Problem prezentowy

Jak zwykle w tym momencie nabrzmiewa do rozmiarów kolosalnych. Znaczy – ja może doprecyzuję, w czym rzecz. To nie chodzi o to, że TOTALNIE nie mam pojęcia, co by komu kupić. Raczej o to, że każdemu bym najchętniej książkę kupiła. Każdemu inną, oczywiście. Bo – jeśli chodzi o mnie – to ja bym mogła, z wszelkich istniejących okazji, WYŁĄCZNIE książki dostawać (za każdym razem inne, oczywiście:P) i byłabym przeszczęśliwa.

Jednak mam świadomość faktu, że nie wszyscy podchodzą do tej kwestii tak, jak ja. Ba, gotowa jestem się z tym faktem pogodzić. Tylko poza obszarem książkowym moja kreatywność prezentowa ulega gwałtownej redukcji. Co bardziej oczywiste możliwości filmowe i muzyczne w stosunku do poszczególnych obdarowywanych przez lata już wyczerpałam. A część z nich zaczyna uważać, że jak dostają książkę, to na odczepnego:P

Ot i mam problem. Równie rzeczywisty, jak pozostałe, ale chyba trochę łatwiejszy do rozwiązania. Skupiam się na nim, o pozostałych staram się nie myśleć za wiele – wtedy mają tendencję do rozrostu.

Dodaj komentarz