Nie chcieliście dyskutować o 24, za karę bedę smęcić, bo już daaawno tego nie czyniłam.
Już jak obudził mnie telefon o 6:58 wiedziałam, że dzisiejszy dzień nie będzie dobry. Ba, nawet wcześniej, podczas snu, w którym przez całą noc gonili mnie sługusi młodego Ludwika XIV, by, z przyczyn, które pominę, schwytać mnie i niezbyt szybko zbawić żywota:P Nicto, Baśka, nicto. Wstałam jakieś 3 godziny później, bo ja uparta sztuka jestem, a tu się okazało, czemu zmory mnie dusiły – za oknem 52 C w cieniu. Po wczorajszych 22 C był to dosyć bolesny skok jakościowy:/ A ja musiałam wstać rześka jak skowronek i przygotować 40 stron po francusku na zaliczenie lektoratu, bo wczoraj już nie byłam w stanie choćby pomyśleć o nauce.
Myślę se: zjem jakieś szybkie śniadanie, coby zacząć trybić. I tym oto sposobem prawie że amputowałam sobie kciuka prawego w warunkach domowych, za pomocą konserwy pod tytułem makrela w sosie pomidorowym. Krew ładnie się komponowała z pomienionym sosem na talerzu, tyle dobrego:P Nie wiedziałam, cholera, że opuszki są tak świetnie ukrwione. Mimo tamowania wszelkimi sposobami, obwiązywania etc., gówno co chwilę się rozrywało (szczęściem nie bolało, bo nie na zgięciu:). Skutkiem czego drogę mą na zaliczenie znaczyła posoka:P Musiałam iść z zaciśniętą dłonią, jak idiotka i co parę metrów przystawać,by z grubsza przetrzeć jej wnętrze. Łatwo się domyślić, że na zaliczeniu myślałam głównie o tym, żeby nie uwalać indeksu:P Bogowie wiedzą, co wstąpiło w Jolkę, że dała mi 5:O Prędzej bym się nie wiem czego spodziewała.
Potem, wciąż smętnie krwawiąc, udałam się po wpis z prawniczego francuskiego sprzed dwóch miesięcy. 40 minut oczekiwania pod salą urozmaicałam sobie, testując nowe ciekawe sposoby powstrzymywania krwawienia:P Wpis zdobyłam, krew przestała płynąć.
Na fali powodzenia udałam się po zakupy (NAPOJE! kto by tam jadł w taki upał:>). Oczywiście,żeby nie było za przyjemnie, siatka rozerwała opuszek ponownie, a w dodatku raczyła rozerwać się. Na szczęście w porę spostrzegłam i jakimś cudem nic nie wypadło.
W domu, w skrzynce e-mailowej, czekały na mnie 2 niemiłe niespodzianki. Egzamin ze szkoły prawa, który wg mnie samej napisałam najlepiej z wszystkich czterech, wg prof. Pierre’a zaliczyłam zaledwie warunkowo. Poza tym wysłałam pewną e-malię nie z tego adresu, co trzeba, bo chciałam, żeby szybciej doszła. W nagrodę wariacja na temat mojej podstawówkowej ksywy została wybrechtana w emalii zwrotnej i mam podstawy podejrzewać, że na tym się nie skończy.
Jakby tego było mało, wszyscy mają wolne, a ja w piątek w samo południe mam kolokwium zaliczeniowe z procesu karnego, na które dzisiaj nie byłam w stanie zrobić nic. Zostaje dzień jutrzejszy.
Zapewne nie będzie gorszy od dzisiejszego – always look on the bright side of life:P