Shameless (US)

To jest opowieść o rodzinie. Rodzinie z szóstką dzieci, z których najmłodsze na początku historii nie ma jeszcze dwóch lat. I jako jedyne jest czarnoskóre. Najstarsza z rodzeństwa – Fiona – rzuciła liceum przed maturą, by zaopiekować się młodszymi braćmi i siostrą. Oprócz tego, że zajmuje się ich wychowaniem, musi też zarobić na życie, imając się rozmaitych prac. Co w tym czasie robią jej rodzice, zapytacie? Matka pewnego dnia wyszła i już nie wróciła.
A ojciec? Ojciec, czyli Frank, jest najbardziej barwnym i zarazem budzącym najbardziej sprzeczne odczucia bohaterem tej opowieści. Dzieci przywykły do tego, że się o niego potykają, gdyż rutynowo upija się na sztywno w pobliskim barze Alibi, a innymi używkami też nie pogardza. Za co Frank prowadzi takie rozrywkowe życie? A, tego już dowiecie się, oglądając serial:) Ale jedno jest pewne – w zakresie pozyskiwania środków inwencji mu nie brakuje, przybiera ona często gęsto mocno makabryczne formy. Nasz bohater nie zniża się przy tym do pracy.
Jest to także opowieść o dorastaniu, bo w kolejnych sezonach bohaterowie stają się coraz starsi (szczególnie fajnie obserwować najmłodsze dzieciaki) i zmieniają się ich problemy, frustracje i marzenia. Nie są to jednak nigdy typowe marzenia amerykańskich nastolatków, do jakich przywykliśmy, oglądając inne seriale. Karl marzy o prawdziwym pistolecie i powoduje wybuch w narkotykowym laboratorium babci. Ian marzy o rozwodzie swojego muzułmańskiego chłopaka, ojca dwójki dzieci. Lip modli się o to, by dziecko dziewczyny z sąsiedztwa nie było jego. To zaledwie ułamek marzeń i perypetii Gallagherów. W tym Fiony, która kocha braci i siostrę, ale także – wbrew sobie – zagadkowego Steve’a, choć długi czas boi się mu zaufać.
Powyższy opis mimo moich starań w ogóle nie oddaje natury tego serialu, który w przedziwny sposób potrafi być jednocześnie przygnębiająco realistyczny, przezabawny i wzruszający. Szokujący, gorszący, skłaniający do refleksji i przejmująco smutny. A zaraz potem podnoszący na duchu. Takich seriali jest bardzo mało i nie opuszcza mnie wrażenie, że ten zaplątał się do stacji Showtime tylko przez jakieś karygodnie niedopatrzenie HBO. Choć nie umiem go polecić odpowiednio, uwierzcie, że warto. Cieszę się, że jestem dopiero w połowie trzeciego sezonu:)

Dodaj komentarz