Flawless victory!

Pamiętacie jeszcze Mortal Combat?:D Pożyczyłam stamtąd to określenie, bo drugi rok z rzędu kontrolna wizyta u dentysty nie wykazała ŻADNYCH ubytków:)) Takie całkiem bezkrwawe to zwycięstwo nie było, bo zafundowałam sobie pierwsze w życiu piaskowanie (ciekawe, acz niemal bezbolesne doświadczenie:>).

Zatem – jest super i właściwie o nic mi chwilowo nie chodzi. House-omania kwitnie (TVP 2 dała wczoraj drugi odcinek, ja jestem po 8-ym:>). W dodatku wczoraj dotarł nowy Pratchett, jedyny, którego nie czytałam w lengłydżu. Jestem w połowie i gorąco polecam – cykl Śmierci utrzymuje tendencję zwyżkową:)

A, i jeszcze na zdjęciach z Polconu wyszłam – jak na siebie – wyjątkowo dobrze. Na żadnym nie zamknęłam oczu, a tylko na jednym wyglądam jak narkomanka na głodzie:> To fakt bez wątpienia warty odnotowania.

Oddalam się korzystać z resztek wakacji.

Dodaj komentarz