Wpis inspirowany niedawną rozmową na gg.
Pytanie: czy lektura opowiadania/ew. fragmentu powieści w sieci skłoniła Was kiedykolwiek do sięgnięcia po książkę nieznanego dotąd autora? Mnie zdarzyło się kilka razy, ale najbardziej utkwił mi w pamięci kazus Domenica Jordana – zbiór Diabeł na wieży kupiłam po przeczytaniu opublikowanego w Fahrenheicie opowiadania Długie noce. Swego czasu, po lekturze fragmentu, choć akurat otrzymanego w Empiku w formie broszurki, kupiłam też Nostalgię anioła Sebold. W obu przypadkach byłam więcej niż zadowolona. Przeważnie jednak, jeśli już sięgam po nowe nazwiska, to na podstawie poleceń od osób "sprawdzonych" pod względem podobieństwa gustu (mówię tu o sięganiu z własnej inicjatywy, a nie o tytułach otrzymywanych do recenzji).
Myślę, że promocja w sieci działa przede wszystkim w przypadku debiutantów, których z oczywistej przyczyny nikt jeszcze nie może rekomendować w "poczcie pantoflowej". Uznane nazwiska już takiego wsparcia nie potrzebują, choć kiedy np. Gaiman umieścił na swojej oficjalnej stronie kompletne nagranie z promocyjnego czytania Księgi cmentarnej, to zyskał u mnie dużego plusa.
A teraz test praktyczny. Nie tak dawno ukazały się nakładem FS dwa pierwsze tomy debiutanckiego cyklu Róży Jakobsze (rocznik ’88, a więc debiut szybki). Nieco wcześniej w sieci opublikowane zostało jedno z opowiadań wchodzących w skład pierwszego tomu – Jeźdźcy burzy.
I teraz, jeśli macie chwilę, przeczytajcie i powiedzcie, czy po lekturze tego tekstu sięgniecie po więcej. Ja dostałam oba tomy do recenzji, jestem już po pierwszym i w trakcie drugiego, ale swoje zdanie tymczasem zachowam dla siebie:)
UPDATE: czas eksperymentu "ślepego" dobiegł końca:)
Tutaj i tutaj można się zapoznać z moimi wrażeniami z lektury obu tomów przygód Rhezusa, jeśli kto ciekaw.
Reasumując, dla tych, którym nie chce się czytać całości moich wypocin: nie jest to takie złe, jak już zacznie mieć fabułę. Linkowany tekst należy, przynajmniej moim zdaniem, do zdecydowanie słabszych. Drugi tom jest wyraźnie lepszy od pierwszego. Ale nawet pierwszy jest wyraźnie lepszy od np. Zbieracza burz.
Muszę Cię, droga Dis, rozczarować: nie ma, jak na razie, wątków homoerotycznych, a co więcej, główny bohater jest impotentem (nie od urodzenia, z długowieczności mu się tak porobiło).