Harrison po raz trzeci

Mam pełną świadomość faktu, że chwalenie jakiejkolwiek książki, a już w szczególności pochodzącej od tego autora, przed jej ukończeniem może się na mnie okrutnie zemścić. Ale co poradzę, że Nova swing zaskoczyła mnie tak pozytywnie (byłam w stanie przeczytać jednego dnia ponad jedną trzecią i miałam ochotę na więcej)? Zatem się tym zaskoczeniem dzielę na gorąco. Nie ma tu co prawda na razie wątku tak mocnego, jak historia Kearneya ze Światła, ale też i na tym etapie nie ma niczego tak irytującego jak Shrander.
Klimat mocno kojarzy mi się ze Stalkerem. I to jest dobre.
UPDATE:
No i trochę wypowiedziałam w złą godzinę, bo oczywiście później lekko zdechło (czy raczej – nie rozwinęło się za bardzo;p), ale i tak całość oceniam wyżej niż Światło, choć minimalnie, a nie tak wyraźnie jak mi się początkowo wydawało.