Też lubię The Big Bang Theory🙂 Aczkolwiek stoję na stanowisku, że dawka optymalna to jeden odcinek dziennie. Jest to też pierwszy amerykański sitcom (na całe dwa, jakie kiedykolwiek oglądałam – drugi to Modern family, którego poziom od drugiego sezonu znacząco i nieustannie spada, co nie przeszkadza mu rokrocznie zgarniać wszystkich możliwych branżowych nagród:>), w którym nie doprowadza mnie do szewskiej pasji śmiech z offu (aż musiałam sprawdzić, czy w ogóle tam jest, bo zwątpiłam, ale tak:P).
Wczoraj skończyłam oglądać pierwszy sezon i bardzo mi się podobał. Zmęczenia materiału nie zanotowano. Najlepsze były odcinki z chorym Sheldonem i z wehikułem czasu oraz z małym geniuszem z Korei Północnej. Czy w dalszych seriach poziom się utrzymuje?