Nie wiem, co to za idiotyczny pomysł, żeby przetłumaczyć tytuł jako Hej, skarbie, ale nie pierwsze to moje zdziwienie translatorskie i nie ostatnie, więc pomińmy.
Film jest ciężki. Bardzo. Tu ostrzegam uczciwie, że lepiej tego nie oglądać, jeśli ma się akurat zły dzień, tydzień, a tym bardziej miesiąc. Bo i bez dodatkowych okoliczności przyrody rzecz daje po łbie.
Trudno mi tu wejść w jakiekolwiek szczegóły, żeby seansu nikomu nie popsuć. Bezpiecznie mogę chyba napisać, że główna bohaterka, 16-letnia, chorobliwie otyła analfabetka z Harlemu (rzecz dzieje się w 1987) na dobry początek zostaje wyrzucona ze szkoły, gdyż jest w ciąży. Drugi raz.
W domu dziewczyna ma prawdziwe piekło, matka praktycznie nie rusza się z kanapy przed telewizorem, z którego to punktu dowodzenia wydaje polecenia, rzuca inwektywami i przedmiotami.
Precious próbuje wyrwać się z impasu, ale tu nie będzie łatwego happyendu, charakterystycznego dla większości amerykańskich produkcji, nazwijmy to, społecznych.
Fabuły nie ma co chwalić, bo to nie zasługa scenarzystów, a Saphire, autorki powieści Push, której Precious jest ekranizacją.
Pochwalić natomiast wypada aktorstwo, zwłaszcza duetu matka-córka. To ich umiejętności dają filmowi taką siłę rażenia.
Nie napiszę, ze lubię takie historie, bo to by było cokolwiek chore. Ale lubię, kiedy film jest czymś więcej niż tylko patrzydłem do zapomnienia 10 minut po seansie.
Polecam, ale każdy ogląda na własną odpowiedzialność.