Gra o wszystko (Fredrik Backman, Miasto niedźwiedzia, My przeciwko wam)

beartownWciąż mi się jeszcze przytrafiają zachwyty paradoksalne i zupełnie przypadkowe. Tak było z dwiema powieściami o zagubionym w głębi szwedzkiego lasu niewielkim miasteczku Björnstad, czyli z cyklem Miasto Niedźwiedzia. Nie spodziewałam się, że tak mnie porwie historia o zadupiu żyjącym hokejem. Nie, żeby nie było precedensu – jakieś 15 lat temu wciągnął mnie ze skarpetkami serial Friday Night Lights o, ni mniej, ni więcej, licealnej drużynie futbolu amerykańskiego (!). Z pierwszego tomu cyklu Backmana HBO też już zresztą zdążyło zrobić serial, którego jeszcze nie oglądałam, ale i za bardzo mi do niego nie spieszno. Nie spodziewam się bowiem, żeby tę tętniącą emocjami, pełną krótkich zdań i cichych jednostkowych dramatów prozę dało się adekwatnie przenieść na ekran. To literatura taka, jak ludzie z Miasta Niedźwiedzia, którzy wolą zaprosić na kawę, niż po prostu porozmawiać, uczucia uzewnętrzniają w gestach. Wszystko, co najważniejsze, dzieje się poza dialogami.

W sensie czystej akcji nie zdarza się tu zbyt wiele. Za to strony aż buzują od napięcia, umiejętnie stopniowanego przez biegłego w sztuce zwodzenia czytelnika autora. Ta sztuczka nie udałaby się żadną miarą, gdyby Backman nie powołał do życia plejady bohaterów, którym chce się towarzyszyć i których los po prostu nas obchodzi. To nie tylko nastolatki z hokejowej drużyny i okolic, ale także ich rodzice i kibice. Społeczność. Oraz, oczywiście, adwersarze z pobliskiego Hed.

my-przeciwko-wam_200

Backman umiejętnie wyjaśnia, dlaczego Björnstad wręcz spala hokejowa gorączka, a stojąca trybuna na lodowisku potrafi przesądzić o wyniku lokalnych wyborów. Ludzie stąd nie mają nic innego, co by ich jednoczyło i z czego mogliby być dumni. Uważani za wieśniaków z lasu, zależni od ostatniej, stale redukującej zatrudnienie, fabryki w miasteczku, rozpaczliwie potrzebują dowartościowania. A to daje zwycięstwo w sporcie. Na lodowisku wszyscy są równi. Zupełnie inaczej niż w codziennym życiu, gdzie biedne dzieciaki z Niecki poniewierane są przez elitę ze Wzgórza.

Równość jest jednak złudzeniem, tak na lodzie, jak i poza nim. Jedność społeczności też jest pozorna i uzależniona od zgody na postawienie hokeja (i zwycięstwa na lodowisku) ponad wszystkim innym. Być w tym mieście hokeistą z pierwszego składu, gwiazdą drużyny, to być bogiem. Nietykalnym. Stojącym ponad prawem i normami współżycia społecznego. Dorastanie z takim przekonaniem może skrzywić psychikę. W sposób, z którego się nie wyrasta. Można być albo z Niedźwiedziami, albo przeciwko nim. Tymczasem prawdziwe życie nie znosi tego typu uproszczeń. I bezlitośnie je weryfikuje.

Przekonajcie się sami, co się przydarzyło poczciwej społeczności Björnstad. W tej historii aż kipi od uniwersalnych problemów, z którymi mierzymy się również z dala od lodowiska. Nic tutaj nie jest proste jak hokej, w którym w ostatecznym rozrachunku chodzi tylko o trafienie krążkiem do bramki przeciwnika.

Ostrożnie. Wciąga.

Ze szwedzkiego przełożyła Anna Kicka, a wydała Sonia Draga.