Szeptanka o końcu Poświatowa

Czyli moja przedpremierowa (premiera jutro) recenzja najnowszej powieści Wita Szostaka, jednej z ciekawszych i bardziej wymagających tegorocznych lektur.

Nowa powieść Wita Szostaka, kolejna pozycja w ambitnej serii wydawnictwa
Powergraph Kontrapunkty, to rzecz zupełnie różna od – przynajmniej
w pierwszym, powierzchownym odbiorze – łatwej i przyjemnej akademickiej
satyry, jaką było „Sto dni bez słońca”. Tym razem dostajemy kameralny
dramat rodzinny w pięciu aktach, niemalże statyczny na płaszczyźnie
dosłownie rozumianej akcji, za to wręcz kipiący od emocji. Dramat,
w którym czytelnik od pierwszych zdań musi się zmierzyć z wyzwaniem
nietypowej narracji. Naszym przewodnikiem w trudnym zadaniu ułożenia
w całość powikłanych relacji między bohaterami jest bowiem Błażej,
któremu opowieść przychodzi z trudnością. Nie dziwota, skoro snuje ją
tylko na własny użytek, w zaciszu swojego umysłu, a na głos nie
wypowiedział słowa od dwudziestu lat. Błażej zamknął się w sobie
po powrocie z wakacji, które wraz z bratem bliźniakiem, Mateuszem,
spędzili w Toskanii po pierwszym roku studiów, gdy obaj mieli
po dwadzieścia lat. Dlaczego? Jest to jedno, prawdopodobnie
najważniejsze, z licznych pytań, na które odpowiedź może dać uważnemu
czytelnikowi lektura „Wróżenia z wnętrzności”.

Resztę tekstu można przeczytać tutaj.

Powieść, przynajmniej moim zdaniem, nie jest fantastyką, choć posiada scenograficzne elementy realizmu magicznego.