Oh, my!

Święcę święto pracy najgorliwiej jak się da. Nie do końca tak miało być, ale jest nieźle. Choć Największy Diabelski Młyn w Europie zawiódł mnie zaiste niebotycznie – żadnego skoku adrenaliny, chyba rzeczywiście jestem bardziej risk lover niż sądziłam. W ostatnich dniach miałam okazję odrdzewić nieco resztki mojego speaking English i ze zgrozą odkryłam, że nie istnieje jeszcze bardziej niż sądziłam. Nie mogę dopuścić, żeby francuskiemu przydarzyło się to samo.

Przebrnęłam w końcu przez Novik, a teraz Sprzedawca broni Hugh Lauriego, lektura z jednej strony trudna, bo tak podobna do mojego własnego pisania (skupienie na narracji, przeładowanie, słaby pomysł na fabułę), a jednak przyjemna, w końcu zaczęła się bowiem rozkręcać i może coś z niej jeszcze, poza przygarścią genialnych cytatów, wyniosę.

The Tudors 2 utrzymują niezłe tempo, Desperatki po jednym odcinku tragicznym i jednym średnim teraz weszły zdecydowanie na wznoszącą, a The Reaper w ostatnich czterech odsłonach złapał niezbędny "drugi oddech".Z ostateczną opinią na temat 4 sezonu House M.D. poczekam jeszcze te trzy tygodnie, na emisję wszystkich postrajkowych dokrętek.

I tyle, trzymam pewną kategorię myśli na dystans ostatnio, bo jakby mnie dopadły, to chyba nie byłoby co zbierać, a może i nie byłoby komu? Po co ryzykować?

Dodaj komentarz