Cena utrzymania fasady

Kolonia Tany French to jedna z trzech najlepszych i z całą pewnością najbardziej poruszających książek, jakie przeczytałam w tym roku. Wrażenia z tej lektury spróbowałam opisać na łamach Fahrenheita. Fascynacja podobna, jak przy pierwszym spotkaniu z prozą Dennisa Lehane’a, bo i metoda pisarska pokrewna. W każdym razie, naprawdę warto. Tematyka może i średnio świąteczna, za to bardzo życiowa. Przy tej okazji po raz kolejny wypada mi podziękować niezawodnej Jane Doe, która już na etapie Bez śladu zwróciła moją uwagę na tę autorkę. Z pewnością będę teraz systematycznie czytać jej poprzednie powieści. Takie odkrycia zawsze niesamowicie mnie radują, bo nie trafiają się często.