Pozytywne zaskoczenie

Jakoś w połowie liceum doszłam do wniosku, że z zasobów miejskich bibliotek wyczytałam już wszystko, co mnie mogło interesować. Po wyjeździe na studia nie odwiedzałam tych przybytków w ogóle, bo i tak z książek potrzebnych do nauki wszystko było dostępne w czytelni – kserowałam "na dowód" (tzn. zostawiając dowód jako gwarancję), a z tych do czytania z trudem i bez tego mogłam się wygrzebać, gdyż imię ich było legion.
Wciąż zresztą jest, stąd moje postanowienie niekupowania niczego nowego, póki nie przeczytam wszystkich własnych, czekających na półkach.
Ale od czego wyobraźnia? Skoro nie można kupować, można przejrzeć internetowy katalog bibliotek. Ostatnio z zaskoczeniem odkryłam, że jest tam dostępnych całkiem sporo rzeczy, które chciałabym przeczytać. I tak wczoraj przyniosłam 6 (a mogłabym 9, i miałam kandydatów na te dalsze miejsca, ale zdołałam się pohamować:).
Szczególnie cieszę się z dwóch – zarezerwowanej miesiąc temu Białej gorączki Hugo-Badera i Zimowego monarchy Bernarda Cornwella. Na obie polowałam od dłuższego czasu.
A i tak czytam pierwszą z czterech pozostałych, czyli Prawo mężczyzn Maurice’a Druona (Królów przeklętych odsłona czwarta). Reszta zdobyczy to reszta tego cyklu:)
Biblioteki nie umarły!