Jako że front książkowy zablokował tymczasem Tai-pan (nie na długo, zostało mi już zaledwie 180 stron), krótka opinia o zakończonych odsłonach śledzonych przeze mnie serii. Narobiło się tego, cholewka:/
1. UPADKI:
Californication – w trzecim sezonie dobre dosłownie dwa odcinki
(ten z mieszkaniem i ostatni), uleciał z tego cały urok a zostało toporne soft porno. Raczej się żegnamy, chyba że usłyszę jakieś niesamowite zachwyty nad kontynuacją.
Damages – pisałam niedawno o trzecim sezonie. Dla mnie to z pewnością ostatni. Polecam jedynie genialną pierwszą odsłonę.
Desperatki – z nimi jest dziwnie, bo choć główna intryga sezonu dziurawa i właściwie bez sensu, to teksty, epizody, wątki poboczne częstokroć wymiatają. Ale spadek formy jest wyraźny.
2. TENDENCJA SPADKOWA:
Bracia i siostry – no, wymyślają bez ładu i składu. A już ukoronowaniem wszystkiego megadramatyczny finał i skillowanie mojego ulubionego bohatera. W ogóle ilość nieszczęść per Walker przerosła już nawet moją tolerancję.
House MD – pisałam wcześniej. Zero House’a w Housie i Huddy na dodatek:/ Największe rozczarowanie roku.
Private practice – kończą im się pomysły, to łatają dramatami. Sezon mocno nierówny, ze wskazaniem na minus. Zwłaszcza za wątek Violet i finał.
Criminal minds – kończą im się ciekawi zabójcy. Ponoć za rok startuje spin-off z Whitakerem, ale ciemno to widzę. Klasyczne oznaki wypalenia formułki.
3. TENDENCJA WZROSTOWA:
The Mentalist – sezon drugi zdecydowanie lepszy od pierwszego, zaistniały w końcu jakieś postaci poza Janem i Lisbon, a i scenariusze nieco mniej przewidywalne (z akcentem na nieco). Niepotrzebnie nakombinowali w finale, ale niech im będzie.
Castle – j.w., z tym, że tutaj z kolei scenarzyści przeginają nieproporcjonalnie z kombinowaniem w intrygach prostych jak konstrukcja cepa. Wielki plus za zaskakujący finał.
4. WZLOTY:
Breaking bad – świetny sezon, wg mnie najlepszy z dotychczasowych, podziwiam finezję scenarzystów, wygrywających pięknie drobne szczególiki i rekwizyty. Co nie zmienia faktu, ze za finałowego cliffhangera mam ochotę ich powiesić!
Dexter – zdecydowanie najlepszy z dotychczasowych sezonów, głównie za sprawą zmiany perspektywy narracyjnej (sprawca znany od początku) i genialnego Johna Lightgowa w roli tegoż sprawcy. Choć finał, mimo że efektowny, może się okazać samobójczym strzałem, bo naprawdę nie wiem, jak zamierzają się z tego wygrzebać.
5. DYLEMAT KRÓLA DEZMODA (sama nie wiem, co o tym myśleć):
Nurse Jackie – są motywy genialne i bardzo słabe (Eddie zaprzyjaźniający się z mężem Jackie). Nieźle w każdym razie namieszali w finale i jestem ciekawa, co będzie dalej.
Grey’s Anatomy – pierwsza połowa sezonu dramatycznie słaba, później nieco lepiej, a finał przegięty nawet jak na standardy melodramatyzmu właściwe tej produkcji. Ale NIE skillowali mojego ulubionego bohatera.
Glee – jedyna serialowa nowość w tym sezonie. Okazała się nie tym, na co się zapowiadała i w sumie raczej rozczarowała, choć ostatni odcinek poprowadzili nadspodziewanie ładnie.
Tak, wiem. Oglądam jakąś chorą liczbę seriali. W tym jeszcze Tudorów, którym do końca brakuje 2 odcinków. Jak znajdę pracę, to pewnie przytnę listę. Wasze typy na hity/kity roku?