Nie jest pierwszy tom Temeraire żadnym odkryciem Ameryki. Ale, na litość, to nie wada! Nie w przypadku literatury tak klasycznie baśniowej, wzruszającej i ujmującej. Nie u autorki tak sprawnej stylistycznie, że jedyne porównanie ze zbliżonej bajki, jakie mi się nieodparcie nasuwa także poprzez wybór miejsca i czasu akcji (Anglia, wojny napoleońskie), to Suzanne Clarke. A to jest bardzo nobilitujace porównanie.
Jako wielbicielce literatury przygodowo-historycznej, a także, nieustająco, baśni, czytało mi się Smoka JKM znakomicie i gorąco go polecam. Ale chyba faktycznie bardziej damskiej części publiczności, bo, choć sama zwykle uważam podzial targetu na płcie za bezsensowny, jak wszystko, co arbitralne, to jednak sentymentalizm tej historii moze być jedną z przyczyn, dla których, mimo zgody co do zauważalnej schematyczności postaci i przewidywalności akcji, nie jestem w tym przypadku opiniokompatybilna z Vaninem:)
***
Jednocześnie donoszę, że z recenzenckimi wychodzę powoli na prostą, jabadabadu:D Na chwilę obecną do "odhaczenia" zostały mi jeszcze:
1) Sanderson "Elantris"
2) Miłość staropolska.
3) I. Rankin "Zaułek szkieletów"
4) M. Mortka "Świt po bitwie"
5) M.L. Kossakowska "Ruda sfora" (z F)
+ 3 tytuły z Przesyłki, Która Jeszcze Nie Nadeszła:D