Masters, I hate you

Poczekałam cierpliwie, aż Showtime zakończy emisję powszechnie chwalonego pierwszego sezonu Masters of sex. Dzięki temu mogłam się spokojnie delektować całością, co zajęło mi zaledwie parę dni, bo serial jest naprawdę interesujący i godny polecenia. Może nie pierwsza liga, ale na pewno czołówka drugiej i spory potencjał na przyszłość. Choć chyba dobrze się stało, że Virginia Johnson, druga połowa pionierskiego tandemu badań nad ludzką seksualnością i asystentka (przynajmniej początkowo) Billa Mastersa, nie doczekała premiery (zmarła w lipcu tego roku). Jakoś bowiem nie wydaje mi się, żeby twórcy scenariusza wiernopoddańczo trzymali się faktów.
Tym niemniej, obraz stosunków międzyludzkich, wyłaniający się z serialu, jest przekonująco zróżnicowany i autentycznie zajmujący (czego np. nie dało się powiedzieć o zdecydowanej większości pierwszego sezonu Mad men, która była tak przeraźliwie nudna, że prawie mnie pokonała, przy całym uwielbieniu, jakie mam dla późniejszych odsłon).
Oczywiście, regularnie szlag mnie trafiał z powodu zachowań samca alfa w wykonaniu niby to postępowego, oświeconego Billa Mastersa, ale taka najwyraźniej była intencja twórców. Oświecenie zawodowe nie przekłada się na oświecenie prywatne, można z wielką swobodą wmawiać żonie, że to ona ma problemy z płodnością, dawać w ryj i łamać karierę koledze, który ten problem rozwiązuje, zachowując się zgodnie z lekarską etyką, a także szantażować zwierzchnika ujawnieniem jego orientacji seksualnej, by uzyskać zgodę na badania.
Wszelkie próby wybielenia Mastersa (ciężkie dzieciństwo, bierna matka, problemy emocjonalne) w mojej ocenie spełzają na niczym. Ale postać tak jednoznacznie negatywna na pierwszym planie zdarza się rzadko i sama w sobie stanowi interesujące novum.
Najgorszym elementem całego sezonu jest w tym kontekście, niestety, scena finałowa, która pasuje do konstrukcji całości jak pięść do nosa. Pozostaje mieć nadzieję, że kontynuacja bardziej przypominać będzie resztę pierwszego sezonu. Z pewnością jest to jedna z najciekawszych – jak do tej pory – serialowych premier tego roku. Warto zwrócić na nią uwagę.