Czarne

Wychodzi dzisiaj. Prapremiera była na Polconie. Ja zdążyłam już przeczytać całość dwa razy. I powiadam wam: naprawdę warto. Ta książka zachwyca wszystkim: językiem, nastrojem, drobiazgową konstrukcją, świeżością i wielowymiarowością pomysłu, wielością możliwych interpretacji.
Tylko że ta książka wymaga nieśpiesznego czytania. Uważnego. Ze zrozumieniem. I dwukrotnego co najmniej. Co, niestety, najprawdopodobniej skazuje ją na niszowość. Blurb w ogóle nie przystaje do zawartości. Nie jest to też romans (jak usłyszałam taką tezę z ust wydawcy na prapremierze, to się prawie załamałam, choć rozumiem, ze jakoś rzecz sprzedać trzeba).
Jest to natomiast coś nowego w twórczości Anny Kańtoch. Czytane przeze mnie przedpremierowe recenzje, których jest masa, całkowicie rozmijają się z moim odbiorem tej pozycji. Wszystkie koncentrują się na pierwszej warstwie, jednym z wielu problemów (czy bohaterka jest chora psychicznie, czy też nie) i nawet nie próbują sięgać głębiej. Rozwiązać innych zagadek.
Zachęcam do podjęcia takiej próby i zgłębienia wszystkich wymiarów Czarnego.
Dla ludzi, którzy uciekają na sam dźwięk słowa: fantastyka, mam informację: to nie jest typowa fantastyka gatunkowa. To po prostu dobra, oryginalna, wymagająca i skłaniająca do myślenia literatura. Przynajmniej od trzech lat nie czytałam lepszej pozycji polskiego autora (bez podziału na gatunki). Tutaj napisałam więcej na jej temat.

Dodaj komentarz