do pomagania innym. Nie jest bynajmniej altruistą, zabraniają tego zresztą magiczne prawa, które głoszą, między innymi, że nie ma nic za darmo. Nie jest też aniołkiem, boryka się – poza bezlikiem innych problemów – z pociągiem do opium i czymś, co wygląda na początki szaleństwa. To, niestety, częsty skutek uboczny talentu związanego z Czernią, drugą, obok Srebra, barwą magii. Kreacja Krzyczącego w Ciemności nie jest przeszarżowana w kierunku wszechmocy, intryguje i ma w sobie spory potencjał.

Niejednoznaczna moralnie, interesująca mechanika społeczna świata przedstawionego – opisanego zresztą dość szczegółowo i kontrastowo – nędza i bogactwo są mniej elastyczne interpretacyjnie niż dobro i zło, zwłaszcza obraz nędzy i rozpaczy odmalowany został tutaj drobiazgowo – należy do najważniejszych zalet powieści. Podobało mi się również, że niemal każda z pojawiających się postaci, nawet na drugim i trzecim planie, miała w sobie jakiś charakterystyczny, nadający jej prawdziwe życie i indywidualność, rys. Takie podejście  pomagało  budować wiarygodny nastrój, który także zaliczam do walorów Dwóch kart.

Zagadka przeszłości głównego bohatera, choć początkowo nieco trąci schematem (amnezja), rozwija się bardzo interesująco. I całe szczęście, gdyż pozostałe elementy fabuły, powiązane, przynajmniej przez większość objętości powieści, dosyć luźno, nie są szczególnie fascynujące (co nie znaczy w żadnym razie, że wieje nudą – po prostu w pewnym momencie można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kilkoma niezależnymi historiami).

Powieść Agnieszki Hałas oferuje wszystko, czym powinna legitymować się literatura rozrywkowa z ambicjami: pomysły, zagadki, przykuwającego uwagę bohatera, gęsty klimat, masę splątanych intryg i dynamiczne sceny walk. Jej dodatkową zaletę stanowi sprawność językowa, z jaką została napisana, co sprawia, że lektura jest prawdziwą przyjemnością. Może i po wszystkich usłyszanych przez lata pochwałach spodziewałam się czegoś więcej, fenomenu na miarę, nie przymierzając, wiedźmina, ale dostałam całkiem sporo. Na pewno wystarczająco wiele, by z zainteresowaniem sięgnąć po kolejne odsłony cyklu Teatr węży. Zdecydowanie polecam jego pierwszy tom miłośnikom mroczniejszej fantasy z więcej niż odrobiną refleksji. Mam też nadzieję, że na kontynuację nie będzie trzeba czekać zbyt długo, bo fabuła urywa się – a jakże – w wyjątkowo interesującym momencie.

Poznaj autorkę – promocja na e-booki Agnieszki Hałas do 17 lipca

O, tutaj.
5 z 6 książek, w tym trylogia w czterech tomach o Krzyczącym w Ciemności, w cenach poniżej 8 złotych. jeśli to nie jest okazja, to nie wiem, co nią jest:)
Polecana przeze mnie swego czasu Olga i osty także w okazyjnej cenie. Powieść ma bardzo dobre opinie także na LC, co mnie przyjemnie zaskoczyło, bo myślałam, że będzie bardziej niszowa.

Każda pora jest dobra na poznanie nowego interesującego autora. Zachęcam! Na decyzję macie jeszcze 5 dni.

Okazja! Cały Teatr Węży za niecałe 20 złotych!

Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta mój zachwycony wpis z początku tego roku o cyklu Agnieszki Hałas Teatr Węży. Jeżeli jednak nie pamiętacie, to powyżej go przypominam, bo jest bardzo dobra okazja, by nawiązać znajomość z Krzyczącym w Ciemności. Mianowicie: od dzisiaj do 22 kwietnia można kupić wszystkie 3 tomy cyklu, a więc Dwie karty, Pośród cieni i obie części W mocy wichru, za łączną kwotę 19,80 PLN w promocji Ebookpoint. Zważywszy na fakt, jak dobre są to powieści, to właściwie jak za darmo. Mowa, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, o e-bookach.
Zgłaszając wczoraj swoje nominacje do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego za 2013 rok, oddałam głos między innymi na W mocy wichru i po raz kolejny w duchu ubolewałam, że cykl ten jest tak słabo znany. Jeszcze raz gorąco namawiam do zapoznania się z nim!
P.S. Dziś tylko tyle, bo nie znalazłam jeszcze właściwych słów, by napisać o powieści pod tytułem Zło, na drugą część filmowego Hobbita słów mi szkoda, a Podpalacza Wojciecha Chmielarza jeszcze nie skończyłam.

Pokrzyczcie w Ciemności, warto

Choć minął już spory kawałek stycznia, a ja zdążyłam w tym czasie przeczytać 5 książek (no dobra, 4 i książeczkę Gaimana Na szczęście mleko…), konieczność porobienia podsumowań, których i tak nikt nie komentuje, spowodowała obsuwę w raportach z czytelniczych wrażeń. Pierwszym, na co przeznaczyłam środki z choinkowego funduszu e-bookowego, były dwie części trzeciego tomu cyklu Teatr Węży Agnieszki Hałas. Po Dwóch kartach i Pośród cieni przyszedł czas na W mocy wichru.
Bohaterem pierwszoplanowym wszystkich tych powieści, dziejących się głównie nad Zatoką Snów, w świecie, z którego odeszli bogowie, pozostawiając dla ochrony ludzkości przed Otchłanią magiczną barierę zwaną Zmroczą, jest Brune Keare, zwany Krzyczącym w  Ciemności.
Brune jest żmijem, czyli skażonym magiem, czerpiącym energię niezbędną do korzystania z mocy z Czerni. A Czerń karmi się cierpieniem. To o tyle istotne, że w opisywanym uniwersum, dla utrzymania równowagi wyżej wspomnianej Zmroczy, konieczne jest także tolerowanie "w przyrodzie" odpowiedniej ilości zła. Na straży delikatnej równowagi (ekwilibrium) Czerni i Srebra (które nieprzypadkowo nie jest bielą, bo z tradycyjnie pojmowanym dobrem nie ma wiele wspólnego, bliżej mu do pragmatyzmu) stoją Srebrni magowie, zwani Elitą. Ka-ira, czarni magowie, tacy jak Krzyczący w Ciemności, mogą działać, o ile nie zakłócają równowagi i nie są zbyt bezczelni. Oficjalnie czarna moc czyni ich wyjętymi spod prawa, a jeśli wpadną w ręce Srebrnych, kończą w Domach Godnego Odejścia, gdzie pozbawia się ich mocy, a następnie życia, tak,  by  ich duch na pewno nie powrócił w nowym ciele. Nasz bohater nie ma zatem łatwego życia, a że dodatkowo cierpi na amnezję i boryka się z uzależnieniem od opium, a jego głównym pragnieniem jest wyjaśnienie zagadki własnej przeszłości, której fragmenty powracają w przygnębiających wizjach, to łatwo zauważyć w  życiorysie tego konkretnego żmija niezaprzeczalny fabularny potencjał. Którego autorka nie waha się wykorzystać. Po tym przydługim wstępie przejdę do wrażeń z lektury ostatniego tomu trylogii Teatr węży, czyli W mocy wichru.
Zacznę od najważniejszego, czyli od tego, że, zgodnie z moją prywatną Teorią Cykli Powieściowych, idealny cykl to taki, w którym każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego. W naturze nie ma takich cykli zbyt wielu, tym przyjemniej zatem przekonać się, iż Teatr węży się do nich zalicza. O otwierających cykl Dwóch kartach, których pierwsze wydanie wypuścił na rynek nieistniejący już Ifryt, pisałam szerzej tutaj. Zwracały uwagę – poza postacią żmija – interesującą koncepcją świata przedstawionego, zwłaszcza od strony etycznej nietypowo, jak na fantasy, złożoną, oraz bardzo wysokim poziomem językowym (ta kompetencja, tak rzadko spotykana w ramach gatunku i mało ceniona przez zwolenników rozrywkowego, przezroczystego stylistycznie fantasy, jest dla mnie jedną z najważniejszych zalet prozy Agnieszki Hałas). Same historie przygód żmija w Podziemiach Shan Valoa były jednak powiązane dość luźno. W drugim tomie – Pośród cieni – było już pod tym względem (tj. spójności intrygi) o wiele lepiej, choć dla znaczącej części wspomnianej powieści także stanowiły bazę wcześniejsze opowiadania. Niemniej, pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenia, które obiecywałam opisać bardziej szczegółowo, ale do tej pory nic z tego nie wyszło. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że jeśli powieść czyta się w dobę, to nie może ona być zła.
Natomiast W mocy wichru to tekst fabularnie zupełnie nowy, w którym zagadka przeszłości żmija elegancko splata się z serią tajemniczych, brutalnych mordów dziewcząt lekkich obyczajów. Dark fantasy spotyka kryminał noir. Oba wątki przykuwają uwagę, a to dalece nie wszystko, co opowieść ma do zaoferowania. Jednym z najciekawszych i najbardziej poruszających motywów jest na kartach W mocy wichru walka żmija z powracającymi wspomnieniami, które go przytłaczają, grożąc pomieszaniem zmysłów. Autorka w bardzo przekonujący sposób obrazuje jego rozpaczliwą walkę, w której orężem, dobranym dość niefortunnie, jak się z czasem okazuje, jest lufka z opium. Powieść uważam za najlepszą w cyklu.
Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie miała kilku zastrzeżeń (nieznających cyklu uprasza się o pominięcie lektury tego akapitu, który, z przyczyn oczywistych, zawierać będzie SPOILERY!).
1) Nie mam nic przeciwko temu, by postać tak sympatyczna, a zarazem tak dotkliwie skopana przez los jak Brune Keare zaznała trochę szczęścia w miłości; natomiast przeciwko sparowaniu Krzyczącego z Anavri protestowało całe moje jestestwo, bo ona po prostu kompletnie do niego nie pasuje; toć Lorraine jest dla niego wprost stworzona … niemniej, z uwagi na takie a nie inne zakończenie tego wątku, jestem w stanie wybór partnerki przeboleć;
2) co mi się zawsze na przestrzeni cyklu bardzo podobało, to fakt, że Krzyczący nie był postacią przeszarżowaną w kierunku wszechmocy; owszem, jako mag był zdolny, silny, ale nie brakowało potężniejszych od niego, także wśród pozytywnych bohaterów, jak Marshia; tutaj pojawia się motyw, który początkowo zdaje się tę dobrą praktykę przekreślać (dziedzictwo Adriena de Vere, naznaczenie przez Eresha); najgorsze z moich przeczuć na szczęście się w tym względzie nie ziściły;
3) z końcowych tarapatów Brune wyślizguje się przez błąd Srebrnego, dotyczący natury Czerni; błąd dość elementarny, zwłaszcza u kogoś, kto para się chwytaniem ka-ira; z uwagi na sympatię do postaci jestem jednak skłonna przymknąć na to oko.
KONIEC SPOILERÓW

W sumie są to jednak drobiazgi, pozostające bez wpływu na wysoką ocenę powieści (8/10), znakomitego czytelniczego otwarcia sezonu.
P.S. Aha, dla czytelników preferujących papier – W mocy wichru można kupić tutaj, podobnie jak Dwie karty i Pośród cieni.
P.S.2 Krzyczący oprócz powieści pojawia się także w opowiadaniach, z których część autorka udostępniła za darmo w wersji elektronicznej. Tu znajdziecie Tropem skorpiona, Kłopot barona Hoogstratena i Muzykę dla szczurów, którą szczególnie polecam. Co prawda akcja tych tekstów toczy się już po wydarzeniach z trylogii, ale w niczym to nie przeszkadza, bo spoilerów nie ma, a w ten sposób łatwo się przekonacie, czy klimat i styl, a także żmij, wam odpowiadają. Po doczytaniu pozostałych opowiadań z udziałem żmija, chciałam polecić waszej uwadze także opublikowany w Esensji Sen o lilii.
P.S.3 Serio? Nikt nie zna/nie lubi Krzyczącego w Ciemności?

Teatr węży – akt drugi i lekturowa teoria względności

Pośród cieni  Agnieszki Hałas, czyli drugi tom cyklu powieściowego o Krzyczącym w Ciemności, było trzecią w ostatnim czasie powieścią, którą połknęłam właściwie w ciągu doby. Chcę napisać na jej temat coś więcej i opublikować gdzieś recenzję, tymczasem więc stwierdzę tylko tyle, że dostrzegam znaczny progres w stosunku do tomu pierwszego, czyli Dwóch kart, wydanych przez niestety nieistniejące już lubelskie wydawnictwo Ifryt. Co oznacza, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Znającym postać Krzyczącego cyklu zresztą zapewne polecać nie trzeba. Nieznającym, a lubiącym niejednoznaczne moralnie postaci z mroczną tajemnicą, zdecydowanie natomiast rekomenduję zawarcie z nim znajomości. Tak elegancki styl snucia opowieści rzadko się przy tym trafia nie tylko w fantastyce, ale w ogóle w literaturze.

Drugą pochłoniętą pozycją, na którą chciałabym zwrócić waszą uwagę, jest Wurt Jeffa Noona. Więcej pod linkiem, naprawdę warto, wyjątkowa rzecz.

Trzecia rzecz to Obraz pośmiertny Marininy, czyli kolejny tom przygód Kamieńskiej. I to, niestety, pierwsza od dłuższego czasu wyraźnie słabsza pozycja w cyklu. Co w pochłanianiu jednak mi nie przeszkodziło, bo historia wciąż ciekawa i sprawnie zaserwowana.
I w tym miejscu przechodzimy do rozważań o lekturowej teorii względności. Otóż po Wurcie, a przed Hałas, podjęłam próbę wywiązania się z recenzenckiego obowiązku. I po prostu nie dałam rady. Przeczytawszy 30 stron ze szczotki, która najwyraźniej nie zaznała korekty, bo postaciom żeńskim nagminnie przypisywane tam były męskie końcówki fleksyjne, uznałam, że kontrast pomiędzy znakomitym Wurtem a rzeczoną pozycją, którą wzięłam na siebie dobrowolnie, dając autorowi piątą szansę (jak widać, pogłoski o moim okrucieństwie są mocno przesadzone), po prostu mnie przerasta. Przeczytanie choćby tylko jednej jeszcze strony po prostu nie wchodziło w rachubę.

Z powyższego wynika dla mnie jedno – pozycje pochłonięte, oceniane całościowo, reprezentują rozmaity poziom, dzieli je także przynależność gatunkowa. W moim prywatnym równaniu opisującym szybkość lektury zmienna odpowiadająca sprawności stylistycznej autora ma wartość kluczową. Ponieważ teraz zamierzam się zmusić do przebrnięcia przez obowiązek, jak na wzorowego recenzenta przystało, szybkość zapewne znacząco spadnie. A co dla was jest najważniejsze?