Pomiędzy cegłami

W tym miesiącu moje czytelnictwo wygląda straszliwie ubogo – pewnie najgorzej od roku. Przyczyna jest prosta – oprócz pracy poświęcam się również lekturze licznych ustaw, wierząc naiwnie, że trzy miesiące pilności dadzą mi szansę na odmianę w życiu zawodowym. Oprócz tego, nauczona zeszłorocznym doświadczeniem, po każdej partii materiału rozwiązuję też testy. Nie zostaje mi wiele czasu czy sił (bo chęci nie brak) na czytanie, ale nadrobię to w październiku.
W tych nielicznych chwilach, które "wyrywam" na rozrywkowe literki, z obowiązków recenzenckich zdołałam umęczyć drugi tom Pellinoru, czyli Zagadkę (kontynuacja historii niewolnicy z nędznego i okrutnego sioła, o którym to fascynującym koncepcie – okrucieństwa sioła, znaczy się – zdaje się kiedyś tu pisałam:).
Ponadto jestem na jakiejś 630 stronie Szoguna (właśnie Blackthorne po raz kolejny uratował Toronadze życie w czasie trzęsienia ziemi). Nieustannie boleję nad tym, że nie mogę rzucić wszystkiego i skończyć w 4 dni. Jestem jednak heroiczna i obowiązkowa.
Na liście obowiązków teraz – mam nadzieję – przyjemny, czyli Reamde Stephensona. Zamierzam napocząć dziś lub jutro. Stąd więc cisza na blogu. Ale już niedługo:)

Dodaj komentarz