Pięć lat temu

Zabrakło Joanki. I zawsze już będzie mi jej brak. Teraz przynajmniej Pratchett może jej dostarczać rozrywki bezpośrednio, bo jakoś nie mam wątpliwości, że trafili w to samo miejsce. Może JK przygrywa im na gitarze?
Jakoś człowiek musi się pocieszać.

Reklamy

Dwa lata

Minęły, a boli tak samo, jakby to były tylko dwa dni.
Wyszedł nowy Pratchett,  którego Joanka chętnie by przeczytała, polując na kolejny czytelniczy orgazm w nadgarstku.
Co kilka dni wciąż coś mi o niej przypomina, nawet głupia pogoda, bo jak ciepło, to byłaby w siódmym niebie – jak ostatnio, w marcową sobotę, gdy było ponad 20 stopni, a ja szłam sobie parkiem i zastanawiałam się, czy nie zostać tylko w krótkim rękawku.
 
Tradycyjnie, JK.

Wielkich upadków więcej /widzieliśmy niż wzlotów

Choć trudno w to uwierzyć, minął już cały rok od tego jasnego, zimnego dnia kwietniowego, kiedy odeszła jedna z najlepszych osób, jakie miałam przyjemność poznać.
Jest to tak samo niesprawiedliwe, jak rok temu. I, niestety, tak samo nieodwracalne. Ale mogę pamiętać, a wspominanie Asi to sama przyjemność, bo była chodzącym pozytywem. Może tylko dla komarów nie miała litości:)

To jej ulubiona piosenka JK, zaraziłam ją nim:)

Już zawsze, słysząc ją, będę myślała o Asi.

Tę też bardzo lubiła.

A na liście przebojów Trójki zawsze kibicowała jednemu utworowi, który, niestety, po kilku latach przerwy powrócił na szczyt dopiero wtedy, gdy nie mogła się już z tego ucieszyć.

Kto ją znał, ten wie:D

W zestawieniu nie może też zabraknąć elementu naukowego, bo Joanka była naukowcem z autentycznego zamiłowania, nigdy nie zapomnę, jak drżała o swoje dyplomowe "grzybki", co to nie chciały rosnąć, i jak się cieszyła, kiedy na stażu, a potem w pracy, dorwała się do swoich ulubionych "zabawek".

Największym sentymentem darzyła jedną, która umożliwiała przeprowadzenie pewnego procesu:)

Posłuchajcie i powspominajcie ze mną.

Nie ma Joanki

A słowa i tak niczego nie zmienią. Już nie doczyta do końca przygód Fandorina, nie posłucha Kaczmarskiego, nie kupi sobie border collie ani nowego szczura, który mieszkałby w klatce Falki, Dżumy i Eboli.Nie zwalczy fobii telefonicznej, nigdzie się już nie zgubi. Nie napisze doktoratu. Nie zje boczniaków ani gonad piklinga, które tak uwielbiała. Nie dostanie czytelniczego orgazmu w nadgarstku. Nie poprawi żadnego błędu ortograficznego.

Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą.

Do ulubionego Orwella też już nie wróci.

Będzie mi jej brakowało.