Innego końca świata nie będzie (M.R. Carey, Pandora)

Powieść, o której chciałabym dzisiaj opowiedzieć, jest pierwszą, której w tym roku dałam maksymalną ocenę. Lubię myśleć, że to o czymś świadczy, bo wyrosłam z szastania maksami. Jednocześnie będzie mi niesamowicie trudno napisać o niej coś konkretnego na poziomie fabularnym, ponieważ fakt niejako podstawowy na temat Melanie, głównej bohaterki całego zamieszania (dziewczyny ze wszystkimi darami, zgodnie z oryginalnym tytułem) – byłby zarazem niewybaczalnym spoilerem. Na ogół nie mam zbyt ortodoksyjnego podejścia do zdradzania niektórych informacji na temat fabuły, ale w tym wypadku pomysł autora w dużej mierze bazuje na utrzymaniu czytelnika w niewiedzy najdłużej, jak to możliwe. Jest to istotne, by odbiorca mógł prawidłowo i w pełni, zgodnie z planem Careya, przeżyć niesamowite czytelnicze doświadczenie. Ja sobie jego część odebrałam, bo nadziałam się na spoiler w opiniach na Goodreads. Nie wpłynęło to zasadniczo na mój końcowy zachwyt, ale sama nikomu nie chcę wyświadczać takiej niedźwiedziej przysługi. Zatem krótko – ze światem stało się coś niedobrego. Melanie chodzi do szkoły w strzeżonej bazie. Na zewnątrz nie jest bezpiecznie. Zagrożeniem są Głodni. Pewnego dnia rutyna znana dziewczynce zostaje jednak nieodwołalnie naruszona.


Było w tej dynamicznej i lekko szalonej historii trochę naciąganych elementów i w pierwszym odruchu chciałam dać cztery gwiazdki. Ale cała koncepcja tego utworu, także na poziomie narracji, kreacji głównej bohaterki, a przede wszystkim cudownie przewrotnego i satysfakcjonującego zakończenia, skłoniła mnie ostatecznie do zmiany zdania. Po prostu rzadko się zdarza, żeby jakiś tekst zrobił na mnie tak duże pozytywne wrażenie. Niech zatem ma to odzwierciedlenie w ocenie.


Dawno nic mnie tak nie rozbawiło, jak spozycjonowanie tej powieści jako thrillera na polskim rynku. Możecie zgadywać, do jakiego gatunku należy naprawdę. Myślę, że spokojnie zgarniecie główną nagrodę przy pierwszym strzale. Tłumaczyła Martyna Tomczak.