Pierwsze Prawo – następne pokolenie (Joe Abercrombie, Szczypta nienawiści)

szczyptaPodobno Joe Abercrombie to ulubiony współczesny pisarz fantasy Andrzeja Sapkowskiego. Jako fanka twórczości obu autorów myślę, że wiem, dlaczego. Abercrombie, podobnie jak Sapkowski, kostium fantasy wykorzystuje do snucia w mocno pesymistycznej tonacji rozważań o uniwersalnych wyzwaniach cywilizacyjnych społeczeństw  i dylematach etycznych jednostek. Poza tym w każdej kolejnej powieści autor Ostrza wywraca na nice konwencję gatunkową, w ramach której buduje opowieść. W debiutanckiej trylogii Pierwsze Prawo zajął się w ten sposób klasycznym fantasy, w którym, jak wiadomo, przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, by ta, po zdobyciu magicznego artefaktu, mogła ocalić świat. W trzech pojedynczych powieściach z tego samego uniwersum wziął na warsztat kolejno opowieść o zemście, powieść wojenną i western. I robił to znakomicie, bo do przewrotnego pomysłu na konstrukcję umiał dodać intrygujących bohaterów, zajmującą fabułę i dokładnie tyle cynicznego humoru, ile było trzeba.

Obecnie postanowił napisać drugą trylogię o bohaterach znanych z Pierwszego Prawa, a że od pierwszego tomu minęło w tamtym świecie około trzydziestu lat i zdecydowanie nie wszyscy przeżyli, pierwszoplanowe role musi odegrać następne pokolenie – głównie dzieci poprzednich protagonistów. Ci ostatni muszą się zadowolić pojawianiem się w tle. Nie jest tak, że jeśli ktoś nie czytał pierwszej trylogii, nie może zacząć przygody od Szczypty nienawiści. Główny wątek fabularny jest co do zasady całkowicie niezależny od wcześniej opowiedzianej historii, zamkniętej w Ostatecznym argumencie królów. Wszystkie smaczki i nawiązania stanowią jedynie dodatkowy walor przedstawionych wydarzeń i można się bez nich spokojnie obejść, zwłaszcza bez gigantycznego spoilera jednego z najważniejszych wątków pobocznych.

Jak zatem wypada powrót do Adui? Na pewno zajmująco, bo Abercrombie postanowił zafundować swojemu światu rewolucję przemysłową wraz z zalążkami nieodzownej rewolucji robotniczej. Poza tym mamy działania wojenne i romanse, tak że dla każdego coś miłego i nudzić się niewątpliwie nie można. Najnowsza powieść ma wszystkie zalety poprzednich i stanowi czytelną próbę nowego otwarcia – cofnięcia magii na dalszy plan, nowego podejścia politycznego do odwiecznego konfliktu między Północą i Unią. Jednocześnie jednak stary ład ani myśli oddawać swoich przyczółków bez walki i wszystko wskazuje na to, że Szczypta nienawiści to jedynie rozgrzewka przed zasadniczym starciem starego z nowym.

Nie jest to najlepsza ani najgorsza powieść w dorobku autora, który jednak nigdy nie schodzi poniżej pewnego – wysokiego – poziomu. Czysta przyjemność obcowania z inteligentną prozą rozrywkową, niezakłócona żadnymi zgrzytami, trafia się naprawdę rzadko. Tym bardziej nie należy przepuszczać żadnej okazji na zetknięcie z tego rodzaju literaturą, do której Szczypta nienawiści niewątpliwie się zalicza. Polecam.