Nie wiem, jak to się stało, że nie obejrzałam Lakieru do włosów wcześniej. Jest to musical tak niesamowicie odjechany, a zarazem pozytywny, że po prostu muszę go polecić.
Może i faktycznie część "przesłania" dotycząca segregacji rasowej jest obecnie przestarzała, a radosny pean na cześć akceptacji różnorodności sztucznie hurraoptymistyczny…ALE:
-> piosenki są w przygniatającej większości świetne (z akcentem na I hear the bells i You can’t stop the beat – polecam zwłaszcza fragment od 2:10)
-> idealne trafienie obsadowe, jeśli chodzi o główną bohaterkę, która świetnie śpiewa, tańczy i jest bardzo naturalna
-> z każdej klatki czuć frajdę, jaką aktorzy mieli przy kręceniu oraz ich dystans do samych siebie
-> John Travolta w roli matki bohaterki przechodzi przemianę wewnętrzną:P
-> można umrzeć ze śmiechu
Myślę,że,biorąc pod uwagę depresyjną pogodę za oknem, jest to idealny seans na teraz. Prawie dwie godziny mijają kompletnie niepostrzeżenie. I nie sposób nie poprawić sobie nastroju.
P.S. Czy ktoś zorientowany może mi wyjaśnić, o co chodzi z tym kultem Zaca Effrona?