Dysk, jak na porządny świat przystało, ma wszystko

Ja mam wprawdzie straszliwe zaległości w opisywaniu lektur (nowy Nesbo, nowy Kącki, kolejny Nesser), ale dzisiaj ich nie nadrobię za bardzo. Nadrobiłam deficyt snu i wybieram się na nowego Bonda. Jest natomiast szansa, że niedługo wyjdę na prostą, bo zafundowałam sobie długi weekend:) Tymczasem zapraszam do zapoznania się z moją recenzją Folkloru Świata Dysku.

Muszę przyznać, że początkowo byłam sceptyczna co do wartości poznawczej,
jaką mogłaby mieć dla mnie lektura „Folkloru Świata Dysku”. Wszak
wyłapałam w trakcie lektury powieści Pratchetta większość nawiązań
do ziemskiej kultury, w sporej części celowo oczywistych, jak
np. trawestacja „Makbeta” w „Trzech wiedźmach” czy „Upiora w operze”
w „Maskaradzie”. Dlatego omijałam do tej pory anglojęzyczną wersję
książki napisanej przez Pratchetta we współpracy ze specjalistką
od folkloru Jacqueline Simpson i wydanej w 2008 roku. Jako że od
września, kiedy to przeczytałam absolutnie ostatnią — z oczywistych
i smutnych powodów — Dyskową powieść, byłam w cichej żałobie pod hasłem
„nigdy więcej nowego Pratchetta”, na wieść o polskim wydaniu „Folkloru…”
radykalnie zmieniłam dotychczasowe nastawienie do tej pozycji.
Resztę tekstu można przeczytać tutaj.