Akunin była kobietą!

A raczej została nią na potrzeby literackiego eksperymentu, publikując pod pseudonimem Anny Borisowej powieść obyczajową zatytułowaną Pory roku, która w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.
Weronika Korobiejszczykowa, inicjatorka ruchu społecznego "Szczęśliwa starość", którego celem jest polepszenie standardów opieki nad rosyjskimi emerytami, zostaje zauważona przez odnoszącego sukcesy biznesmena, Stasa Bierzina. Postanawia on nadać jej projektowi rozmach i prawdziwie przemysłowy wymiar – razem mają wybudować w kraju sieć placówek geriatrycznych na wzór francuski. W ramach przygotowań do wdrożenia projektu Weronika, z wykształcenia lekarka, wyjeżdża na roczny staż do luksusowego normandzkiego ośrodka – tytułowych Pór Roku. Jest to placówka wyjątkowa z wielu powodów, ale o tym dziewczyna przekona się stopniowo…
Borisowa (czyli Akunin) opiera opowieść na przeplataniu losów dwóch kobiet, które łączy jedynie rzadki defekt – tętniak tętnicy podstawnej. Jedna z nich żyje w  stałym, podświadomym oczekiwaniu na wybuch "bomby w głowie", druga przeżyła 90 lat w nieświadomości, że w ogóle takową posiada. I to ta druga jest dla Pór roku ważniejsza. Od piętnastu lat uwięziona w klatce bezwładnego ciała, za jedyne towarzystwo ma wspomnienia. Swojej wielkiej miłości, do której dojrzewała, którą wywalczyła i bez której musiała przetrwać większość długiego życia. Historia Aleksandryny, "małej tygrysicy", pozwala autorowi na dalekie wycieczki w przeszłość Rosji, do rewolucyjnego Piotrogrodu, potem do Mandżurii, gdzie mają miejsce kolejne biograficzne przełomy jego protagonistki.
Przede wszystkim jednak Pory roku są opowieścią o dorastaniu do pełnego wykorzystania posiadanej wewnętrznej siły, o potędze uczuć i o strachu przed utratą wspomnień i osobowości. To ostatnie przynosi Alzheimer, nieproszony, ale częsty towarzysz starości. Kolejni bliscy Aleksandryny: babcia, ojciec i matka – zapadli na tę chorobę. Utraciwszy prywatny sens życia, bohaterka postanowiła zatem wykorzystać przypadkowo pozyskaną, niezwykłą wiedzę do zwalczenia swojego największego strachu – że także zachoruje i zapomni o latach największego szczęścia. Wstąpiła tym samym na drogę, która doprowadziła ją na stanowisko dyrektorki Pór roku. Ale wszystkiego przewidzieć nie mogła, u progu sukcesu los spłatał jej okrutnego figla…
Do dwóch głównych wątków Borisowa dodaje jednak sporo pomniejszych, ale dzięki jej talentowi równie przekonujących mimo swej kameralności ludzkich historii, dając czytelnikowi wgląd w biografie rezydentów ośrodka. Różne oblicza starości, poprzedzonej rozmaitymi podejściami do życia. Powstaje urzekająca i zajmująca mozaika, a gdy sądzimy, że już wiemy wszystko, nadziewamy się na finał. Z finiszami u Akunina bywa rozmaicie, zdarzają się kiepskie, czy wręcz tragicznie spartolone (jak w Pelagii i czerwonym kogucie), ale akord wieńczący Pory roku długo rezonuje w wyobraźni, co nakazuje uznać go za wirtuozerski. Polecam, warto.