Kung fu panda – animacja po prostu kapitalna, najlepsza od bardzo dawna, z pewnością przebijająca taki np. Madagaskar. Genialna sekwencja otwarcia, a dalej też bardzo dobrze. W końcu kres tej bezsensownej maniery autorów dubbingu "naszpikujmy tekst maksymalną ilością a) aktualnych i b) "zabawnych" odniesień". Fajna, choć może banalna historia o tym, że każdy może mieć marzenia i je realizować, na przekór własnym ograniczeniom. I właśnie dlatego, że to nie całkiem prawda, takich opowieści nigdy nie za wiele. 8/10
American gangster – autentyczna historia Franka Lucasa, który z wieloletniego kierowcy mafijnego bossa dzięki własnej przedsiębiorczości przeistoczył się we władcę Harlemu. Handlował heroiną przemycaną z Wietnamu w trumnach poległych żołnierzy. Gra go genialny jak zawsze Denzel Washington, a po przeciwnej stronie barykady dostajemy Russela Crowe’a jako "jedynego nieprzekupnego" gliniarza w NY (bez wielkiej przesady). Jedyne, co można filmowi zarzucić, to że jest za długi co najmniej o 40 minut i ma zaburzoną strukturę – nadmiernie rozbudowaną ekspozycję, rozwleczone rozwinięcie i ekspresowe (przez co tracące nieco na wiarygodności) zakończenie. Ale i tak jest bardzo dobry. Co Ridley S., to jednak Ridley S. 8/10