Rozbiór rózańca na paciorki pierwsze

Zostało mi co prawda jeszcze jedno opowiadanie, ale najwyżej notkę wyedytuję. Słów kilka o tekstachze zbioru Borysa Akunina Nefrytowy różaniec.

Jigumo – Zaczęło się, jak już wspominałam, nie najlepiej. Epizod z okresu japońskiego, historia o morderczym demonie, któremu tak naprawdę na imię macierzyńska miłość. Bo matka kocha swoje dziecko, nawet jeśli jest ono kalekie. Zaś każdy facet to świnia, a świnię można zaszlachtować bezkarnie. Dlatego szlachetny i sprawiedliwy Erast Fandorin (wyjątek od powyższej reguły) puszcza wolno zabójcę przyjaciela. Tekst nielogiczny z punktu widzenia konstrukcji postaci, ogólnie idiotyczny i ckliwy. I jeszcze ta karliczka. Hej, hej, hej, inni mają jeszcze gorzej:/ Zero zalet, same wady, na czele z natrętną i pokrętną ideologizacją. Nieco szkliwa straciłam na zgrzytanie zębami. Jakieś 2/10.

Table talk z 1882
Pierwsze zdania tego tekstu narobiły mi nadziei na dodatkowe szczegóły historii ze Śmierci Achillesa (która moim zdaniem należy do najlepszych odsłon cyklu o Fandorinie). nadzieja, oczywiście, okazała się płonna. Historia będąca przedmiotem zakładu znudzonej szlachty jest klasyczna, ale przez to niezbyt porywająca – dla detektywa formatu Erasta P. to pestka:) Nie podzieliłam zaskoczenia jego współbiesiadników rozwiązaniem zagadki siostrzanej zazdrości starych panien (jakże dogodnie – bliźniaczek). Dorysowany pieprzyk, seriously? 5/10

Z życia wiórów
czyli śledztwo incognito w fabryce otrutego oligarchy. Pierwszy naprawdę dobry, interesujący tekst w zbiorze. Ciekawy pomysł, zaskakująca puenta, zamknięty krąg podejrzanych w stylu Agathy Christie. I udana postać petersburskiego śledczego, którego dawne umiejętności przyćmiła indukowana zaszczytami pewność siebie – Zosima. Panienka malarka mnie irytowała niemożebnie, ale ja już po prostu tak mam. 7,5/10

Nefrytowy różaniec czyli opowiadanie tytułowe, perfidnie żerujące na ciekawości czytelnika cyklu:) Historia zielonych paciorków, którymi Fandorin na pewnym etapie kariery zaczyna wspomagać swój proces dedukcyjny, w cyklu nie została wyjaśniona. Wyjaśnienie zaserwowane obecnie osobiście uważam za niesatysfakcjonujące – na wierzchu nikt nie szuka to znowu za łatwy score dla takiego profesjonalisty. A rzekoma mistyczność różańca? Zdolność ocalania życia wlaściciela? Trzy razy długowieczność plus jeden? Od czasów Pelagii i Czerwonego koguta mam alergię na tego typu klimaty w wykonaniu Akunina – i tym razem nie wyszło. 6/10

Skarpeja Baskakowów czyli wariacja Doyle’owska. Na wejściu punkty za uczynienie bohaterem i narratorem asystenta – Tulipanowa. Mimo jednak, że trup ściele się gęsto, to nastroju jakoś nie ma, a i rozwiązanie dziwaczne. Wejście (przebierankowe) Erasta na finał – niezręczne, jak wytrych. Czyta się nieźle, ale zakończenie zaniża ocenę całości. 6,5/10