Seriale roku 2013

Nikt mnie nie lubi i nie komentuje moich zestawień, to sobie na pociechę zapoczątkuję nową świecką tradycję. Właściwie aż dziw, że wcześniej nie było serialowych podsumowań, bo praktycznie nie ma dnia w roku, żebym nie obejrzała odcinka jakiejś produkcji. Może skala własnego uzależnienia mnie onieśmielała:)
Ameryki tu odkrywać nie zamierzam, co uczciwie zaznaczam.

A. NAJLEPSZE SERIALE:

1. Breaking bad – w tym roku wybór był wyjątkowo prosty, bo jeden z najlepszych seriali w historii telewizji – bez grama przesady – zakończył się niemalże idealnie. Jeśli ktokolwiek jeszcze nie widział historii przejścia nauczyciela chemii na Ciemną Stronę Mocy, powinien niezwłocznie nadrobić tę zaległość.
Na zachętę zamieszczam pieśń o alterego głównego bohatera, trzęsącym amfetaminowym biznesem Heisenbergu. Tak precyzyjnie rozplanowanego scenariusza nie spotyka się często, podobnie jak tak wirtuozerskiej aktorskiej gry.

2. Bron/Most nad Sundem – zdecydowanie serialowe odkrycie roku. O pierwszym sezonie pisałam w lipcu. Następnie zaszło zaś coś, czego, szczerze powiedziawszy, nawet się nie spodziewałam. Wyemitowano mianowicie sezon drugi, który okazał się, moim zdaniem, lepszy od pierwszego. Tak, trudno mi było w to uwierzyć, ale, mimo poprzeczki zawieszonej bardzo wysoko, scenarzystom udało się przeskoczyć samych siebie i skonstruować jeszcze lepszą intrygę (a przynajmniej bardziej wiarygodną, gdy chodzi o motywację sprawcy). Prawdziwa perełka, która ma już wersję US (The Bridge) i UK (The Tunnel). Ja jednak polecam oryginał – prawdziwa Saga jest tylko jedna.

3. House of cards – i tu również decyzja nie nastręczała trudności. Netflix rozpieścił widzów, dając im całą tę historię o niepohamowanej żądzy władzy (czy raczej jej pierwszą odsłonę) za jednym zamachem. Jest to adaptacja brytyjskiej produkcji, jak fama głosi, lepszej. Tym razem jednak wybieram wersję US, z prostego powodu – Kevin Spacey inside. Walentynki 2014, kiedy to premieruje druga seria, będą wyjątkowo pięknym dniem. Na zachętę trailer.

B. PREMIERY WARTE UWAGI:

1. Broadchurch – kryminał z zacięciem socjologicznym, wyróżniający się precyzyjną konstrukcją intrygi. Brytyjski. Więcej tutaj.

2. Masters of sex – obejrzane rzutem na taśmę pod koniec roku, za to od razu w całości. I omówione.

3. Dates – bardzo dobry brytyjski serial. W każdym odcinku obserwujemy inną randkę. Niektóre postaci powracają. W 23 minutach twórcy potrafią zawrzeć sporo napięcia i zaskoczeń. Mam nadzieję, że produkcja dostanie kolejny sezon.

C. KLAPA ROKU:

Finałowy sezon Dextera – to naprawdę bolało. Po świetnych dwóch pierwszych sezonach i znakomitym wręcz czwartym, scenarzyści rozpoczęli systematyczne zarzynanie kury znoszącej złote jaja. Dexter z pierwszego sezonu zabiłby Dextera z ostatniego sezonu. Sam finał można podsumować tylko w jeden sposób (uwaga – w pewnym sensie jest to spoiler) – tadam.

A jak wyglądają wasze typy?

P.S. Dzisiaj wraca Justified!:D

Dodaj komentarz