Lemaitre inny, być może nawet lepszy

Rekomendowałam nie tak dawno Alex i z ciekawością sięgnęłam po Do zobaczenia w zaświatach, zaintrygowana, jak Lemaitre poradzi sobie w nieco innej konwencji niż kryminalno-sensacyjna. Lektura okazała się przyjemnością, a bardziej szczegółowo o moich wrażeniach poczytacie tutaj.
W tym miejscu chciałam jedynie zamieścić refleksję, która jakoś nie wpasowała mi się w linkowany tekst, czego żałuję. W powieści pojawia się w pewnym momencie urzędnik dość niskiego szczebla, niejaki Merlin, który przez całe zawodowe życie wiernie służył państwu, rzetelnie wykonując swoje obowiązki, a jednak nie otrzymał za to nie tylko godnej, ale wręcz żadnej gratyfikacji. Postaci tej przypada ważna rola w jednym z wątków, od jej decyzji zależy być albo nie być kluczowego bohatera. W tym niby to niepozornym, pobocznym elemencie Lemaitre ilustruje swoją tezę dotyczącą kondycji francuskiego państwa równie zgrabnie, a może nawet dobitniej, niż w bardziej widowiskowych, a służących podobnym celom elementach utworu. Puenta historii Merlina, będąca zarazem finałem całości, to majstersztyk, wisienka na torcie satysfakcjonującej lektury. Naprawdę polecam.