Kto utrupił pana na Błudnikach?

Nadszedł ów człowiek od północnej strony, od wąskiej uliczki, co ją rymarze zajmowali.

Brzmi znajomo? Każdy fan wiedźmina Sapkowskiego natychmiast skojarzy to zdanie z początkiem pierwszego opowiadania a Geralcie, wysłanego przez autora przed trzydziestoma laty na konkurs Fantastyki. A inspirację debiutujący wówczas pisarz czerpał z przytoczonego powyżej pierwszego zdania powieści Crimen Józefa Hena, wydanej po raz pierwszy w 1975, a całkiem niedawno (2011) wznowionej przez wydawnictwo Erica.

Beznecie trwało dłużej niż lektura Pół wojny, a im dłużej trwało, tym bardziej potrzebowałam pociechy. Mało co na świecie jest zaś  w stanie pocieszyć mnie bardziej niż powieść sensacyjna z XVII wieku, co dla stałych czytelników tego bloga nie będzie wielkim zaskoczeniem:) Ale ad rem.
Od uliczki zajmowanej przez rymarzy nadchodził główny bohater powieści, Tomasz Błudnicki. Choć młody, to już weteran, brał udział w Dymitriadzie, był rosyjskim jeńcem, a kiedy udało mu się zbiec z niewoli i po długotrwałej tułaczce wrócić w rodzinne strony, dowiedział się, że w międzyczasie został też sierotą i dziedzicem Błudnik. Zamiast czerpać radość z powrotu do domu, gdzie dawno temu został uznany za zmarłego, Tomasz za punkt honoru uznaje wyjaśnienie podejrzanych okoliczności śmierci ojca, znalezionego na bagnach w pobliżu siedziby ariańskiego zboru. Stugębna plotka głosi, że stary Błudnicki został zamordowany, a jego twarz zmasakrowano. Bogiem a prawdą, mało kogo to martwi, gdyż panem zmarły był surowym, a z równymi sobie miał sporo zatargów. Im bardziej syn onego, czyli nasz bohater, usiłuje drążyć, tym większy opór i większą liczbę potencjalnych podejrzanych – z których każdy ma znakomity motyw – odkrywa.
Śledztwo pomaga młodemu Błudnickiemu uporać się z własnymi traumami – wojaczka, jak się boleśnie przekonał, w praktyce mocno odbiegała od jego romantycznych złudzeń. W toku walk był świadkiem niewyobrażalnych okrucieństw, w tym kompletnego zezwierzęcenia własnych komilitonów, które i jego samego nie ominęło. W naturalny sposób zburzyło to jego naiwne, czarno-białe pojmowanie świata, moralności oraz skłoniło młodzieńca do głębokiego przedefiniowania pojęcia słuszności. Ta zrodzona z wrażliwości dojrzałość stanowi obecnie źródło nieustannych rozterek Tomasza, którego w dodatku bolesny miłosny zawód niczego nie nauczył i ponownie zakochuje się ponad stan, a że pannę wybrał nad wyraz pragmatyczną, nawet jej wzajemność o niczym nie przesądza.
Crimen to dobry kryminał, ale chyba jeszcze lepsza powieść obyczajowa z epoki, z doskonałym odwzorowaniem ówczesnych stosunków społecznych i religijnych. Jej siłą są też niebanalni bohaterowie, przede wszystkim główny, zaskakująco sporo cech dzielący z białowłosym pogromcą potworów z Rivii.
Powieść została w 1988 roku przeniesiona na ekran w formie sześcioodcinkowego serialu, a w główną rolę wcielił się Bogusław Linda. Nie wiem jeszcze jak i gdzie, ale koniecznie muszę to zobaczyć:)