Poprzednik Barbarottiego

Pomiędzy przygodami Dresdena a omnibusem Luciusa Sheparda (z którego została mi jeszcze końcówka Viatora, tymczasem najbardziej podobał mi się Modlitewnik amerykański) sięgnęłam po pierwszy tom perypetii komisarza Van Veeterena. To bohater dziesięciotomowego cyklu Hakana Nessera, autora, którego polubiłam i doceniłam dzięki niesztampowemu podejściu do literatury kryminalnej. Powieści z jego pierwszej serii powstawały z godną podziwu regularnością w latach 1993-2003. Na ile można ufać Wikipedii, Nieszczelna sieć była drugą książką Nessera. Na poziomie stylistycznym zdecydowanie tego nie widać. Historia podana jest bardzo płynnym, przyjemnym w odbiorze językiem, a ponieważ jest także interesująca, choć oparta na – zdawałoby się, ogranym do cna – motywie amnezji, zapoznanie się z całością to kwestia jakichś pięciu godzin. Jest też bowiem, w porównaniu z późniejszymi dokonaniami Nessera, raczej krótka.
Nie da się ukryć, że pod względem koncepcyjnym i strukturalnym powieść nie wytrzymuje porównania ze śledztwami Barbarottiego. Mniej więcej w połowie historii można się domyślić tożsamości sprawcy. Finezji mylenia tropów autor douczył się, jak widać, w późniejszym czasie. Choć pojawiają się tu już próby wprowadzania wątków z przeszłości, aspekt społeczno-obyczajowy nie gra w całości intrygi tak istotnej roli, jak choćby w Człowieku bez psa. Niemniej, nawet w tak wczesnym dziele, już na poziomie drobiazgów napotkać można rozwiązania oryginalne (zapisek w Biblii, który, gdyby policja zajęła się sprawą jak należy, mógł uratować życie kilku ofiarom zabójcy). A sam Van Veeteren? Tymczasem osobowościowo praktycznie nie istnieje. Wszyscy – nie wyłączając jego samego – podzielają opinię, że jest skrajnie antypatyczny. Startuje ze zwykłego w gatunku poziomu starego, znudzonego wygi, co to już wszystko widział i w dziewięciu wypadkach na dziesięć jest w stanie trafnie określić, czy przesłuchuje sprawcę, czy niewinną osobę. Nieszczelna sieć to historia tego dziesiątego przypadku. Jak na Nessera – przeciętna ale przeciętność w wykonaniu tego autora jest obiektywnie co najmniej dobra. Przy okazji sięgnę po kolejne części.