Prezentownik 2021 – moje najciekawsze tegoroczne lektury

pexels-photo-1303080Jako że najwyraźniej to już ten czas w roku, kiedy wszyscy gorączkowo szukają pomysłów na prezenty, postanowiłam zaproponować najciekawsze z moich tegorocznych lektur – bez szeregowania jakością i gatunkami. Po prostu w kolejności, w której je czytałam. Może ktoś się zainspiruje.

1. Hilary Mantel Lustro i światło (lub jako część naprawdę spektakularnego daru, obejmującego całą trylogię o Tomaszu Cromwellu, czyli także W komnatach Wolf Hall i Na szafocie). Pod linkami znajdziecie moje recenzje wszystkich tomów.

2. Erin Morgenstern Bezgwiedne morze – dla miłośników czytania, baśni, fantastyki, albo wszystkie razem. No i nie zapominajmy o zagadkach. Recenzja pod linkiem.

3. Sylwia Chwedorczuk Kowalska. Ta od Dąbrowskiej  – mój wielki wyrzut sumienia, ważna, rzetelna, smutna historia o uczuciu dwóch pisarek, które więcej zniszczyło, niż zbudowało. Bardzo chciałam o niej napisać, ale zrobił to za mnie Piotr Chojnacki, który w swoim tekście wydobył esencję tej pozycji. 

4. Tim Johnston Nurt – bardzo nietypowy kryminał, którym zdecydowanie warto się zainteresować. W ogóle Johnston, którego W dół też swego czasu przeczytałam z przyjemnością, wydaje mi się autorem wyróżniającym się osobnością. Dużo miejsca poświęca emocjom swoich bohaterów i robi to dobrze. Tłumaczyła Karolina Iwaszkiewicz.

5. Fredrick Backman Miasto niedźwiedzia, My przeciwko wam, Mężczyzna imieniem Ove – Backman to moje wielkie tegoroczne odkrycie. Najpierw pochłonęłam dwa tomy cyklu o Bjornstad, a potem – sto lat po wszystkich – doskonałego Mężczyznę, o którym tak pisałam na FB: a to z kolei genialna rzecz, i nawet kalendarzowo bardzo czasie, bo w sporej części jest o żałobie. Ove chce się rozstać z życiem po śmierci ukochanej żony, która była jego prawdziwą drugą połówką. Ale zewnętrzne okoliczności przyrody, np. kot przybłęda i nowy sąsiad łamaga, skutecznie mu to raz za razem uniemożliwiają. Nie jestem sentymentalna, ale Ove też nie jest. Trochę się taki pewnie urodził, a trochę bez wątpienia nauczyło go tego niełatwe życie. I dlatego ta powieść jest po prostu cudowna. Poruszająca, ale nie sztampowa. Wzruszająca, ale nie ckliwa. Życiowa w dobrym znaczeniu tego słowa. Jedna z najlepszych, jakie przeczytałam w tym roku (być może jako ostatnia, bo fala wielkiej popularności tego tytułu, związana z ekranizacją, przetoczyła się 6 lat temu). Zostałam nią oczarowana i entuzjastycznie polecam.

6. Kristina Sabaliauskaitė Silva rerumw tym roku delektowałam się drugim (najlepszym ze wszystkich!) i trzecim tomem litewskiej sagi o rodzie Narwojszów. Polecam każdemu miłośnikowi dobrej prozy historycznej i długich zdań oraz doskonałego przekładu (tu tylko dwa pierwsze tomy to prawdziwa maestria Izabeli Korybut – Daszkiewicz). Ponownie kradnę doskonały tekst Zacofanego w lekturze i nie przepraszam, bo się z nim zgadzam.

7.  Katherine Arden Trylogia Zimowej Nocy  (Niedźwiedź i słowik, Dziewczyna z wieży, Zima czarownicy) – fantasy osadzone w realiach średniowiecznej Rusi, wciąga jak bagno.

8.  Hallie Rubenhold Pięć.  Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza – na pewno nie sięgnęłabym po nią bez rekomendacji Kurzojady, zatem kolejny raz z tego miejsca pięknie dziękuję Oldze Wróbel za poszerzenie moich czytelniczych horyzontów. Jest to próba rekonstrukcji biografii pięciu potwierdzonych ofiar mordercy z Whitechapel, ale przy okazji dostajemy o wiele więcej – świetny wgląd w historię społeczną i los kobiet w epoce wiktoriańskiej. Tak się powinno pisać o historii: łącząc rzetelność pracy ze źródłami, autentyczne zaangażowanie i umiejętność zajmującego snucia opowieści. Wiele tu zaskoczeń, bo wszak przyjęło się, że ofiarami Rozpruwacza były po prostu kobiety upadłe, rozwiązłe, z marginesu społecznego. A tymczasem Rubenhold pokazuje, jak łatwo było dostać taką łatkę, stracić dach nad głową i trafić do przytułku. Wystarczyło być kobietą. Bardzo zajmująca rzecz, napisana z konsekwentnej i potrzebnej perspektywy. Gorąco polecam. Tłumaczyła Dorota Konowrocka – Sawa, wydała Poradnia K Wydawnictwo.

9. Claire North Piętnaście pierwszych żywotów Harry’ego Augusta – Harry August, Uroboranin, czyli człowiek przeżywający to samo życie raz po raz. Nawet jednak w swym niezwykłym plemieniu nietypowy, bo obdarzony pamięcią absolutną. Nie jestem osobą przesadnie drobiazgową, gdy chodzi o stronę naukową takich intryg igrających z czasem, ale nawet ja zdołałam zauważyć, że autorka nie zawsze jest konsekwentna w unikaniu paradoksów. Tylko wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadzało cieszyć się lekturą powieści Claire North. Bo rzecz jest bardzo dobrze napisana, a braki naukowe nadrabia intrygą i postaciami, przede wszystkim, oczywiście, głównym bohaterem. Polecam zatem. Wydało Wydawnictwo Świat Książki (które dość konsekwentnie wydaje autorkę w tym wcieleniu, za co chwała!), a tłumaczył Tomasz Wyżyński. Polecam także Mam na imię Hope  tej autorki.

10. Catherine Ward Ostatni dom na zapomnianej ulicy – żeli macie dosyć zwykłych, w dużej mierze z jednej sztancy, historii o seryjnych zabójcach/nieuchwytnych porywaczach dzieci/heroicznych zakładnikach/członkach rodziny nieutulonych w żalu po zniknięciu bliskich – ta powieść jest dla was. Jest to coś tak świeżego i tak wielopłaszczyznowo przełamującego wszelkie (zarówno predefiniowane, jak i budowane na bieżąco w trakcie lektury) oczekiwania odbiorcy, że ręce same składają się do oklasków. To znaczy, jak już skończą zbierać szczękę z podłogi, i to któryś raz z rzędu.
Czy jest to lektura łatwa, jak na letniego page turnera przystało? NIE.
Czy da się z niej zrezygnować przed poznaniem wszystkich odpowiedzi? Pewnie gdzieś tam jest człowiek, który – zniecierpliwiony nietypową narracją i piętrzącymi się niejasnościami – ciśnie tę powieść w kąt. Ja zdecydowanie nie byłam tą osobą, czytałam jak zahipnotyzowana.
Czy książka ma wady? Pewnie, zawsze do czegoś się można przyczepić. Miejscami lekka sztampa, ciut nieprawdopodobieństwa. Ale zalety, a przede wszystkim unikalność kombinacji pomysł + realizacja, wszystko w zasadzie tu wynagradzają.
Nacięłam się już wielokrotnie na różne polecanki, ale to nie jest ten przypadek. Jeżeli szukacie wyjątkowego kryminału, to już dłużej nie musicie szukać. Tłumaczyła Martyna Tomczak.

11.  Olgierd Hurka Znamię – debiut wyróżniony w tym roku we Wrocławiu Nagrodą im. Janiny Paradowskiej. Czuję się, jakby autor napisał ją specjalnie dla mnie! Głównym bohaterem (no dobrze, jednym z równorzędnych) jest prawnik specjalizujący się w fuzjach firm, Michał Tumski. Głównym wątkiem (no dobrze, poza zaginięciem prawniczki z jego kancelarii) sfałszowanie protokołu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy. Można z tego uszyć wciągającą fabułę? Ależ oczywiście. Można pisać poprawne zdania złożone? Jeszcze jak! Są ciekawe portrety psychologiczne bohaterów, a autor ewidentnie jeszcze nie wyłożył wszystkich kart. Bardzo mi się podobało, także nieoczywiste zakończenie, ten debiut to znakomity prognostyk na literacką przyszłość. Tymczasem mimo zgarniania różnych nominacji o Znamieniu jest cicho. Może dlatego, że wydała je oficyna raczej niekojarzona z kryminałem i sensacją (a przynajmniej nie przeze mnie), czyli Harper Collins Polska. Może z jakichś innych powodów. Ale tym bardziej zachęcam was do sięgnięcia po tę powieść. Jest świeża na tylu poziomach, że naprawdę warto dać jej szansę.

12. Larry McMurtry Ulice Laredo i oczywiście poprzedzające je Na południe od Brazos. Arcydzieła.

13. Hervé Le Tellier Anomalia intryguje, angażuje, jest całościowo bardzo zgrabnie zrealizowanym konceptem. Bo że inteligentnie wymyślonym, to chyba dodawać nie muszę. Co cenne przy tego rodzaju projektach, finalnie nie okazuje się kapiszonem w eleganckim papierku. Może dopisano jej nieco większe ambicje, ale w moim odczuciu jest dokładnie tym, czym być miała. Inteligentną zabawą z formą, gatunkiem i czytelnikiem, nie pozbawioną autoironicznego dystansu. Choć poruszane problemy kondensuje i z rozmysłem bierze w nawias, udaje jej się, poza kilkugodzinną fascynującą literacką grą, zaoferować też nieco głębszą refleksję. To lubię. Tłumaczyła Beata Geppert. Ani słówka o fabule, i nie jest to przypadek! Zróbcie sobie przysługę, nie czytajcie nawet opisu wydawcy (gdybym to zrobiła, uciekłabym z krzykiem, i to być może nawet przed dotarciem do karygodnego spoilera!). Pozwólcie sobie odkryć całość. Tej książce nawet nagrody nie zaszkodzą. Ma w sobie rzadki pierwiastek oryginalności, a zarazem unika powszechnej w takich razach pułapki – przerostu formy nad treścią. Jestem oczarowana do tego stopnia, że piszę ten tekst godzinę po skończeniu lektury. Jest to pewna anomalia, jak na standardy mojego aktualnego pisania o literaturze.

14. John Grisham Czas zabijania, Czas zapłaty dwa doskonałe prawnicze kryminały z zadupia Mississipi, napisane pod koniec lat 80. W ogóle się nie zestarzały, pochłaniałam z minimalnymi przerwami wymuszonymi przez życie i siłą zostawiłam sobie Czas łaski, czyli ostatni tom cyklu, na najbliższy czytelniczy dołek.