Siła niższa Marty Kisiel – jakkolwiek autorkę bardzo lubię, cenię jej styl i intertekstualność, to – przy całej sympatii dla bohaterów Dożywocia – czytanie kontynuacji było ciężkim doświadczeniem. Za dużo tam tego humoru, zbyt nachalnego jak dla mnie i w większości zupełnie nie w moim typie, a za mało fabuły (już chyba nawet Dożywocie miało jej więcej). Doczytałam w sytuacjach przymusowych typu poczekalnie, łącznie męczyłam się trzy tygodnie, ale nie mogę, niestety, z czystym sumieniem powiedzieć, że dla cameo nieszczęsnego Panicza Szczęsnego było warto. Trzecie i ostatnie spotkanie z twórczością autorki.
Konklawe Roberta Harrisa to taka solidna rozrywka, którą dobrze się czyta, błyskawicznie i z zaangażowaniem w fabułę, ale po zakończeniu lektury nie zostaje z niej za wiele. Mocno przewidywalna, choć, przyznaję, końcowy twist mimo wszystko zdołał mnie zaskoczyć. Być może zabrzmi to dziwnie w kontekście rozgrywek między kardynałami zamkniętymi w Kaplicy Sykstyńskiej – idealna wakacyjna lektura. Ale osobiście wolałam bardziej monumentalne i cięższe gatunkowo dzieła tego autora.
Krwawe zwierciadło Brenta Weeksa, czyli czwarty tom rozrastającej się w nieskończoność sagi Powiernika Światła, trafiło na idealny moment, kiedy potrzebowałam odmóżdżenia przy nieskomplikowanej, a dynamicznej rozrywce. W pierwszej lidze rozrywkowej fantasy autor chyba nigdy nie zagra, ale jak na drugą cały czas się wyrabia. Wchodzi to jak woda i tak samo wychodzi, ale widać też wyraźnie, że wody wydłużającej cykl wylano na tych stronicach sporo. Największą zaletą było umieszczone na początku streszczenie poprzednich tomów, bo choć mniej więcej pamiętałam fabułę, to mniej więcej jest w tym zdaniu kluczowe:) Jeśli komuś podeszły poprzednie części, to najnowsza trzyma poziom.
Kiksy klawiatury Terry’ego Pratchetta, czyli drugi, po Mgnieniu ekranu, zbiór tekstów pisanych na różne okazje. Chwilami miałam wrażenie, że to już skrobanie po dnie szuflady, pewne motywy często się powtarzały, ale i tak sporo było ciekawych tekstów, oferujących wgląd w biografię, formację kulturalną i walkę z chorobą jednego z moich ulubionych autorów. Według mnie warto.
Ma być czysto Anny Cieplak to obyczajówka o współczesnych nastolatkach – z gorszej dzielnicy oraz tzw. dobrego domu – i macosze jednej z nich. Skusiłam się pod wpływem pełnych zachwytów recenzji, jakaż to książka nie jest realistyczna i jak to nie oferuje bezpośredniego wglądu w psychikę młodzieży. Cóż mogę powiedzieć – albo recenzje były na wyrost, albo ja mam większe wymagania (i inny ogląd rzeczywistości) niż większość recenzentów z wielkich miast. Nie są dla mnie żadną rewelacją twierdzenia, że mieszkanie w gorszej dzielnicy to nie to samo, co patologia, a życie gimnazjalistów toczy się głównie w mediach społecznościowych i seks nie jest dla nich tematem tabu, podobnie jak używki. Ogólnie powieść w porządku, choć w swoim realizmie wg mnie mocno powierzchowna. Można, ale nie trzeba.