Akunin, Urbi et Orbi i wiecznie pechowy Camilleri

F.M. czyli tom trzeci cyklu Przygody magistra Borysa Akunina, tym razem z wczesnmą redakcją Zbrodni i kary tytułowego Fiodora Michajłowicza D. w tle. Dla mnie genialne, choć wątek współczesny jak zwykle nieco momentami naciągany, ale za to z fantazją iście ułańską! I nie w stylu a teraz wyjmiemy ektoplazmę z kapelusza a la Marek K. Można czytać bez znajomości poprzednich części. Czyta się znakomicie, wciąga jak bagno, jest humor, jest dreszczyk emocji, rys obyczajowy i ciekawa zagadka. słowem – wszystko, co potrzebne, by uzyskać kryminał doskonały. I ciut więcej.

Pies i klecha. Przeciwko wszystkim. Pierwszy tom spółki autorskiej Urbaniuk&Orbitowski, którego akcja rozgrywa się w Polsce "przełomu", w latach 88/89, okazał się być zaskakująco dobrze napisany. Nie widać "szwów" i tego, co w utworach wieloautorskich nazywam zwykle schizofrenią stylistyczną. Ciekawy, acz nieco marketingowy pomysł zbratania porucznika MO z księdzem, okazał się czymś więcej niż tylko chwytem pod publiczkę. Obecność księdza przyslużyła się fabule, w której od rozmaitych nieczystych sił o przeciwstawnych aspiracjach politycznych aż się roi. A milicjant, jak to milicjant – fajki, wóda, panienki i samochody. Ale w sumie porządny chłop. Nieźle odmalowane tło obyczajowe, ciekawa fabuła, a przede wszystkim nieschematyczne zakończenie – to największe plusy. Zresztą, ponad 500 stron (prawda, że Fabrycznej czcionki dla niewidomych, ale jednak:) połknęłam w 4 dni, z czego dwa były robocze, a jednego jeszcze rehab wypadł. To juz chyba lepszej rtekomendacji nie trzeba:) Po tomy następne sięgnę z ochotą.

Teraz słów kilka o pechowym Andrei Camillerim. Na zeszłorocznym Polconie, czyli prawie 11 miesięcy temu, Oh-reen była uprzejma użyczyć mi ze swych zbiorów prywatnych niemal kompletu powieści tego pana z komisarzem Montalbano w roli głównej. I od tego czasu, mimo najszczerszych chęci, żadnej z nich nie zdołałam przeczytać. Z braku czasu i ciagłej obecności innych zobowiązań natury recenzenckiej. Wczoraj, myśląc sobie : ha, akurat jestem na czysto, zanim mi coś doślą, chapnę choć jednego Montalboano! Wszak to formacik malutki, 200 stron zaledwie!, siegnęłam, nieco paradoksalnie, po najnowszy, przysłany mi do recenzji, tom cyklu – Zapach nocy. Przed zaśnięciem przyswoiłam stron 30, wczułam się elegancko w klimacik, zaczęłam zaznajamiać z bohaterem. Idylla.

Dziś przychodzę z pracy i co widzą moje piękne acz krótkowzroczne ślepia? Ano kurier był i paczkę przyniósł. Paczka oznacza obowiązki. W inszym przypadku Montalbano wygrałby prawem zaczętego, ale w paczce były:

1) recenzencka wersja Ślepowidzenia Wattsa, na które choruję niemal od roku, odkąd Vanin je opisał na swoim blogu, a Alakhai naopowiadał  mi o nim w Więziennej – premiera 25 lipca

2) Upadek Hyperiona

Ma komisarz M. pecha:(