Serialowisko 2016

Wzięłam sobie dziś jeden dzień urlopu, konstruując w ten sposób długi weekend majowy, i choć oczywiście powinnam robić coś innego (czytać i oceniać opowiadania), stwierdziłam, ze to pora dobra na mocno już zaległy wpis serialowy, bo niedługo całkiem pozapominam, co obejrzałam, a jest w tym zestawieniu kilka pozycji zdecydowanie wartych uwagi.

American Crime
– to produkcja ABC, choć, patrząc na poziom, ciężko w to uwierzyć. Dwa sezony, każdy ma 10 odcinków i jest poświęcony innej sprawie. Co ciekawe, w drugim powracają w znacznej części aktorzy z pierwszego, poobsadzani w rolach zupełnie innego rodzaju. Szczerze mówiąc, trudno się o tym serialu pisze, bo każde słowo na temat fabuły to może być za dużo. Sprawa z pierwszego sezonu – biały chłopak ginie w strzelaninie, a jego partnerka jest w ciężkim stanie. Podejrzenie o sprawstwo pada na czarnego narkomana. Szybko jednak okazuje się, że nic w tej układance nie było takie, jak się wydawało – ofiary nie były wzorowymi mieszkańcami przedmieścia, ale dilerami. A potem jest tylko ciekawiej i bardziej przejmująco. W drugim sezonie młody chłopak pada ofiarą gwałtu na imprezie. Pochodzi z niższych sfer, ale dzięki stypendium uczęszcza do elitarnej prywatnej szkoły. Placówka próbuje zbagatelizować sprawę i zwalić winę na ofiarę, bo piła alkohol. Z czasem okazuje się, że ofiara mimo wszystko bez winy nie była. Największą siłą tego serialu jest jego scenariuszowa niebanalność i odwaga. Stałe podpuszczanie widza, łapanie go w pułapkę stereotypowego myślenia i uświadamianie w następnej chwili, że stereotyp jest błędny i płytki, a rzeczywistość wielowymiarowa. Naprawdę gorąco polecam!

Okupowani – norweskie political fiction ze scenariuszem Jo Nesbo, na które oczywiście napaliłam się jak szczerbaty na suchary. I cóż mogę powiedzieć? Troszkę się jednak zawiodłam. Im dalej w fabularny las, tym większy rozbrat z prawdopodobieństwem wydarzeń i psychologii postaci, choć oczywiście całość jest wciągająca, trzyma w napięciu i ogląda się bardzo dobrze. Najciekawsza jest chyba jednak sama idea wyjściowa, po wydarzeniach na Krymie i w Donbasie już bynajmniej nie czysto fantastyczna – scenariusz aksamitnej okupacji sytej Norwegii przez bezwzględną Rosję (wspieraną zresztą przez UE! A wszystko za sprawą lobby energetycznego…). Premier z partii Zielonych jest gotów pójść na daleko posunięte ustępstwa, by podtrzymać fikcję pokoju. A gdy orientuje się, że zabrnął po szyję, dawno jest za późno. Oprócz rządu i służb bezpieczeństwa są także losy jednostek – sędzi, dziennikarza, właścicielki restauracji. Każdy próbuje się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości, a nie wszystkim ugodowa linia rządu przypada do gustu. Szkoda, że całość nie zamknęła się w jednym sezonie.

The Jinx. Życie i śmierci Roberta Dursta – to z kolei bardzo dobry serial w formule dokumentalnej, o mocno przygnębiającej wymowie, jeśli chodzi o funkcjonowanie amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Historia potomka rodu bajecznie bogatych nowojorskich deweloperów, który w ciągu swojego długiego życia najprawdopodobniej (i jest to prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, serio) zamordował co najmniej trzy osoby, w tym swoją młodą żonę. Choć jednak było mnóstwo dowodów i obciążających poszlak, w niektórych sprawach nawet nie postawiono mu zarzutów, a tam, gdzie zostały postawione, został ostatecznie uniewinniony. W każdym razie autorzy tej serii wykonali mrówczą pracę, zestawiając całą historię z dostępnych materiałów i rozmów z żyjącymi uczestnikami opisywanych wydarzeń, w tym samym Durstem (! po obejrzeniu tego wywiadu trudno się śpi, bo, serio, nie trzeba być geniuszem pokroju Lectera, okazuje się, że można być bezczelnym idiotą, przekonanym o własnej bezkarności, bo jeśli tylko ma się dostatecznie dużo pieniędzy, przekonanie to wcale nie jest błędne…). Bardzo polecam, robi piorunujące wrażenie.

American Crime Story to nowy projekt Ryana Murphy’ego, kolejna antologia, której pierwszy sezon poświęcony jest sprawie O.J. Simpsona. Historia znana każdemu, kto choćby pobieżnie interesował się kiedykolwiek kryminalistyką, tutaj dość intrygująco rozebrana na czynniki pierwsze. Znakomicie dobrana obsada, w tym Travolta w roli cynicznego prawnika O.J.-a (z twarzą aktora wydarzyły się jakieś straszne rzeczy, ale grać wciąż potrafi pierwszoligowo). Aczkolwiek muszę przyznać, że przedprocesowa część serialu była zrobiona znacznie ciekawiej i bardziej dynamicznie, po rozpoczęciu postępowania sądowego, paradoksalnie, mocno siadła twórcom dramaturgia. Troszkę się podratowali w ostatnim odcinku, ale było już za późno na odrobienie wszystkich strat. Niemniej, warto i naprawdę wciąga, choć niewesołe wnioski zbliżone jak przy The Jinx.

The Night Manager – brytyjska adaptacja prozy Johna Le Carre, z Tomem Hiddlestonem, Hugh Lauriem i Olivią Colman w rolach głównych – nie potrzebowałam dodatkowych zachęt:) Niestety, mimo świetnego aktorstwa i pięknych zdjęć oraz muzyki, bardziej niż trochę słabuje tu scenariusz, co zapewne jest winą literackiego pierwowzoru, ale nie przesądzam, bo nie czytałam. W każdym razie drażniły mnie niby klasyczne dla tego typu literatury motywy, jak motywacja głównego bohatera i jego późniejszy, narażający los całej operacji, romans. A nade wszystko liczne fabularne mielizny, bo czasami rozwleczone to jest wręcz bezlitośnie. Ale temu zestawowi aktorów wiele mogę wybaczyć:)

Dodaj komentarz