Seriale roku 2014

Normal
0
21

A. NAJLEPSZE SERIALE:

1. Fargo – coś przepięknego, tak powinna wyglądać inspiracja!
Aktorski koncert (trudno wybrać między Martinem Freemanem a Billym Bobem
Thorntonem), mistrzowski czarny humor, genialne dialogi.  Historia Lestera, który od budzącego współczucie
nieudacznika przechodzi na przestrzeni 10 godzinnych epizodów naprawdę długą
drogę, to dla mnie najciekawsza i najbardziej kompletna zeszłoroczna produkcja,
bez dwóch zdań.

2. Boardwalk empire – finałowy sezon przywrócił temu serialowi
świetność z pierwszych serii i udowodnił, że scenarzysta od
początku miał w głowie spójną wizję całości. Bardzo żałuję, że ze względów
finałowych ostatnią odsłonę przycięto o 1/3. Niemniej, wszystkich zachęcam do
zapoznania się z tą niezwykłą historią o Enochu Thompsonie, jego rodzinie,
konkurentach i współpracownikach, powstawaniu amerykańskiej zorganizowanej
przestępczości i – oczywiście – o Atlantic City. Jedna z najlepszych czołówek w
historii telewizji to zaledwie wisienka na piętrowym torcie zalet tej produkcji.
I’m missing you, Nucky!

3. Newsroom – Sorkina bierze się z dobrodziejstwem inwentarza
albo wcale. Ja go uwielbiam, bo ma niesamowitą rękę do postaci i dialogów, nie
przeszkadza mi jego idealizm. Fakt, w trzecim sezonie widać wyraźne pęknięcie
po czwartym odcinku, ale mnie te dwa ostatnie, choć sentymentalne, też się
podobały, a na finałowej piosence miałam oczy „na mokrym miejscu”.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:

1. Olive Kitteridge – jazda obowiązkowa, dlaczego – pisałam
niedawno. Byłaby w topie, gdyby nie to, że kończyły się dwa z moich ulubionych
seriali. Cztery godzinne epizody wywierają niezatarte, choć mocno
przygnębiające wrażenie.

2. The Missing – ośmioodcinkowa koprodukcja brytyjsko-francuska,
z jednym z moich ulubieńców, Jamesem Nesbittem, w roli ojca, który po ośmiu
latach trafia na trop zaginionego syna i z pomocą emerytowanego policjanta,
który uczestniczył w pierwotnym dochodzeniu, doprowadza do wznowienia sprawy.
Trzyma w napięciu, serdecznie polecam.

3. The Affair – nowość od stacji Showtime, do zainteresowania się
którą skłoniła mnie obsada – w najważniejszych rolach Dominic West, czyli
niezapomniany McNulty z The Wire, oraz Ruth Wilson, znana np. z Luthera.
Moim zdaniem bardzo ciekawa obyczajówka, choć niespieszna i od pewnego momentu
nieco bardziej schematyczna, niż się początkowo zanosiło. Niemniej, twórcy nie
powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, zostawiając na kolejny sezon sporo
niewiadomych.

Gdyby nie to, że dwa miejsca zajęły – rzutem na taśmę – świetnie produkcje obejrzane pod koniec roku, byłby tu jeszcze The Knick, który mimo słabszego finału jest niewątpliwie jedną z najciekawszych produkcji sezonu, ze znakomitą główną rolą Clive’a Owena – pioniera nowoczesnej chirurgii uzależnionego od narkotyków. Zdecydowanie warto.

C. KLAPY ROKU (owszem, w tym roku aż 4):

True Detective – to moje największe
serialowe rozczarowanie ubiegłego roku, i to z samego jego początku. Produkcja,
która klimatem i scenariuszem obiecywała bardzo wiele, a zakończyła się w
sposób wręcz żenujący, grzebiący oryginalność bohaterów, wspaniale
wykreowanych, i samą zagadkę.

Finałowy sezon The Killing – to naprawdę bolało. Reaktywacja w
Netfliksie rozbudziła nieuzasadnione nadzieje, a czym się skończyło, pisałam.

Trzeci sezon Sherlocka – nie jest to
bezwstydna próba podbicia statystyk, a jedynie bolesny przykład na to, jak
bardzo popularność może zaszkodzić serialowi, który zmienia się w serię „mrugnięć”
do fandomu. Nie dało się tego oglądać bez zażenowania, a szkoda.

Drugi sezon Hannibala – przypadek ze
zbliżonej parafii, co Sherlock (tylko znacznie gorszy case), ukoronowany
groteskowym finałem. Wielkie rozczarowanie, bo po pierwszym sezonie był tu
spory potencjał na coś naprawdę ciekawego, a teraz mamy festiwal fantazji scenarzysty.

W zasadzie powinni tu być jeszcze The Leftovers, ale na nich wręcz szkoda mi klawiatury.

A jak wyglądają wasze typy?

Dodaj komentarz