Sztokholm brzydki, trochę śmierdzi, a sprawiedliwość trzeba wymierzyć (Sztokholm 1793, Niklas Natt och Dag)

sztokholmJest to rzadki przypadek kryminału debiutanta, po który sama na pewno bym nie sięgnęła, a który przyjemnie zaskoczył mnie poziomem. Dlatego postanowiłam pominąć na razie zaległości kwietniowe i napisać wam o nim poza kolejnością. Tytuł polecał wprawdzie na Facebooku Wojciech Chmielarz, ale po tym, jak nie tak dawno boleśnie nacięłam się na inną jego rekomendację (Cokolwiek wybierzesz Jakuba Szamałka), to by mi nie wystarczyło. Pojawiły się jednak pozytywne opinie wybrednych użytkowników forum Zaginiona Biblioteka, a to już dostatecznie mnie zaintrygowało.

Autor zabiera nas do niezwykle realistycznie odmalowanej szwedzkiej stolicy u schyłku XVIII wieku. Co oznacza brud, smród i ubóstwo. Każde z tej trójcy malowniczo i realistycznie opisane. Detalicznie również. Jeśli należycie do czytelników zdegustowanych tym, że w powieściach historycznych panuje współczesna iście czystość i porządek, tym razem będziecie usatysfakcjonowani opisem miejskiej rzeczywistości. Bowiem tak to faktycznie mogło wyglądać. I pachnieć. Do tego w stolicy panuje chaos wywołany udanym zamachem na życie króla Gustawa III, co sprzyja rozmaitej maści kombinatorom oraz wichrzycielom, a u przestępców budzi poczucie całkowitej bezkarności. Dość powiedzieć, że kiedy z miejskiego jeziorka – ścieku zostają wyłowione makabrycznie okaleczone zwłoki, a w gruncie rzeczy ludzki kadłubek, będący już w zasadzie u schyłku urzędowania zwierzchnik policji zwraca się o pomoc w wyjaśnieniu sprawy do cierpiącego na zaawansowane suchoty prawnika Cecila Winge. Nikt inny poza tym żywym trupem, czas zgonu którego obstawia się w miejscowych gospodach, nie wydaje mu się bowiem godny zaufania, a nie da się przesądzić, że na jednej ofierze się skończy.

Śledczy jest więc, mówiąc łagodnie, specyficzny, a i jego asystent z przypadku pospolitością nie grzeszy. Mickel Cardel stracił na wojnie rękę, którą zastępuje mu drewniana proteza, oraz spokój ducha, którego pita bez umiaru gorzałka (mimo usilnych prób z jego strony) zastąpić mu nie może. W uznaniu wojennych zasług weteran ów dostał posadę pomocnika strażnika miejskiego, czyli w zasadzie hycla, którego zadaniem jest aresztowanie prostytutek i bezdomnych, wegetujących na ulicach stolicy. Obowiązków służbowych nie wykonuje, bo się nimi brzydzi, ale umundurowanie nosi i skromny żołd pobiera. Z tego powodu zostaje wezwany do wyłowienia z miejskiego ścieku wspomnianych wyżej makabrycznych szczątków, zaś charyzma konającego prawnika wywiera na nim tak wielkie wrażenie, że postanawia wraz z Cecilem Winge znaleźć mordercę.

Ale oprócz śledztwa i meandrów biografii dwójki protagonistów, z których każdy skrywa własne mroczne sekrety, autor oferuje czytelnikowi dwa równie ciekawe wątki, przedstawiane z perspektywy dwojga kolejnych bohaterów. Historia Anny Stiny daje wgląd w niewesoły (mówiąc bardzo łagodnie) los osieroconej młodej kobiety, która ośmieli się odmówić swojej ręki i wdzięków zainteresowanemu, lepiej od niej sytuowanemu młodzieńcowi. Samo oskarżenie o nierząd wystarczy, by została skazana na przymusową pracę w przędzalni, w ramach reedukacji i dla jej własnego dobra.

Z kolei historia Junkiera Blixa, opisana w jego listach do siostry, to typowa zapewne dla epoki i dojmująco  smutna opowieść o młodym, pochodzącym z prowincji człowieku z aspiracjami, który chciał skrócić sobie drogę do wyższych sfer, a skończył jako żywy towar, bo ktoś wykupił jego skrypty dłużne, a komuś innemu potrzebny był człowiek o umiejętnościach felczera.

Sama intryga kryminalna może zatem nie powala dynamizmem i złożonością (choć wątek ten sfinalizowany zostaje w satysfakcjonująco przewrotny sposób), ale Sztokholm 1793 ma w warstwie obyczajowej i historycznej mnóstwo do zaoferowania, a narracja jak na debiutanta jest sprawna, wartka, świetnie kontrolowana. Słowem, zdecydowanie warto. Tłumaczył Wojciech Łygaś, a wydała Sonia Draga.

Reklamy

Serialowisko 2017 (5)

Wakacyjna przerwa między sezonami amerykańskich i brytyjskich produkcji to dla mnie zwykle czas na nadrabianie zaległości.

Nie inaczej było w tym roku. Zbiegło się to częściowo z
dwutygodniowym urlopem, który pozwolił mi poświęcić trochę czasu na szukanie
ciekawych tytułów.

Bedrag sezon 2 – kolejna odsłona perypetii funkcjonariuszy duńskiej
policji gospodarczej oraz ściganych przez nich przestępców. O ile pierwszy
sezon koncentrował się na przekrętach związanych z odnawialnymi źródłami
energii (farmy wiatrowe), to drugi, choć główny zły pozostaje ten sam, kręci
się wokół nadużyć banków. Jest moim zdaniem jeszcze ciekawiej, do czego
niewątpliwie obok scenariusza przyczynia się fakt, że odpada konieczność
przedstawiania zdecydowanej większości bohaterów. Sama idea skupienia się na
przestępstwach gospodarczych w zalewie kryminałów skupionych na zabójstwach ma
w sobie coś ożywczego. W wątkach pobocznych są pewne gatunkowe klisze, zdarzają
się naciągnięcia prawdopodobieństwa, ale całokształt zasługuje na uwagę i mocne
8/10

Springfloden ze Szwecji to kolejny reprezentant klasycznego
podejścia do gatunku. Studentka Akademii Policyjnej, Olivia, w ramach
wakacyjnego projektu podejmuje próbę ustalenia, czy nowoczesne techniki śledcze
pozwoliłyby na rozwiązanie zagadki zabójstwa kobiety utopionej przez przypływ
przed 25 laty. Nie jest kwestią przypadku, że nad tą samą nierozwiązaną sprawą
pracował jako śledczy nieżyjący już ojciec Olivii. Jego ówczesny partner, także
błyskotliwy policjant, od lat z wyboru jest bezdomnym. A właśnie teraz nieznani
napastnicy zaczynają na bezdomnych polować. Pobicia filmują i zamieszczają w
Internecie. Dla policji sprawa  nie jest
priorytetowa, więc dawny śledczy z osobistych pobudek postanawia odkurzyć swoje
umiejętności oraz kontakty i zidentyfikować sprawców. Wątki oczywiście się
przeplotą, w efekcie powstanie całkiem ciekawa historia mimo nieco
melodramatycznej puenty. 7/10

Legion – jak przystało na serial scenarzysty Fargo, w ścisłym fabularnym sensie za wiele się w tych 8 odcinkach
nie wydarza. Cała historia ostatecznie daje się streścić w kilku zdaniach.
Jednocześnie jakakolwiek próba opisu fabuły zahaczy nieuchronnie już na
początkowym etapie o niewybaczalny spoiler. Jeśli podobała wam się Incepcja czy Prestiż i lubicie grać z twórcą w grę popatrz uważnie i zgadnij, co jest prawdą, a co narzuconym majakiem,
ten serial jest dla was. To naprawdę mocno i umiejętnie zakręcona, a w dodatku
przepięknie zrealizowana, w tym od strony wizualnej, zagadka tego właśnie
rodzaju. Dwa czy trzy pierwsze odcinki mogą się dla mniej wytrwałych okazać nie
do przejścia, bo jest mocno mętnie, ale potem wszystko zostaje elegancko
wyklarowane. Rozczarowaniem była dla mnie jedynie sama końcówka, bo, jak to
często bywa, zamiast zamknąć historię konsekwentną, logiczną puentą, Noah
Hawley musiał otworzyć sobie furtkę do kontynuacji. Ale i tak 8/10, dość unikalne cacko. Choć drugi
sezon raczej nie utrzyma poziomu.

Muszę jeszcze napisać o Bloodline, ale to osobno.