Osiołkowi…

Strasznie nie lubię sytuacji, gdy mam pozaczynane dwie książki, a każda ciekawa. Mimo to ciągle sobie je aranżuję. Prawie nigdy nie zdarza się, żebym miała "na warsztacie" tylko jeden tytuł. Przeważnie jednak nie mam problemu z wyborem, jest jakaś różnica, czy to w poziomie poszczególnych pozycji, czy w moim nastroju, który decyduje o bieżących preferencjach gatunkowych. Czasem tzw. okoliczności przyrody (termin oddania recenzji) decydują za mnie. Aktualnie termin jeszcze daleko, bo recenzja przedpremierowa,  a ja całkiem niepotrzebnie zaczęłam wczoraj do poduszki Uwikłanie Miłoszewskiego, które bardzo mi się spodobało. Ale Cienioryt, utrzymany w moich ukochanych klimatach płaszcza i szpady, też mi się podoba. I tak to właśnie tworzę sobie "problemy".

Też wam się to zdarza?

Dodaj komentarz