5 cytatów na czwartą rocznicę

Rocznicę śmierci Terry’ego Pratchetta. Jednego z moich ulubionych pisarzy, wielkiego filozofa, ironisty i znawcy ludzkiej natury.

Błędna wymowa może mieć fatalne skutki. Pewien chciwy szeryf Yl-Abi został kiedyś przeklęty przez niewykształcone bóstwo i wszystko, czego dotknął, zmieniało się w Zołto, który okazał się niedużym krasnoludem z oddalonej o setki mil górskiej osady. Klątwa magicznie ściągała go do królestwa i kopiowała bezlitośnie. Jakieś dwa tysiące Zołtów później klątwa się wreszcie wyczerpała. Obecnie mieszkańcy Yl-Abi znani są z niezwykle niskiego wzrostu i skłonności do irytacji.

Wyprawa czarownic

Bogowie nie lubią ludzi, którzy nie pracują. Ludzie, którzy nie są przez cały czas zajęci, mogliby zacząć myśleć.

Pomniejsze bóstwa

Żyję już trochę na tym świecie i zauważyłam, że jak kto ma w sobie dar, by błyszczeć, to będzie błyszczeć nawet przez sześć warstw brudu, a ci, co błysku nie mają, błyszczeć nie będą, choćby ich nie wiem jak polerować.

Złodziej czasu

Trudno jest mieć wiarę, kiedy się przeczytało zbyt wiele książek, prawda?

Carpe Jugulum

Jeżeli ludzie próbują cię zabić, to znaczy, że robisz coś, jak należy.

Łups!

Wszystkie cytaty w przekładzie Piotra W. Cholewy. Czytajcie Pratchetta, warto!

Reklamy

Antychryst udomowiony (Terry Pratchett, Neil Gaiman, Dobry Omen)

Tę pozycję odkładałam długo, ale
zapowiedź serialu BBC z Michaelem Sheenem i Davidem Tennantem w rolach anioła
Azirafala i demona Crowleya zmotywowała mnie do nadrobienia zaległości. Jako że
o polskim przekładzie krążą niezbyt dobre opinie, idąc za ciosem po Dresdenie,
ponownie sięgnęłam po wersję oryginalną. Parę słów o fabule: po narodzinach Antychrysta
dochodzi do pomyłki i chłopiec, zamiast wychowywać się wśród satanistów,
dorasta w niewielkim, idyllicznym brytyjskim miasteczku, które kocha z całego serca.
Gdy w jedenaste urodziny Adama pojawia się piekielny ogar, by stanąć u boku swego
pana i pomóc mu sprowadzić Apokalipsę, ze zdumieniem odkrywa, że oczekuje się
od niego raczej aportowania. Kiedy legiony Nieba i Piekła sposobią się do
ostatecznego starcia, ich ziemscy wysłannicy – Azirafal, dawny strażnik wrót Raju,
oraz Crowley, dawny Wąż, odkrywają, że przez sześć minionych tysiącleci przywiązali
się do świata i zdecydowanie woleliby, żeby nie stanął on w płomieniach.
Postanawiają sabotować Koniec Czasów. Tymczasem Czterej Jeźdźcy wsiadają na
dwudziestowieczny odpowiednik imponujących rumaków, czyli motocykle, i
wyruszają do siedziby Antychrysta, by wypełniło się to, co zostało
przepowiedziane. A jest jeszcze Anatema Device, potomkini Agnes Nutter, jedynej
prorokini w dziejach, która trafnie (choć bardzo enigmatycznie) przepowiedziała
całą przyszłość, nim spłonęła na stosie.

Brzmi dobrze, prawda? Niestety, z
wykonaniem jest troszeczkę gorzej. Początek wypada świetnie, podobnie jak końcowa
ćwiartka, natomiast w środek wkrada się sporo chaosu i tempo zdecydowanie
siada. Być może ma to pewien związek z faktem, że powieść pisały dwie osoby, w
dodatku przesyłając sobie pocztą dyskietki i konsultując się przez telefon (Dobry Omen powstawał pod koniec lat 80.).
Sam pomysł zamiany dzieci i zawiązania akcji był dziełem Gaimana, jak popchnąć
akcję dalej, wymyślił natomiast Pratchett. On też stworzył niedocenioną przez
jej współczesnych prorokinię Agnes Nutter i opisywał większą część perypetii
Adama i grupki jego przyjaciół, w rodzinnym miasteczku znanych jako Oni. Gaiman
prowadził motocyklistów Apokalipsy, a resztę napisali na przemian (Pratchett
nieznacznie więcej, on też zredagował całość). Nie bez znaczenia jest też
zapewne, że dla Gaimana był to pisarski debiut, a Pratchett miał wtedy na
koncie dopiero dwa pierwsze, najbardziej slapstickowe i w zasadzie
nieprzystające do reszty cyklu, tomy Świata Dysku, czyli Kolor magii i Blask
fantastyczny
. W dużym stopniu humor Dobrego Omenu jest podobny, co nie znaczy
bynajmniej, że brakuje w nim zabawnych scen – przeciwnie, jest ich cała masa,
może właśnie aż za dużo, przez co cierpi na tej ilości harmonijny rozwój
fabuły. Zapewne inaczej odbieram tę książkę, bo znam cały późniejszy, o ileż
dojrzalszy pod każdym względem, dorobek obu autorów. Jednak to, co
charakterystyczne dla stylu każdego z nich, jest w niej już obecne i sprawia,
że mimo pewnej sinusoidalności to wciąż bardzo przyjemna lektura. Zwłaszcza
relacja anioła i demona opisana jest znakomicie. Mimo masy gagów nie brakuje
też filozoficznej refleksji o wartościach fundamentalnych. Nienachalnej,
pogodnej, pozbawionej dydaktyzmu i wplecionej mimochodem, czyli takiej, którą
przyswaja się najlepiej. Gaiman, wypełniając ostatnią prośbę Pratchetta,
pracuje nad serialem i nie mam najmniejszych wątpliwości, że znajdzie się w nim
wszystko, co w tej książce najlepsze. Mimo pewnych zastrzeżeń bawiłam się przy
lekturze bardzo dobrze i na pewno nie żałuję poświęconego jej czasu.

Zaległości

Zwykle kilka nieopisanych tytułów sobie chomikuję, żeby mieć materiał na notki także w czasie czytania powieści dłuższych (jak będący aktualnie w toku Skrytobójca błazna Robin Hobb, którą to autorkę przy okazji po raz kolejny gorąco polecam fanom psychologicznego fantasy). Ostatnio zorientowałam się, że sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli i czas się trochę odgruzować, zanim całkiem zapomnę, o czym były niektóre książki. Tradycyjnie w takich sytuacjach proponuję impresje w wersji kompaktowej.

Siła niższa Marty Kisiel – jakkolwiek autorkę bardzo lubię, cenię jej styl i intertekstualność, to – przy całej sympatii dla bohaterów Dożywocia – czytanie kontynuacji było ciężkim doświadczeniem. Za dużo tam tego humoru, zbyt nachalnego jak dla mnie i w większości zupełnie nie w moim typie, a za mało fabuły (już chyba nawet Dożywocie miało jej więcej). Doczytałam w sytuacjach przymusowych typu poczekalnie, łącznie męczyłam się trzy tygodnie, ale nie mogę, niestety, z czystym sumieniem powiedzieć, że dla cameo nieszczęsnego Panicza Szczęsnego było warto. Trzecie i ostatnie spotkanie z twórczością autorki.

Konklawe Roberta Harrisa to taka solidna rozrywka, którą dobrze się czyta, błyskawicznie i z zaangażowaniem w fabułę, ale po zakończeniu lektury nie zostaje z niej za wiele. Mocno przewidywalna, choć, przyznaję, końcowy twist mimo wszystko zdołał mnie zaskoczyć. Być może zabrzmi to dziwnie w kontekście rozgrywek między kardynałami zamkniętymi w Kaplicy Sykstyńskiej – idealna wakacyjna lektura. Ale osobiście wolałam bardziej monumentalne i cięższe gatunkowo dzieła tego autora.

Krwawe zwierciadło Brenta Weeksa, czyli czwarty tom rozrastającej się w nieskończoność sagi Powiernika Światła, trafiło na idealny moment, kiedy potrzebowałam odmóżdżenia przy nieskomplikowanej, a dynamicznej rozrywce. W pierwszej lidze rozrywkowej fantasy autor chyba nigdy nie zagra, ale jak na drugą cały czas się wyrabia. Wchodzi to jak woda i tak samo wychodzi, ale widać też wyraźnie, że wody wydłużającej cykl wylano na tych stronicach sporo. Największą zaletą było umieszczone na początku streszczenie poprzednich tomów, bo choć mniej więcej pamiętałam fabułę, to mniej więcej jest w tym zdaniu kluczowe:) Jeśli komuś podeszły poprzednie części, to najnowsza trzyma poziom.

Kiksy klawiatury Terry’ego Pratchetta, czyli drugi, po Mgnieniu ekranu, zbiór tekstów pisanych na różne okazje. Chwilami miałam wrażenie, że to już skrobanie po dnie szuflady, pewne motywy często się powtarzały, ale i tak sporo było ciekawych tekstów, oferujących wgląd w biografię, formację kulturalną i walkę z chorobą jednego z moich ulubionych autorów. Według mnie warto.

Ma być czysto Anny Cieplak to obyczajówka o współczesnych nastolatkach – z gorszej dzielnicy oraz tzw. dobrego domu – i macosze jednej z nich. Skusiłam się pod wpływem pełnych zachwytów recenzji, jakaż to książka nie jest realistyczna i jak to nie oferuje bezpośredniego wglądu w psychikę młodzieży. Cóż mogę powiedzieć – albo recenzje były na wyrost, albo ja mam większe wymagania (i inny ogląd rzeczywistości) niż większość recenzentów z wielkich miast. Nie są dla mnie żadną rewelacją twierdzenia, że mieszkanie w gorszej dzielnicy to nie to samo, co patologia, a życie gimnazjalistów toczy się głównie w mediach społecznościowych i seks nie jest dla nich tematem tabu, podobnie jak używki. Ogólnie powieść w porządku, choć w swoim realizmie wg mnie mocno powierzchowna. Można, ale nie trzeba.

Garść cytatów na drugą rocznicę i Back in black

Smutną rocznicę. Rocznicę śmierci Terry’ego Pratchetta. Którego warto czytać, bo był niezwykłym, mądrym, zabawnym i kreatywnym pisarzem, a do tego rozumiał ludzi, jak mało kto.

Ramptopy zimą to parę sążni śniegu i lasy zmienione w zbiór cienistych
tuneli pod zaspami. To leniwy wiatr, któremu nie chce się wiać dookoła
ludzi, więc dmucha przez nich na wylot. Pomysł, że zima może przynosić radość, nigdy nie przyszedł do głowy nikomu z mieszkańców Ramptopów,
którzy znają osiemnaście różnych określeń śniegu.*

*Niestety, żadne z nich nie nadaje się do druku.

Trzy wiedźmy

Był pulchnym młodym człowiekiem o cerze barwy czegoś, co żyje pod
kamieniem. Inni zawsze mu doradzali, żeby zrobił coś ze swoim życiem.
Zgadzał się z tym: chciałby z niego zrobić łóżko.

Panowie i damy

Szacunek społeczeństwa, myślała Angua. Tak, to wyrażenie Marchewy.
Właściwie to wyrażenie Vimesa, chociaż sir Samuel zwykle spluwał po
wymówieniu tych słów. Ale Marchewa w nie wierzył. To on zasugerował
Patrycjuszowi, by zatwardziałym przestępcom dać szansę pracy „dla dobra
społeczeństwa” przy odnawianiu domów osób starszych. Wprowadziło to
dodatkowy element grozy do zwykłych lęków starości, a wobec poziomu
przestępczości w Ankh-Morpork spowodowało, że przynajmniej jednej
staruszce w ciągu sześciu miesięcy tyle razy wytapetowano pokój, iż
teraz mogła do niego wchodzić tylko bokiem.

Na glinianych nogach


WSZYSTKO, CO ZASZŁO, POZOSTAJE ZASZŁE.
– Co to za filozofia?
JEDYNA, KTÓRA DZIAŁA.

Złodziej czasu

Byli co do jednego starcami. Ich zwykłe rozmowy składały się z litanii
skarg na bolące stopy, brzuchy i grzbiety. Poruszali się wolno. Ale
mieli pewien szczególny wygląd, szczególne spoj­rzenie.
Gdziekolwiek się znaleźli, mówiły ich oczy, już tutaj byli. Cokolwiek to
było, już to robili, często więcej niż raz. Tylko nigdy, ale to nigdy
nie kupiliby koszulki z nadrukiem. I wiedzieli, co to strach — to coś,
co przytrafia się innym.

Ostatni bohater

– Co teraz zrobimy?
KUPIMY CI JAKIEŚ NOWE UBRANIE.
– To było nowe jeszcze dzisiaj… to znaczy wczoraj.
NAPRAWDĘ?
– Tato mówił, że ten sklep znany jest z taniej odzieży. – Mort biegł, żeby nie zostać w tyle.
UBÓSTWO JEST ZATEM JESZCZE BARDZIEJ PRZERAŻAJĄCE NIŻ SĄDZIŁEM.

Mort

[O karze śmierci przez powieszenie]
Naprawdę sądzi pan, że to przeciwdziała przestępczości, panie Trooper?
– W ogólności… trudno powiedzieć, jako że trudno znaleźć dowody
przestępstw niepopełnionych. – Kat jeszcze raz potrząsnął klapą. – Ale w
konkretach jest bardzo skuteczne.
– To znaczy?
– To znaczy, proszę pana, że jeszcze nikogo tu nie widziałem więcej niż raz.

Piekło pocztowe

Back in black to krótki, wzruszający film dokumentalny, rodzaj hołdu dla Pratchetta i jego dorobku, o fanach i dla fanów, pełen niezwykłej, pozytywnej energii. Serdecznie polecam. Rocznicowo i nie tylko.

Duch Strzeżenia Wiedźm (4)

Sanie pędziły po niebie. W dole przesuwały się ośnieżone pola.

– Hmmf – odparł Albert. Pociągnął nosem.

JAK NAZYWASZ TO WRAŻENIE CIEPŁA, KTÓRE CZUJESZ W ŚRODKU?

– Zgaga – burknął Albert.

CZYŻBYM WYCZUWAŁ NUTĘ NIEŚWIĄTECZNEGO ZRZĘDZENIA? – zapytał Śmierć. OJ, NIE BĘDZIE DLA CIEBIE CUKROWEJ ŚWINKI, ALBERCIE.

– Nie chcę żadnych prezentów, panie. – Albert westchnął. – Może tylko tego, żeby się obudzić i odkryć, że wszystko znów jest normalne. Przecież wiesz, że kiedy zaczynasz coś zmieniać, zawsze się to źle kończy.

ALE WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE WPROWADZAĆ ZMIANY. NIEWIELKIE CUDA TU I TAM, I DUŻO WESOŁEGO HO, HO, HO. TO UCZY LUDZI RZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.

– Masz na myśli to znaczenie, panie, że świnie i bydło są pozarzynane, a przy odrobinie szczęścia dla wszystkich wystarczy jedzenia na zimę?

WIESZ, KIEDY MÓWIĘ O RZECZYWISTYM ZNACZENIU…

– O tym, że jakiemuś nieszczęsnemu biedakowi ucięli głowę w lesie, bo znalazł w obiedzie specjalną fasolę, więc teraz lato powróci?

NIE CAŁKIEM DOKŁADNIE TO, ALE…

– Ach, chodzi ci o to, panie, że zagonili na śmierć jakiegoś biednego zwierzaka, a potem strzelali z łuków do jabłoni, więc teraz cienie w końcu odejdą?

TO RZECZYWIŚCIE JEST JAKIEŚ ZNACZENIE, ALE…

– Aha, w takim razie chodzi ci o to, że rozpalali takie wielkie ognisko, żeby dać słońcu wskazówkę, bo powinno przestać się chować poniżej horyzontu i zabrać do normalnej pracy?

Śmierć milczał przez chwilę. Świnie przemknęły ponad pasmem wzgórz.

NIE POMAGASZ MI, ALBERCIE.

– To jedyne rzeczywiste znaczenia, o jakich wiem.

MYŚLĘ, ŻE MÓGŁBYŚ NAD TYM TROCHĘ POPRACOWAĆ.

– Tu chodzi o słońce, panie. Biały śnieg, czerwona krew i słońce. Zawsze tak było.

NO WIĘC DOBRZE. WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE NAUCZYĆ LUDZI NIERZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.

Albert splunął przez burtę sań.

– Tak? Czy świat nie byłby miły, gdyby każdy był miły, co?

ZNAM GORSZE OKRZYKI BOJOWE.

W zasadzie ja też znam gorsze okrzyki bojowe:) Oby w te święta udzielił Wam się optymizm Śmierci zamiast zdrowego realizmu Alberta. Wszystkiego dobrego!

12 cytatów na pierwszą rocznicę

Dzisiaj mija rok od śmierci Terry’ego Pratchetta. Z tej okazji postanowiłam wybrać kilka perełek, które – być może – skłonią kogoś do sięgnięcia po jego twórczość.

Poeci próbowali opisać Ankh-Morpork. Bez sukcesów. Może z powodu
niepojętej, gorliwej żywotności miasta, a może dlatego, że miasto z
milionem mieszkańców i bez żadnej kanalizacji jest zbyt mało subtelne
dla poetów, którzy preferują żonkile i trudno im się dziwić. Dlatego
powiedzmy tylko, że Ankh-Morpork jest tak pełne życia jak dojrzewający
ser w upalny dzień, głośne jak klątwa w katedrze, jaskrawe jak plama
oleju, barwne jak siniak i szumiące od działalności, interesów, ruchu i
czystej, rozbuchanej aktywności niczym zdechły pies na kopcu termitów.

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
– NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. – JESTEM TYLKO JA.

Mort


Z Patrycjuszem zawsze tak wygląda, pomyślał z goryczą. Człowiek
przychodzi do niego z całkowicie uza­sadnioną skargą, a potem wycofuje
się tyłem, w ukłonach, z ulgą, że w ogóle może stąd wyjść. Trzeba oddać
Patrycjuszowi sprawiedliwość, stwierdził niechętnie. Bo jeśli nie, wyśle
ludzi, którzy sami ją wezmą.

– Przypominasz sobie?
Vimes próbował. Nie było to łatwe. Niejasno zdawał sobie spra­wę, że
pił, aby zapomnieć. Zadanie było trudne, ponieważ nie pa­miętał już, o
czym właściwie chce zapomnieć. Pod koniec pił już, żeby zapomnieć o
piciu.

Straż, straż!


Co z zasadą nie wtrącania się do polityki? – spytała Magrat wpatrzona w plecy Babci.
Niania ujęła dziewczynę pod rękę.
– Rzecz w tym, że kiedy lepiej opanujesz Sztukę, przekonasz się, że jest
też inna zasada. Esme przestrzegała jej przez całe życie.
– Jak ona brzmi?
– Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

Trzy wiedźmy


Śmierć znalazł Zarazę w hospicjum w Llamedos. Zaraza lubił szpitale. Zawsze miał w nich coś do roboty.
W tej chwili próbował usunąć znad pękniętej umywalki tabliczkę "Umyj ręce!"

Złodziej czasu


Rozważmy żółwia i orla. Żółw jest stworzeniem żrącym na ziemi. Właściwie
nie jest moż­liwe życie bliżej gruntu, jeśli nie przebywa się pod nim.
Hory­zont żółwia sięga na kilka cali. Żółw porusza się z taką
prędkością, ja­ka wystarcza do polowania na sałatę. Przeżył, gdy cała
reszta ewolucji przemknęła obok, ponieważ – ogólnie rzecz biorąc – dla
nikogo nie stanowił zagrożenia, a zjadanie go sprawiało zbyt wiele
kłopotu.
A teraz weźmy orła. To istota, której światem jest powietrze i wy­sokie
szczyty, której horyzont sięga aż po krańce ziemi. Orzeł ma wzrok tak
ostry, że potrafi dostrzec maleńkie, piskliwe stworzonko przemykające o
pół mili od niego. Czysta siła, czysta władza… Błyska­wiczna
skrzydlata śmierć. Szpony i dziób takie, że przerobią na po­siłek
cokolwiek mniejszego od orła, a zapewnią mu przynajmniej szybką
przekąskę z czegokolwiek większego.
Mimo to orzeł potrafi godzinami siedzieć na urwisku i obser­wować
królestwa tej ziemi, dopóki w dali nie zauważy ruchu. Wtedy skupia
spojrzenie, skupia, skupia na maleńkiej skorupie koły­szącej się wśród
suchych krzaków na pustyni. I zrywa się…
W chwilę później żółw odkrywa, że świat oddala się od niego. I widzi ten
świat po raz pierwszy – już nie z wysokości jednego cala nad gruntem,
ale z pięciuset stóp. I myśli: Jakimż wspaniałym przy­jacielem jest
orzeł.
I wtedy orzeł go puszcza.
Prawie zawsze żółw spada i ginie. Wszyscy wiedzą, dlaczego tak się
dzieje: grawitacja to nałóg, z którym trudno zerwać. Nikt nie wie,
dlaczego orzeł to robi. Owszem, żółwiem można sobie dobrze podjeść, ale
biorąc pod uwagę włożony w to wysiłek, praktycznie wszystkim innym można
lepiej. Po prostu orły uwielbiają dręczyć żółwie.
Oczywiście, orły nie zdają sobie sprawy z faktu, że uczestniczą w bardzo prymitywnej formie doboru naturalnego.
Pewnego dnia żółw nauczy się latać.

Pomniejsze bóstwa

Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów
miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów
kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie
pozwolić – całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie
przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około
dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je,
aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku
poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.
Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na
wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu
latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać
tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów – a nogi i tak stale
będzie miał przemoczone.
To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej.

Zbrojni


– Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
– Kiedy?
TO MOMENT, rzekł Śmierć, POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Prawda

Gdzieś na świecie, jak podejrzewał, żył człowiek siedzący na drugim
końcu huśtawki, ktoś w rodzaju lustrzanego Rincewinda, którego życie
składało się z samych cudownych wydarzeń. Miał nadzieję, że spotka
kiedyś tego człowieka, najlepiej trzymając w ręku solidny kij.

Rincewind umiał wołać o litość w dziewiętnastu językach i po prostu
wrzeszczeć* [przyp.: To ważne. Niedoświadczeni podróżnicy mogą
przypuszczać, że „Aargh!” jest wyrażeniem uniwersalnym, jednak w beTrobi
oznacza to „Wielce radosne”, w Howondalandzie natomiast rozmaicie: albo
„Chciałbym zjeść twoją stopę”, albo „Twoja żona jest wielkim
hipopotamem”, albo też „Witam, myśli pan Fioletowy Kot”. Pewne plemię
zyskało przerażającą reputację okrutników tylko dlatego, że jeńcy
krzyczą – ich zdaniem – ”Szybko! Dolać wrzącego oleju!”.] w kolejnych
czterdziestu czterech.

Ciekawe czasy

Osoby mające skłonność do obojętnego okrucieństwa mawiają, że we wnętrzu
każdej grubej dziewczyny jest szczupła dziewczyna i mnóstwo czekolady.

Carpe Jugulum


Wszystkie cytaty w przekładzie Piotra W. Cholewy.

Dysk, jak na porządny świat przystało, ma wszystko

Ja mam wprawdzie straszliwe zaległości w opisywaniu lektur (nowy Nesbo, nowy Kącki, kolejny Nesser), ale dzisiaj ich nie nadrobię za bardzo. Nadrobiłam deficyt snu i wybieram się na nowego Bonda. Jest natomiast szansa, że niedługo wyjdę na prostą, bo zafundowałam sobie długi weekend:) Tymczasem zapraszam do zapoznania się z moją recenzją Folkloru Świata Dysku.

Muszę przyznać, że początkowo byłam sceptyczna co do wartości poznawczej,
jaką mogłaby mieć dla mnie lektura „Folkloru Świata Dysku”. Wszak
wyłapałam w trakcie lektury powieści Pratchetta większość nawiązań
do ziemskiej kultury, w sporej części celowo oczywistych, jak
np. trawestacja „Makbeta” w „Trzech wiedźmach” czy „Upiora w operze”
w „Maskaradzie”. Dlatego omijałam do tej pory anglojęzyczną wersję
książki napisanej przez Pratchetta we współpracy ze specjalistką
od folkloru Jacqueline Simpson i wydanej w 2008 roku. Jako że od
września, kiedy to przeczytałam absolutnie ostatnią — z oczywistych
i smutnych powodów — Dyskową powieść, byłam w cichej żałobie pod hasłem
„nigdy więcej nowego Pratchetta”, na wieść o polskim wydaniu „Folkloru…”
radykalnie zmieniłam dotychczasowe nastawienie do tej pozycji.
Resztę tekstu można przeczytać tutaj.