Co u mnie?

Zapytacie. Zasadniczo nic nowego – odpowiem. Jednak, po zastanowieniu:

1) Wczoraj mieliśmy Andrzejki. Pozytywnie zakręcone, łącznie z laniem wosku (i innych substancji, acz racjonalnie). Z wosku wyszła mi podobno Australia (bez Oceanii). Jako że raczej wątpię w możliwość niespodziewanego wyjazdu na całą zimę w te wspaniałe termicznie okolice, zinterpretowałam to sobie poprzez pryzmat Pratchetta, jako przypomnienie o no worries. Ponadto dzisiaj mam refleksję, że powinnam częściej obcować z alkoholem, gdyż na drugi dzień noga mi się znacząco poprawia. Bo znosi napięcie, to mogę pomachać i coś tam sobie na lepsze poprzestawiać. ZAPAMIETAĆ!

2) W Wiedźminie utknęłam na amen pod koniec V aktu, nie umiem zabić Kościeja. Jest to raczej przykre, bo nie będzie mi dane poznać zawartości epilogu, a zaszłam już tak daleko:/ Ale cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. To i nie jest:/

3) Z innych spraw, nie mam cienia pomysłu na prezenty świąteczne. Szczęśliwie spłynęło nieco kassy, a na pomysły jeszcze trochę czasu jest. Święta, jakie by nie były, i tak będą o 7 nieb lepsze od zeszłorocznych:)

4) Tymczasem trzeba jakoś przetrwać te 3 tygodnie, a mnie ogarnął marazm i niechciejstwo, pewnie dlatego, że mam za mało roboty. Brzmi to paradoksalnie, ale gdybym miała jej więcej, to nie miałabym czasu, żeby się nad rozmaitymi bzdetami zastanawiać. Np. nad tym, jak bardzo mi się nie chce i na co by tu też dziś nie pójść.

5) Twardo biję własne rekordy w jeździe na rowerku stacjonarnym – jeden z nielicznych ostatnio powodów do samozadowolenia. Na ten przykład wczoraj udało mi się złamać magiczną barierę 7 minut (6:52) na 3 km. Poza tym jednakowoż nadaję się chyba raczej na złom, bo co naprawimy jedną usterkę, wyskakuje inna w miejscu najbardziej nieoczekiwanym. Szaman ma mnie już dosyć (w sensie utyskiwań i negatywnego nastawienia) i nawet częściej chwali, bo mysli, że to może pomoże. W sumie mu się nie dziwię, sama też pod tym względem mam się dość coraz częściej.

6) Na pociechę czytam sobie Książkę dla dzieci Akunina. Fajna, ale, czytając głównie wieczorem, po niewielkich fragmentach zasypiam. Teraz weekend, powinnam ruszyć z miejsca. Zwłaszcza że robię sobie wolne od grania:> Postanowienie na dziś: spłodzić reckę Clarke, zanim do reszty ją wyprę, a ta szczęsna chwila jest już bliska.

7) A! Byłabym zapomniała! Dostałam misia ostatnio – niespodziewanego, acz bardzo miłego:) Trzeba go jakoś nazwać, ale, cokolwiek przyjdzie mi do głowy, wydaje się strasznie pretensjonalne…pomożecie? 

Dodaj komentarz